Patti Smith i jej fascynacja polskim papieżem. Historia niezwykłego hołdu matki chrzestnej punka

Matka chrzestna punka przez lata uchodziła za postać kontrowersyjną i daleką od Kościoła instytucjonalnego. Jej stosunek do Jana Pawła II zmienił się diametralnie w 2003 roku, gdy papież stanowczo potępił amerykańską inwazję na Irak. Artystka dostrzegła w nim wtedy prawdziwego radykała, który potrafił sprzeciwić się najpotężniejszym politykom świata w imię pokoju.

Patti Smith na scenie z zaciśniętymi ustami. O jej podziwie dla Jana Pawła II przeczytasz na EskaRock.
Autor: Daigo Oliva/ CC BY-SA 2.0
Metalowe albumy wszech czasów / Eska Rock

"Jezus umarł za czyjeś grzechy, ale nie moje". Dlaczego Patti Smith podziwiała Jana Pawła II?

Patti Smith przeszła do historii muzyki dzięki prowokacyjnemu zdaniu z utworu "Gloria", w którym deklarowała branie pełnej odpowiedzialności za własne błędy. Choć dla wielu ortodoksyjnych katolików artystka była uosobieniem buntu przeciwko religii, jej duchowość zawsze była głęboka i skomplikowana. Smith została wychowana w rodzinie Świadków Jehowy, ale jako nastolatka porzuciła tę wspólnotę, szukając wolności w sztuce i poezji. Nigdy jednak nie przestała studiować Biblii i szukać autorytetów, które realizowałyby w życiu naukę o miłości bliźniego i pokoju.

Jej fascynacja Janem Pawłem II nie wynikała z akceptacji dogmatów kościelnych, ale z podziwu dla konkretnych czynów polskiego papieża. Smith zaczęła postrzegać go jako postać wręcz punkową, kiedy ten w 2003 roku stał się jednym z najgłośniejszych przeciwników inwazji USA na Irak. Dla pacyfistycznie nastawionej artystki postawa papieża, który nie bał się wejść w konflikt z administracją George’a W. Busha, była dowodem najwyższej odwagi i bezkompromisowości. W jej oczach Jan Paweł II stał się radykałem broniącym najsłabszych przed machiną wojenną.

Karol Wojtyła obok Jima Morrisona. Muzyczny hołd w utworze "Elegie"

Kiedy w kwietniu 2005 roku świat obiegła informacja o śmierci Jana Pawła II, Patti Smith przebywała w trasie koncertowej. Artystka postanowiła uczcić jego pamięć w sposób, który dla wielu jej fanów był co najmniej zaskakujący. Podczas występów na żywo zaczęła włączać nazwisko papieża do swojej rockowej litanii w utworze "Elegie". Jest to kompozycja zamykająca jej debiutancki album "Horses", którą tradycyjnie dedykuje zmarłym artystom i bliskim sercu postaciom, takim jak Jimi Hendrix, Jim Morrison czy Kurt Cobain.

Jan Paweł II był dla mnie kimś, kto zachował się bardziej radykalnie niż większość rockmanów, bo potrafił powiedzieć "nie" wojnie, gdy wszyscy inni milczeli – tłumaczyła artystka podczas rozmów z dziennikarzami po swoich koncertach

Oprócz wspomnianej litanii Smith regularnie dedykowała papieżowi utwór "Peaceable Kingdom" z albumu "Trampin'". Podkreślała w ten sposób jego samotną walkę o spokój na Bliskim Wschodzie. Dla publiczności zgromadzonej na festiwalach rockowych widok ikony nowojorskiej bohemy opłakującej głowę Kościoła katolickiego był dowodem na to, że prawdziwe porozumienie ideowe może wykraczać daleko poza muzyczne i religijne etykiety.

Punkowa ikona w Watykanie. Spotkanie z papieżem Franciszkiem

Choć Patti Smith nigdy nie spotkała się osobiście z Janem Pawłem II, jej duchowa więź z Watykanem znalazła swoją kontynuację kilka lat później. W 2013 roku artystka pojawiła się na Placu św. Piotra, gdzie podczas audiencji generalnej miała okazję uścisnąć dłoń papieża Franciszka. Prasa na całym świecie opublikowała zdjęcia, na których uśmiechnięta wokalistka wymienia powitanie z następcą Benedykta XVI. Smith wyznała później, że Franciszek zaimponował jej wyborem imienia na cześć świętego z Asyżu oraz swoim proekologicznym i skromnym podejściem do życia.

Rok po tym spotkaniu, w grudniu 2014 roku, Patti Smith przyjęła zaproszenie do występu na watykańskim koncercie bożonarodzeniowym "Concerto di Natale". Mimo protestów niektórych środowisk tradycjonalistycznych, które wypominały jej dawne teksty piosenek, artystka pojawiła się na scenie w Rzymie. Wykonała tam swój słynny hymn "People Have the Power", udowadniając, że muzyka rockowa może nieść uniwersalne przesłanie pokoju, które znajduje zrozumienie nawet w sercu instytucji religijnej. Dla Smith była to klamra domykająca jej wieloletni szacunek do duchowych liderów, którzy nie boją się iść pod prąd systemowi.