Zanim odebrała telefon, który miał zmienić trajektorię rocka, jej życie pachniało środkami czystości i tanim jedzeniem serwowanym zblazowanym klientom. Rok 1974 nie zapowiadał się przełomowo. Nagrany w duecie z Lindseyem Buckinghamem album "Buckingham Nicks" okazał się komercyjną klapą, a wytwórnia Polydor bez sentymentów pokazała im drzwi. Marzenia o wielkiej scenie kurczyły się z każdym dniem, ustępując miejsca twardej rzeczywistości.
Stevie Nicks, przyszła rockowa kapłanka, pracowała jako kelnerka i sprzątała dom producenta Keitha Olsena, by związać koniec z końcem. To był czas, gdy przyszłość wydawała się bardziej mglista niż kalifornijskie poranki. I wtedy, w Sylwestra, zadzwonił Mick Fleetwood. A ona, po przyjęciu oferty, która dla wielu byłaby jak wygrana na loterii, zrobiła coś, co do dziś definiuje jej charakter na przekór scenicznemu mitowi.
Będąc członkiinią Fleetwood Mac, przez dwa tygodnie nadal pracowałam w restauracji, ponieważ złożyłam wypowiedzenie. Nie chciałam po prostu wejść tam i powiedzieć: 'Zostanę sławną gwiazdą rocka, więc odchodzę i tak czy inaczej nigdy nie lubiłam waszego jedzenia'.
Czy Stevie Nicks wiedziała, co ją czeka?
Ten gest był czymś więcej niż tylko młodzieńczą przyzwoitością. To był ostatni akt normalności, ostatnie dwa tygodnie w świecie, w którym napiwki liczyły się bardziej niż tantiemy. Mick Fleetwood nie szukał wokalistki, szukał gitarzysty. Kiedy Bob Welch opuścił szeregi zespołu, Fleetwoodowi przypomniał się gitarowy kunszt Buckinghama, który usłyszał na nagraniu puszczonym przez Olsena. Ale Lindsey postawił twardy warunek: wejdzie do zespołu, ale tylko ze Stevie. Byli pakietem, artystycznym i romantycznym organizmem, który albo przyjmuje się w całości, albo odrzuca.
Fleetwood Mac, brytyjska blues-rockowa instytucja, zaryzykowała. I ten hazard okazał się strzałem w dziesiątkę, który na zawsze zmienił ich brzmienie i wyniósł na szczyty list przebojów. Amerykański, słoneczny folk-pop Nicks i Buckinghama zderzył się z brytyjskim rytmem Fleetwooda i basem Johna McVie, tworząc nową, uzależniającą jakość. Pierwszy wspólny album z 1975 roku był komercyjnym potworem, a napisany przez Nicks utwór „Rhiannon” stał się mistycznym hymnem, który na koncertach zamieniał się w rodzaj publicznego egzorcyzmu.
Polecany artykuł:
Napięcia, zdrady i złamane serca w formacji Fleetwood Mac
Kelnerka z poczuciem obowiązku szybko przeistoczyła się w sceniczną boginię. Jej wizerunek – zwiewne chusty, aksamity, platformy i burza blond włosów – stał się ikoniczny i inspirował pokolenia. Ale za kulisami sielanka szybko zamieniła się w emocjonalne pole bitwy. Nagrywanie albumu "Rumours" to dziś legenda rockowego piekła. W tym samym czasie rozpadał się związek Nicks i Buckinghama, a także małżeństwo Christine i Johna McVie.
Jakby tego było mało, sama Stevie wdała się w potajemny, krótkotrwały romans z żonatym Mickiem Fleetwoodem. Te napięcia, zdrady i złamane serca przelały się na piosenki, tworząc jeden z najwybitniejszych i najlepiej sprzedających się albumów w historii. Nicks napisała „Dreams”, swój łagodny, ale bolesny manifest rozstania, który stał się jedynym numerem jeden zespołu w USA. Buckingham odpowiedział jej znacznie bardziej jadowitym „Go Your Own Way”. Słuchali nawzajem swoich oskarżeń w studyjnych słuchawkach, tworząc ścieżkę dźwiękową do własnego upadku.
Co w Stevie Nicks zostało z dziewczyny, która nie rzuciła pracy?
Ta historia o przyszłej gwieździe rocka, która sumiennie dokańcza swój dwutygodniowy okres wypowiedzenia w restauracji, brzmi dziś jak baśń z innej epoki. Z perspektywy dekad wypełnionych trasami koncertowymi, platynowymi płytami, uzależnieniami i burzliwymi relacjami, ten mały akt przyzwoitości nabiera głębszego sensu. Pokazuje, że u progu gigantycznej kariery Stevie Nicks wciąż twardo stąpała po ziemi, być może nie do końca wierząc, że ten sen o Fleetwood Mac naprawdę się ziści. A może to właśnie ten kręgosłup moralny, ta resztka normalnego świata, pozwoliła jej przetrwać chaos, który miał wkrótce nadejść? Tej dziewczyny w fartuchu kelnerki już dawno nie ma. Zastąpiła ją ikona, autorka piosenek i dwukrotna członkini Rock and Roll Hall of Fame. Ale gdzieś pod warstwami szyfonu i legendy wciąż musi kryć się pamięć o tym, jak to jest podawać komuś kawę, marząc po cichu o zupełnie innym życiu.