Zniknięcie Richeya Edwardsa z Manic Street Preachers. Historia największej zagadki w świecie rocka

1 lutego 1995 roku Richey Edwards wymeldował się z londyńskiego hotelu i od tamtej pory nikt go nie widział. Mimo odnalezienia jego porzuconego samochodu, ciała muzyka nigdy nie wyłowiono z wód rzeki Severn. Tajemnicza sprawa gitarzysty Manic Street Preachers do dziś budzi ogromne emocje wśród fanów rocka na całym świecie.

Muzyk Richey Edwards gra na gitarze podczas koncertu. O tajemnicy jego zaginięcia przeczytasz na EskaRock.
Autor: Masao Nakagami/ CC BY-SA 2.0
Oto lista najsmutniejszych piosenek w historii. Pojawiają się na niej rockowe numery

Ostatni poranek w hotelu Embassy i ucieczka przed sławą

Richey Edwards, gitarzysta i główny tekściarz walijskiej grupy Manic Street Preachers, zaginął w momencie, gdy jego zespół stał u progu ogromnej popularności. 1 lutego 1995 roku, około godziny 7:00 rano, muzyk opuścił pokój numer 516 w Embassy Hotel w Londynie. Zrobił to tuż przed planowanym wylotem na trasę promocyjną do Stanów Zjednoczonych. W pokoju zostawił spakowaną walizkę, leki na depresję oraz pudełko z prezentami dla swojej byłej dziewczyny, na którym widniał krótki napis "I love you". Choć fani przez lata szukali w tym geście ukrytego sensu, policja nigdy nie uznała go za typowy list pożegnalny.

Przez kolejne dwa tygodnie Edwards pozostawał nieuchwytny, choć regularnie korzystał ze swojego konta bankowego. Codziennie wybierał maksymalną kwotę 200 funtów, co łącznie dało sumę 2800 funtów. Świadkowie twierdzili, że widzieli go w biurze paszportowym w Newport oraz w taksówce, której kierowca miał go wozić po okolicach rodzinnego miasta Blackwood. Muzyk miał sprawiać wrażenie osoby, która na kogoś czeka lub planuje dłuższą podróż. Te informacje dawały bliskim nadzieję, że Richey nie zamierza odebrać sobie życia, lecz próbuje po prostu zniknąć z radaru mediów i branży muzycznej.

Incydent z żyletką i mroczne teksty na płycie "The Holy Bible"

Problemy Richeya Edwardsa nie były tajemnicą dla otoczenia. Już w 1991 roku muzyk udowodnił, że traktuje swoją twórczość niezwykle poważnie i dosłownie. Podczas rozmowy z dziennikarzem magazynu "NME", który zarzucił zespołowi brak autentyczności, Edwards wyciągnął żyletkę i wyciął sobie na przedramieniu napis "4 REAL". Rana była tak głęboka, że wymagała założenia 17 szwów. Z czasem stan muzyka tylko się pogarszał. Cierpiał na anoreksję, przez co w pewnym momencie ważył zaledwie 38 kg, oraz zmagał się z zaawansowaną depresją i alkoholizmem, co doprowadziło go do pobytów w klinikach psychiatrycznych.

To bardzo fascynująca idea i wciągająca historia, z której powstałby pewnie świetny film. No ale piosenka nie została napisana przez CIA – stwierdził Richey Edwards w jednym z wywiadów, odnosząc się do teorii spiskowych wokół muzyki pop

Wszystkie lęki i fascynacje muzyka znalazły ujście na trzecim albumie zespołu zatytułowanym "The Holy Bible", wydanym w 1994 roku. Edwards napisał większość tekstów na tę płytę, poruszając w nich tematykę ludobójstwa, prostytucji i autodestrukcji. Dziś wielu krytyków uważa ten materiał za bolesny zapis załamania nerwowego, który był czytelnym sygnałem ostrzegawczym. Płyta ta, choć uznawana za arcydzieło rocka alternatywnego, stała się dla fanów swoistym testamentem artysty.

Tajemnica mostu Severn i błąd w godzinie na bilecie parkingowym

Przełom w poszukiwaniach nastąpił 14 lutego 1995 roku, kiedy na parkingu przy moście Severn znaleziono srebrny samochód Vauxhall Cavalier należący do muzyka. Pojazd wyglądał tak, jakby ktoś w nim mieszkał przez kilka dni – w środku leżały puste opakowania po jedzeniu i śmieci. Wybór tego miejsca sugerował samobójczy skok do rzeki, jednak ciała nigdy nie odnaleziono, a siostra artysty, Rachel Edwards, wielokrotnie podkreślała, że Richey miał paniczny lęk wysokości. Co więcej, paszportu muzyka nigdy nie znaleziono w żadnym z przeszukiwanych miejsc.

Przez 23 lata śledztwo opierało się na założeniu, że Edwards przyjechał na most w ciągu dnia. Dopiero w 2019 roku autorzy książki "Withdrawn Traces" odkryli fatalny błąd policji. Kwitek z bramki autostradowej z godziną 14:55, który znaleziono w aucie, pochodził z maszyny, która nie miała zaktualizowanego czasu letniego i zimowego. W rzeczywistości Richey przejechał przez bramki o 02:55 w nocy. Ta różnica dwunastu godzin całkowicie zmienia obraz sytuacji i sugeruje, że muzyk poruszał się pod osłoną nocy, co pasowałoby do teorii o starannie zaplanowanej ucieczce przed światem.

Życie zespołu po stracie i pożegnalny segregator z tekstami

Pozostali członkowie Manic Street Preachers przez długi czas nie potrafili pogodzić się ze stratą przyjaciela. Przez wiele lat zespół odkładał 25% wszystkich dochodów i tantiem na specjalne konto powiernicze, czekając na powrót gitarzysty. Dopiero w 2008 roku, na wniosek rodziny, brytyjski sąd oficjalnie uznał Richeya Edwardsa za zmarłego, co pozwoliło uporządkować sprawy spadkowe. Dla muzyków i fanów nie było to jednak zamknięcie tematu, lecz jedynie formalność wynikająca z upływu czasu.

Ostatecznym hołdem dla zaginionego muzyka stał się wydany w 2009 roku album "Journal for Plague Lovers". Wszystkie teksty piosenek na tej płycie pochodzą z grubego segregatora, który Richey wręczył basiście Nicky'emu Wire'owi na kilka tygodni przed zniknięciem. Polecił mu wtedy, by zespół użył tych zapisków, gdy przyjdzie na to czas. Wykorzystanie tych notatek po czternastu latach od zaginięcia pozwoliło fanom jeszcze raz obcować z twórczością Edwardsa i zamknęło pewien rozdział w historii grupy, która mimo wielkiego sukcesu komercyjnego, nigdy nie zapomniała o swoim ideologicznym liderze.

Galeria: Muzyka rockowa lat 80-tych - zagranica. Albumy, które dziś są legendami