Roger Daltrey otwarcie na temat Zaka Starkeya: "Jest niezwykle blisko poziomu energii Keitha Moona"
Śmierć perkusisty Keitha Moona we wrześniu 1978 roku była dla brytyjskiej formacji The Who, bez dwóch zdań, ogromnym ciosem. Wokalista Roger Daltrey, w jednym z najnowszych wywiadów, przyznał wprost, że po tym zdarzeniu zespół nigdy w pełni się nie podniósł pod względem dawnej energii na koncertach.
– Nigdy nie było tak samo po śmierci Keitha. Nie będę udawał, że było inaczej. Kiedy żył Moon, graliśmy na pełnych obrotach, napędzani ze wszystkich sił. Mogliśmy wyrzucić z siebie cokolwiek na scenie i zrobić z tego coś genialnego. Ten rodzaj magii po prostu zniknął wraz z jego odejściem – powiedział frontman The Who w rozmowie z Joann Butler dla Life Minute TV.
Po śmierci Moona jego miejsce zajął Kenney Jones (były perkusista Faces), który spędził z grupą dekadę. Podczas amerykańskiej trasy koncertowej w 1989 roku zmienił go natomiast Simon Phillips. Z kolei w 1996 roku do zespołu dołączył Zak Starkey – syn Ringo Starra z The Beatles – który grał z The Who nieprzerwanie przez blisko trzy dekady. W 2025 perkusiście podziękowano za dalszą współpracę, a sam muzyk istny rollercoaster przez tą sytuację. Starkey został bowiem zwolniony z grupy... dwukrotnie i to na przestrzeni zaledwie kilku tygodni.
Jak się jednak okazało, dawne urazy odeszły w pamięć. Wokalista, podczas niedawnego, solowego koncertu w Las Vegas, wyjawił ze sceny, że grupa odbyła ponowne próby ze Starkeyem i wszystko brzmiało "po prostu świetnie". We wspomnianym wywiadzie Daltrey chwalił mocno syna Starra: – Nie jest Keithem Moonem, ale jest niezwykle blisko tego poziomu obłędu i energii.
"Zrobiliśmy próbę, aby sprawdzić, czy jesteśmy w stanie wyjść jeszcze na scenę". Roger Daltrey daje nadzieję fanom
Informację o powrocie do The Who potwierdził także Starkey. Perkusista udostępnił w mediach społecznościowych post, w którym napisał: – Czekam z niecierpliwością, żeby znowu dać czadu z The Who. Próba była świetna. Chyba nigdy nie mieliśmy tak intensywnej próby. Później dodał, w wywiadzie dla Variety: – Ćwiczyliśmy przez jedno popołudnie i ogień był niesamowity. Jestem niezwykle szczęśliwy, że wracam do grania muzyki, którą kocham, z ludźmi, których kocham. Dobrze być z powrotem w domu.
Wokalista Roger Daltrey wyjaśnił również powód niedawnego spotkania w studiu: – Zrobiliśmy próbę, aby sprawdzić, czy jesteśmy w stanie wyjść jeszcze na scenę w przyszłym roku – czy wciąż wyciągamy te wysokie nuty i czy wciąż mamy w sobie tę właściwą moc. Muzyka The Who wymaga niesamowitego ognia. Bez tego bylibyśmy jak Herman's Hermits bez Hermana.
Choć zespół zamknął amerykańską część pożegnalnego tournée w 2025, to legendarna formacja, najwidoczniej, nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa w innych rejonach świata.