Potężny nokaut na trasie w Danii. Jak brutalna bójka w The Who uratowała legendarną kapelę

Roger Daltrey i Pete Townshend to jeden z najbardziej wybuchowych duetów w historii rocka. W 1965 roku ich wzajemna niechęć doprowadziła do bójki, która zakończyła się ciężkim nokautem i wyrzuceniem wokalisty z grupy. To dramatyczne wydarzenie paradoksalnie uratowało zespół i pozwoliło muzykom stworzyć ich największe dzieła.

Czarno-białe zdjęcie z koncertu The Who, na którym wokalista Roger Daltrey stoi z mikrofonem, a gitarzysta Pete Townshend wyskakuje w powietrze z gitarą. W tle widoczna perkusja. Artykuł o ich legendarnej bójce i historii zespołu znajdziesz na naszym portalu.
Autor: Jean-Luc/ CC BY-SA 2.0
Ranking najważniejszych brytyjskich zespołów rockowych wszech czasów. Grupy, które zmieniły bieg historii

Amfetamina i kłótnie o profesjonalizm. Dlaczego Roger Daltrey miał dość kolegów z The Who?

W połowie lat 60. zespół The Who stał się twarzą subkultury modów, dla której nieodłącznym elementem zabawy były narkotyki, a konkretnie amfetamina. Podczas gdy gitarzysta Pete Townshend i perkusista Keith Moon chętnie korzystali z używek, wokalista Roger Daltrey trzymał się od nich z daleka. Pochodzący z robotniczej dzielnicy Daltrey był zwolennikiem twardej dyscypliny i profesjonalizmu. Widział, że pod wpływem tabletek jego koledzy gubią rytm, a koncerty zamieniają się w muzyczny bełkot. Wokalista uważał, że narkotyki niszczą wszystko, na co tak ciężko pracował od momentu założenia grupy, która wcześniej działała pod nazwą The Detours.

Napięcie wewnątrz kapeli rosło z każdym występem. Daltrey, który w tamtym czasie pełnił rolę nieformalnego szefa, często stosował zastraszanie fizyczne, by utrzymać resztę muzyków w ryzach. Townshend i Moon mieli jednak dość apodyktycznego zachowania frontmana i jego ciągłych pretensji o styl życia, jaki prowadzili. Punkt krytyczny nastąpił we wrześniu 1965 roku podczas trasy koncertowej po Skandynawii, kiedy to frustracja wokalisty zamieniła się w otwartą agresję w garderobie duńskiego klubu w Aarhus.

Jeden cios w garderobie w Aarhus. Pete Townshend pada nieprzytomny na ziemię

Po wyjątkowo słabym występie, za który Daltrey obwiniał odurzonych kolegów, wokalista postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Odnalazł torbę Keitha Moona, wyciągnął z niej zapas amfetaminy i bez wahania spuścił tabletki w toalecie. Gdy perkusista wpadł w histerię, w jego obronie stanął Pete Townshend. Rozwścieczony gitarzysta, sam będąc pod wpływem substancji, rzucił się na wokalistę. Choć relacje co do przebiegu starcia są sprzeczne, Daltrey twierdził później, że Townshend zamierzył się na niego ciężką gitarą Rickenbacker, co zmusiło go do błyskawicznej reakcji w obronie własnej.

To zajęło ułamek sekundy. Uderzyłem go potężnym sierpowym. Pete podskoczył w powietrze i upadł sztywny jak deska – wspominał Roger Daltrey w jednym z wywiadów

Cios był tak silny, że Townshend stracił przytomność i uderzył głową o podłogę. Na miejsce wezwano ambulans, a gitarzysta trafił do szpitala z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu. Pozostali członkowie zespołu oraz menedżerowie byli przerażeni brutalnością wokalisty. Incydent ten przelał czarę goryczy i sprawił, że reszta muzyków nie chciała mieć z Daltreyem nic wspólnego, obawiając się o swoje bezpieczeństwo podczas dalszej współpracy.

Krótkie bezrobocie wokalisty. Warunki powrotu do składu i nowa hierarchia

Po powrocie do Londynu zapadła radykalna decyzja: Roger Daltrey został oficjalnie wyrzucony z The Who. Przez kilka tygodni zespół funkcjonował bez niego, a menedżerowie zaczęli nawet szukać nowego wokalisty, rozważając między innymi kandydaturę Boza Burrella. Daltrey, który nagle został bez pracy i rozważał powrót do fabryki blacharskiej, zrozumiał, że muzyka jest całym jego życiem. Skruszony frontman zaczął prosić o drugą szansę, jednak koledzy postawili mu twarde i upokarzające warunki. Jeśli chciał wrócić, musiał całkowicie zrezygnować z przemocy fizycznej i oddać pełną władzę nad kierunkiem muzycznym w ręce Townshenda.

Od bójki do wielkich sukcesów. Jak konflikt ukształtował brzmienie "My Generation"

Paradoksalnie, ten brutalny incydent był najlepszą rzeczą, jaka mogła spotkać The Who. Zmiana dynamiki sił pozwoliła Pete’owi Townshendowi rozwinąć skrzydła jako głównemu kompozytorowi. To właśnie wtedy narodziła się wizja zespołu, który zamiast prostych piosenek zaczął tworzyć ambitne opery rockowe, takie jak "Tommy" czy "Quadrophenia". Daltrey, pozbawiony roli lidera-dyktatora, skupił się na byciu frontmanem i interpretacji tekstów Townshenda, co uczyniło go jednym z najbardziej charyzmatycznych wokalistów w historii rocka.

Napięcie między muzykami nie zniknęło, ale zostało przekute w twórczą energię, którą słychać między innymi w słynnym utworze "My Generation". Agresja widoczna na scenie przestała być skierowana przeciwko sobie nawzajem, a zaczęła służyć budowaniu wizerunku buntowniczej kapeli. Choć Townshend i Daltrey nigdy nie zostali bliskimi przyjaciółmi poza sceną, zrozumieli, że tylko razem są w stanie osiągnąć muzyczny szczyt. Bójka w Danii nie zakończyła ich kariery, lecz stała się fundamentem, na którym zbudowali swoją legendę.

Galeria: Muzyka rockowa lat 60-tych - zagranica. Albumy, które zdefiniowały gatunek