Debiutancki album System of a Down, zatytułowany po prostu eponimem, ukazał się dokładnie 30 czerwca 1998 roku. Już on spotkał się ze sporym zainteresowaniem, tak słuchaczy, jak i krytyków. Duży wpływ miały na to single Spiders i Sugar, które były odtwarzane na dużej rotacji tak w stacjach radiowych, jak i w MTV.
Po premierze wydawnictwa Daron Malakian, Serj Tankian, Shavo Odadjian i John Dolmayan nie zwalniali tempa i rzucili się w wir koncertowania u boku Slayera, Incubus, Mr. Bungle czy w końcu w ramach Ozzfestu. Przyszedł jednak czas na zaprezentowanie nowego materiału - najpierw trzeba go było jednak nagrać.
Powstanie "Toxicity"
Formacja weszła do Cello Studios w Kalifornii w marcu 2001 roku, a w roli producenta do studia powrócił Rick Rubin. Daron Malakian miał bardzo konkretną wizję nowej płyty - chciał na pewno, aby była ona wciąż bardzo ciężka, ale przy tym dużo bardziej melodyjna i harmonijna od poprzedniczki. Stąd mamy tu wiele muzycznych tropów - od ciężkich, metalowych gitar przez nieco łagodniejsze partie folkowe, psychodeliczne, jazzowe, aż w końcu charakterystyczny dla nu metalu hip-hop. Panowie nie bali się także chwytać za takie instrumenty, jak pianino, banjo czy sitar. Gitarzysta nie ukrywał, że na tym etapie jest już gotowy, aby System of a Down podbiło świat.
Sesje do nowego albumu były niezwykle intensywne, dość ciężkie, nie brakowało konfliktów i sprzeczek o kształt poszczególnych utworów. Niewiele brakowało, aby kapela rozpadła się przez tekst Needles! Gdyby tego było mało, w trakcie nagrań doszło do bójki między Malakianem a Dolmayanem. Na szczęście Panowie ze szpitala, do którego trafili na szycie, wyszli już pogodzeni.
Szacuje się, że w ramach prac nad drugim krążkiem SOAD nagrało ponad czterdzieści piosenek, spośród których trzeba się było ograniczyć do zaledwie czternastu. Tematycznie grupa wciąż trzymała się obranej na debiucie ścieżki, nie bojąc się dotykać - co nie było wcale typowe dla przedstawicieli nu metalu w tamtych czasach - wątków trudnych, jakimi były wojna, zniewolenie, światowa polityka, spiski i władza.
Ostatecznie premiera drugiej płyty System of a Down, zatytułowanej Toxicity, zaplanowana została na 4 września 2001 roku. Dzień wcześniej jednak w Hollywood miał się odbyć darmowy koncert, promujący wydawnictwo. Organizatorzy szacowali, że pojawi się na nim około 3500 tysiąca osób, ostatecznie jednak na miejscu stawiło się nawet dwa razy więcej! Pokaz został odwołany przez policję ze względu na zbyt dużą liczbę osób, sęk w tym, że publiczność nie została o tym poinformowana. W efekcie doszło do zamieszek. Wściekli fani zniszczyli scenę, zdemolowali klubowe toalety, rzucali kamieniami w policjantów. Zatrzymano sześć osób, a w związku z całą sytuacją nie odbył się zaplanowany na dzień premiery albumu premierowy koncert SOAD.
Cała ta sytuacja przełożyła się jednak na spore zainteresowanie Toxicity. Wydawnictwo nie tylko spotkało się z bardzo ciepłymi recenzjami krytyków, ale także zadebiutowało na szczycie amerykańskiej listy przebojów, sprzedając się w pierwszym tygodniu w liczbie około 220 tysięcy egzemplarzy! To za sprawą drugiej płyty System of a Down otrzymali dwie pierwsze w karierze nominacje do Grammy.
Wyjątkowo pechowa była jednak, przynajmniej początkowo, ta koncertowa część promocji płyty. Nieudany występ z 3 września, aż w końcu sytuacja z października tego samego roku. Tuż przed zaplanowanym pokazem zespołu w Van Andel Arena w ramach wspólnej trasy ze Slipknotem, Shavo Odadjian był poniżany ze względu na swoje pochodzenie, a następnie został pobity przez ochronę, która nie chciała go wpuścić za kulisy. Muzyk otrzymał pomoc medyczną, pozwał także firmę ochroniarską DuHadway Kendall Security.
Dziś Toxicity to prawdziwy klasyk współczesnego metalu. Co kryje album? Sprawdź poniżej!