Ozzy Osbourne i historia powstania albumu The Ultimate Sin
Po tragicznej śmierci przyjaciela i gitarzysty Randy’ego Rhoadsa, który zginął w katastrofie lotniczej w 1982 roku, Ozzy Osbourne wydawał się dryfować w stronę autodestrukcji. Wokalista dosłownie "tonął" w używkach. Życie powoli wymykało mu się z rąk. Często nie panował nad sobą. – Moje szalone wyczyny zawsze prowadziły do kłótni z Sharon. Pewnego razu tak mnie poniosło, że chwyciłem butelkę wódki i rzuciłem nią w jej kierunku – wspominał Osbourne w swojej autobiografii Ja, Ozzy.
W 1982 Książe Ciemności poślubił Sharon Arden, córkę menedżera Black Sabbath, która zarządzała jego karierą. Para szybko doczekała się trójki dzieci. Na gruncie prywatnym wszystko szło więc w dobrym kierunku. Ozzy musiał się jednak uporać z uzależnieniami. Pomóc miał mu w tym pobyt w Betty Ford Center, ośrodku mieszczącym się w Kalifornii, który założyła żona byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych. – Sharon powiedziała mi, że to klub, w którym nauczą mnie pić jak dżentelmen – powiedział wokalista w wywiadzie dla Birmingham Mail w 2011. – Poszedłem tam i zapytałem Betty, gdzie jest bar!. Osbourne spędził w tym miejscu sześć tygodni.
W tym czasie gitarzysta Jake E. Lee i basista Bob Daisley zaczęli tworzyć utwory na czwarty solowy album Księcia Ciemności. Po sukcesie poprzedniej płyty, Bark at the Moon, Lee poczuł się pewniej w roli głównego kompozytora. To on w dużej mierze odpowiadał za nowoczesny charakter materiału, który trafił ostatecznie na The Ultimate Sin.
Nie pisałem melodii ani tekstów, ponieważ Ozzy i tak pewnie sporo by pozmieniał, gdybym to zrobił. Piszę riff, wymyślam refren, zwrotkę, mostek i sekcję solową, a do tego rozpisuję partie perkusji i basu, które miałem w głowie. Nagrałem w ten sposób około 12 utworów, a kiedy wyszedł z kliniki Betty Ford, powiedziałem: "Proszę bardzo, oto co mam do tej pory". Rzekłbym, że połowa z tego trafiła na album – wyjaśnił gitarzysta dla Destroyer of Harmony.
Jake E. Lee chciał trochę poeksperymentować muzycznie na The Ultimate Sin. To nie do końca podobało się Osbourne’owi. – Kiedy pisałem nowy materiał, Ozzy często powtarzał: "Co to jest? To nie Ozzy, to jazz!". Odpowiadałem wówczas: "To nie jazz, po prostu trochę poszerzamy horyzonty". On jednak ucinał: "Nie, to nie Frank Zappa, to Ozzy Osbourne. Wróć i napisz mi coś innego" – przyznał muzyk w wywiadzie dla Guitar World.
Brak wyobraźni
Proces powstawania płyty nie był na pewno sielanką. W trakcie prac doszło do zmian w składzie. Z zespołu odszedł Daisley z powodu konfliktów dotyczących praw autorskich i finansów. Na jego miejsce trafił Phil Soussan. Ponadto w studiu znajdowali się: perkusista Randy Castillo i klawiszowiec Mike Moran. Za konsoletą stanął natomiast Ron Nevison, znany ze współpracy z Heart czy Survivor. To on nadał całości "wygładzone", pop-metalowe, brzmienie, które pasowało do realiów ówczesnego świata muzycznego. – Nie wykonał on zbyt dobrej roboty jako producent – nie gryzł się w język Osbourne w rozmowie z amerykańskim magazynem Rolling Stone. – Piosenki nie były złe, zostały tylko dziwnie zarejestrowane. Wszystko brzmiało i sprawiało wrażenie, k***a, takiego samego. Zabrakło wyobraźni.
Za teksty na The Ultimate Sin odpowiedzialny był w większości... Daisley, który zgodził się na propozycję wystosowaną przez Ozzy’ego i Sharon. Otrzymał ją, mniej więcej, miesiąc po odejściu. – Dużo muzyki napisałem już z Jakiem, więc wiedzieli, że i tak będą musieli umieścić mnie w "creditsach" – powiedział dla Ultimate Classic Rock. – Potraktowałem to w pewnym sensie jako płatną pracę.
The Ultimate Sin pojawił się na półkach sklepowych 22 lutego 1986. Znalazł się na nim m.in. singiel Shot in the Dark, który stał się jednym z największych przebojów w dorobku Księcia Ciemności. Teledysk do utworu, który został wyreżyserowany przez Andy'ego Morahana, był regularnie puszczany na antenie MTV. – Zawsze miałem smykałkę do – nie chcę używać słowa "pop" ani niczego podobnego – komercyjnego grania – powiedział Soussan dla Screamer Magazine. – Moimi inspiracjami, jeśli chodzi o pisanie piosenek, byli The Beatles czy David Bowie. Od zawsze tak było. "Shot in the Dark" był komercyjnym utworem i myślę, że dlatego stał się hitem Ozzy’ego.
Choć wydawnictwo odniosło komercyjny sukces (podwójna platyna w USA), sam Ozzy po latach zaczął podchodzić do niego z dużym dystansem. – Jeśli istnieje album, który chciałbym zmiksować na nowo i zrobić to lepiej, byłby to właśnie "The Ultimate Sin" – dodał Osbourne na łamach Rolling Stone’a. Negatywną opinię na temat całości miał też Bob Daisley. – Cieszę się, że nie zagrałem na tym albumie, ponieważ uważam, że to najgorsza płyta Ozzy'ego – powiedział basista lata po premierze, cytowany na swojej stronie internetowej. – Nawet jemu się nie podobał i nazywał go "The Ultimate Din" ["din" można tłumaczyć jako głośny, nieprzyjemny i jednostajny hałas - przyp. red.].
Po premierze albumu, jeden z koncertów promujących The Ultimate Sin, który odbył się w kwietniu w Kansas, został profesjonalnie zarejestrowany. Wydano go na kasecie wideo pod tytułem The Ultimate Ozzy w 1986.
Jakie ciekawostki skrywa album The Ultimate Sin? Tego dowiecie się z galerii, którą udostępniliśmy na samej górze niniejszego artykułu.