Mystic Festival 2026 – dzień trzeci (06.06.2026.). Sobota pod znakiem legend i monumentalnego finału Behemoth

2026-06-09 0:45

Sobota, 6 czerwca 2026 roku, była kulminacją czterodniowego święta metalu w gdańskiej Stoczni. Już od wczesnych godzin popołudniowych teren Mystic Festivalu wypełniał się tysiącami fanów, którzy doskonale wiedzieli, że przed nimi jeden z najmocniejszych dni całej edycji. To właśnie ten dzień dla wielu był momentem, w którym musieli dokonać trudnych wyborów i zdecydować, który zespół chcą zobaczyć. Jednym z najbardziej wyczekiwanych koncertów był z pewnością powrót The Gathering z Anneke van Giersbergen. Jednak ten dzień należał zdecydowanie do Behemotha, który zaprezentował niezapomniane widowisko.

Caskets – emocjonalne otwarcie dnia

Na Main Stage nieco spóźnieni jako pierwsi spośród sobotnich wykonawców pojawili się Brytyjczycy z Caskets. Ich melodyjny post-hardcore i nowoczesne, chwytliwe refreny szybko przyciągnęły pod scenę także tych uczestników (zwłaszcza tych młodszych), którzy dopiero rozpoczynali festiwalową wędrówkę. Mimo wczesnej pory publiczność reagowała żywiołowo. Caskets pokazali, że współczesny metal alternatywny może być jednocześnie ciężki, a zarazem melodyjny i emocjonalny. Choć był to występ pełen energii, podczas którego muzycy niemalże bez ustanku podskakiwali na scenie, to nieco do życzenia pozostawiał wokal Matthew Flooda, który nie do końca trafiał w odpowiednie tony.

Acid King – hipnotyczna podróż przez pustynię dźwięku

Na Desert Shrine Stage pojawili się Acid King, dostarczając publiczności dokładnie tego, czego oczekiwali miłośnicy stoner i doom metalu. Powolne, monumentalne riffy oraz psychodeliczna atmosfera stworzyły jeden z najbardziej transowych koncertów dnia. Tu zamiast szaleńczych młynów dominowało skupienie i zanurzenie w dźwiękach. Monumentalne kompozycje rozwijały się niespiesznie, budując ciężką, niemal mistyczną atmosferę, a ostry, zawodzący i agresywny wokali frontmanki Lori S. oplatał słuchaczy niczym wijący się bluszcz. W setliście przeważały kompozycje z albumu „Busse Woods”, jak „Drive Fast, Take Chances”, „Carve the 5”, „Electric Machine”, „Silent Circle” czy utwór tytułowy. Nie zabrakło też kawałków z późniejszej twórczości zespołu, jak chociażby „2 Wheel Nation” czy „Mind’s Eye”.

Evergrey – melancholia i perfekcja

Szwedzki Evergrey przeniósł publiczność w zupełnie inny muzyczny świat. Zespół od lat słynie z umiejętnego łączenia progresywnego metalu z melancholijnymi melodiami i emocjonalnym przekazem. W Gdańsku formacja udowodniła swoją klasę, choć nagłośnienie im nie pomagało. Zespół, który od niedawna występuje w nieco zmienionym i odmłodzonym składem z fenomenalnym Simenem Sandnesem na perkusji, który podczas każdego koncertu robi takie show, że trudno skupić się na czymkolwiek innym, oraz gitarzystą Stephenem Plattem, który po tym, jak był ich gitarzystą koncertowym na stałe zastąpił Henrika Danhage, który oficjalnie odszedł z zespołu po 21 latach. Evergrey podczas koncertu zaprezentował w większości materiał z wydanej czerwca br. płyty „Architects of a New Weave”, jednak koncert rozpoczął od jednego z największych hitów, a mianowicie „Falling From the Sun”. Precyzyjne wykonanie, doskonałe brzmienie oraz charakterystyczny wokal Toma Englunda sprawiły, że Park Stage zamieniła się na chwilę w przestrzeń pełną refleksji i muzycznych niuansów. Wśród intensywnych, często brutalnych koncertów Mystic Festivalu był to występ oferujący chwilę oddechu, choć niepozbawiony ciężaru i mocy. Na uwagę zasługuje także oprawa show. Podczas każdego z utworów na ekranach pokazywano spektakularne wizualizacje, które, jak w przypadku, chociażby utworu „The World Is On Fire” znakomicie współgrały z warstwą liryczną.

Najbardziej wyczekiwane koncerty rockowe i metalowe w Polsce w 2026 roku

Turbo – polska legenda w doskonałej formie

Jednym z najbardziej sentymentalnych momentów soboty był koncert Turbo, który w ostatniej chwili „wskoczył” do line-upu jako zastępstwo za zespół Static-X, który odwołał swoje wakacyjne koncerty. Legenda polskiego heavy metalu, której od lat dowodzi gitarzysta Wojciech Hoffmann, udowodniła, że po dekadach działalności nadal potrafi zawładnąć dużą sceną. Już pierwsze riffy wywołały entuzjazm wśród starszych fanów, ale pod sceną nie brakowało również młodszego pokolenia. Zespół zaprezentował przekrojowy materiał, jednak największe emocje wzbudzały oczywiście utwory z okresu wczesnej twórczości Turbo, jak „Ostatni wojownik” czy „Kawaleria szatana cz. I”. Na koniec na scenie pojawił się Grzegorz Kupczyk, który wraz z obecnym wokalistą Tomaszem Struszczykiem wykonał wspólnie hymniczne „Dorosłe dzieci”. Występ był dowodem na ponadczasowość repertuaru grupy oraz na to, jak ważnym elementem historii polskiego metalu pozostaje Turbo.

Pain – niekończąca się industrialna impreza

Gdy na Park Stage pojawił się Peter Tägtgren wraz ze swoim projektem Pain, temperatura festiwalu wyraźnie wzrosła. Industrialne brzmienie, nowoczesne, elektroniczne wstawki i chwytliwe refreny sprawiły, że koncert szybko zamienił się w gigantyczną imprezę pod gołym niebem. Choć u wielu, to co robi wraz z Pain wywołuje ciarki żenady, to właśnie dokładnie taki jest zamysł tego projektu. Legendarny muzyk i producent tym razem pokazał się w nowym scenicznym outficie, w którym z powodzeniem mógłby zagrać w „Grze o Tron”. Na rozpoczęcie zaserwowali nam klasyk nad klasykami, czyli „Same Old Song” z albumu „Dancing With the Dead”. Setlista była przekrojowa, choć przeważały nowe kompozycje z wydanego w 2024 roku albumu „I Am”, jak chociażby „I Just Dropped By (To Say Goodbye)”, „Go With the Flow” oraz „Party in My Head”, który w liczbie wyświetleń przebił nawet ich największy hit, czyli „Shut Your Mouth”, który klasycznie zaserwowali nam na koniec. Podczas koncertu nie brakowało zmian stylizacji, a przed „Shut Your Mouth” publiczność zabawiał tradycyjnie Alien. Peter Tägtgren to nie tylko genialny muzyk, ale również człowiek, który ma ogromny dystans do siebie i tego co robi, o czym mogliśmy się przekonać podczas tego wystąpienia. Zachęcony przez tłum, który w pewnym momencie zaczął gromko skandować „Pokaż d*pę”, nie wahał się ani chwili i spełnił życzenie publiczności, wprawiając ich w ekscytację. Jak powiedział: „Wystarczy poprosić, a zrobię dla Was wszystko”. Choć Tägtgren jest jedynym stałym członkiem zespołu, to od lat gra ze stałym składem koncertowym. W Gdańsku zabrakło jednak Sebastiana Svallanda, który po tym, jak w ubiegłym roku oficjalnie został gitarzystą Katatonii, wraz z zespołem tego dnia występował w Finlandii. Zastąpił go natomiast Mike Lavér, który wraz z basistą Jonathanem Olssonem od lat gra w formacji Dynazty. Choć panowie znają się jak łyse konie, to duet Svalland-Olsson jest jedyny i niepowtarzalny i na scenie brakowało nieco ich energii i żartów. Niestety, po raz kolejny na Park Stage nagłośnienie pozostawiło nieco do życzenia. Nowy bass Jontego był ewidentnie zbyt mocno wybity i zagłuszał nieco inne instrumenty. Mimo to był to jeden z najbardziej rozrywkowych występów całego dnia. Choć z pewnością nie każdy odnajduje się w tej estetyce, ja bawiłam się, jak zwykle, znakomicie.

Septicflesh – symfoniczna potęga

Wieczór na Desert Shrine Stage należał zdecydowanie do Septicflesh. Grecy po raz kolejny pokazali, dlaczego pozostają jednym z najważniejszych zespołów symfonicznego death metalu. Nisko strojone gitary, masywna sekcja rytmiczna i charakterystyczny growl Spirosa „Setha” Antoniou tworzą dźwiękową ścianę, która dosłownie uderza w słuchaczy. Ich występy to znacznie więcej niż zwykłe koncerty deathmetalowe. To monumentalne spektakle, w których brutalność ekstremalnego metalu spotyka się z epickim rozmachem muzyki symfonicznej. Już od pierwszych minut publiczność zostaje wciągnięta w mroczny świat inspirowany mitologią, historią i fantastycznymi wizjami, które od lat stanowią fundament twórczości grupy. W secie nie zabrakło klasyków w postaci „Anubis” czy „Virtues of the Beast” oraz nowszych kompozycji w postaci „A Desert Throne” czy „Coming Storm”.

Saxon – lekcja klasycznego heavy metalu

Jednym z najbardziej wyczekiwanych koncertów soboty był występ Saxon. Brytyjczycy udowodnili, że status legendy New Wave of British Heavy Metal nie jest wyłącznie historycznym tytułem. Od pierwszych minut koncertu było jasne, że publiczność chłonie każdą nutę i każdy gest wykonywany przez zespół, który przez dekady dopracował koncertowe rzemiosło do perfekcji. Potężne refreny, charakterystyczny głos Biffa Byforda oraz energia sceniczna sprawiły, że Park Stage pękała w szwach. Zespół nie potrzebuje skomplikowanych efektów specjalnych ani przesadnie rozbudowanej scenografii, by porwać publiczność. Fundamentem każdego występu są świetnie wykonane utwory, doskonałe brzmienie oraz charyzma muzyków, na czele z niezmordowanym Biffem Byfordem, który nieustannie utrzymuje kontakt z publicznością, zachęcając fanów do wspólnego śpiewania. Jak na legendę przystało, Saxon zaserwował nam set naszpikowany wielkimi hitami. Nie zabrakło oczywiście „Crusader”, „747 (Strangers in the Night)”, „Wheels of Steel”, „And the Bands Played On” oraz zagranego na zakończenie „Princess of the Night”, przy którym publiczność, która przez cały koncert chóralnie odśpiewywała refreny, dosłownie zdarła gardła.

Mastodon – progresywne arcydzieło wieczoru

Przedostatnim wielkim wydarzeniem na Main Stage był koncert Mastodon, na które wielu wyczekiwało z dreszczykiem lekkiego niepokoju związanego z wydarzeniami minionego roku, kiedy z zespołu odszedł ich wieloletni gitarzysta Brent Hinds, który kilka miesięcy później zginął tragicznie w wypadku na motocyklu. Jednak Amerykanie z nowym gitarzystą Nickiem Johnstonem po raz kolejny udowodnili, że należą do najbardziej kreatywnych zespołów współczesnego metalu. Ich występ zachwycał złożonością kompozycji, perfekcją wykonania oraz potężnym brzmieniem. Mastodon zaprezentowali materiał przekrojowy, pokazując zarówno progresywne ambicje, jak i surową siłę swoich najcięższych utworów. W Gdańsku wybrzmiały kultowe „Mother Puncher”, „I Am Ahab” czy „Megalodon”, a na koniec usłyszeliśmy potężny „Blood and Thunder”. Nie zabrakło także świeżej kompozycji zapowiadającej 9. album studyjny formacji, a mianowicie wydanego zaledwie kilka dni wcześniej „Your Ghost Again” dedykowany właśnie Hindsowi, który został przyjęty przez publiczność bardzo entuzjastycznie. Jeśli nowy album będzie brzmieć tak, jak zaprezentowany singiel, to czeka nas kolejne mocarne wydawnictwo. Wokalista Troy Sanders wspomniał ostatnią wizytę zespołu na Mysticu i obiecał, że z pewnością powrócą do nas z nową płytą.

Behemoth – monumentalny finał na Main Stage

Main Stage w sobotę należał do założonej w 1991 roku w Gdańsku formacji Behemoth i trzeba przyznać, że trudno było wyobrazić sobie bardziej spektakularne zakończenie nie tylko tego dnia, ale całej edycji Mystic Festivalu. Behemoth, który od dekad należy do elity światowej sceny metalowej już od pierwszych nut „The Shadow Elite” zaprezentował monumentalne widowisko. Rozbudowana scenografia, niekończące się efekty pirotechniczne, oprawa świetlna oraz zmiana strojów przez frontmana Adama „Nergala” Darskiego stworzyły atmosferę prawdziwego rytuału. Nergal i jego muzycy zaprezentowali występ dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, a momentem kulminacyjnym całego spektaklu było wyjście zespołu z pochodniami w dłoniach w niemalże rytualnej procesji na drugą scenę, która była zlokalizowana na dachu FOH-a. Tam Nergal i spółka zagrali dwa utwory – „Nomen Barbarvm” oraz hymn tegorocznej edycji Mystic Festivalu, czyli cover legendarnej formacji Bathory„The Return of Darkness and Evil”. Wśród publiczności nie brakowało obcokrajowców, którzy podkreślali, że zobaczenie show Behemotha „w domu” to dla nich wręcz mistyczne przeżycie. Nie przeszkadzał im nawet fakt, iż nie rozumieli przemówień Nergala, uznawali to wręcz za magiczny element rytuału. Potężne gitarowe riffy, znakomity wokal Nergala, przeszywający trzewia bas Oriona oraz mordercze blast beaty Inferno wywoływały eksplozje ekstazy wśród publiczności pod. Połączenie muzycznej brutalności, artystycznej wizji i monumentalnej produkcji, udowodniło, iż Behemoth jest zespołem, który pod względem widowiskowości przebija największe światowe gwiazdy metalu.

The Gathering – nocna podróż do przeszłości

Kiedy Behemoth zakończył swój triumfalny występ na Main Stage, pół godziny po północy Park Stage przejęło The Gathering, wykonując materiał z kultowego albumu „Mandylion”, czyli pierwszego krążka nagranego z wokalistką Anneke van Giersbergen. Dla wielu fanów był to najbardziej nostalgiczny punkt całego dnia. Zespół stworzył atmosferę całkowicie odmienną od wcześniejszych koncertów. Zamiast agresji dominowały melancholia, przestrzeń i wyjątkowa emocjonalność. Głos Anneke van Giersbergen brzmiał potężnie, a zarazem budował emocje i subtelny dialog z publicznością. Nocna aura gdańskiej stoczni i efekty wizualne tylko wzmacniała odbiór tych utworów. Oprócz utworów z wydawnictwa „Mandylion” na koniec wybrzmiało jeszcze „Saturnine” z wydanego w 2000 roku albumu „if_then_else”. Było to idealne zakończenie niezwykle intensywnego dnia – spokojniejsze, bardziej refleksyjne, ale równie poruszające.

Mystic Festival – 2026 podsumowanie

Mystic Festival 2026 przeszedł do historii jako wyjątkowa edycja jednego z najważniejszych festiwali metalowych w Europie, goszcząc tysiące fanów z Polski i całego świata. Tegoroczne wydarzenie miało szczególny wymiar, ponieważ było ostatnią odsłoną festiwalu organizowaną na terenie Stoczni Gdańskiej – miejsca, które przez ostatnie lata stało się symbolem festiwalu i nieodłącznym elementem jego niepowtarzalnej atmosfery. Program festiwalu imponował różnorodnością i jakością. Na scenach wystąpiły zarówno legendy metalu, jak i przedstawiciele młodszego pokolenia artystów, dzięki czemu każdy uczestnik mógł znaleźć coś dla siebie. Wysoki poziom koncertów, znakomita forma wykonawców oraz entuzjastyczna publiczność sprawiły, że tegoroczna edycja dostarczyła wielu niezapomnianych emocji.

Na szczególne uznanie zasługuje także organizacja wydarzenia. Mystic Festival po raz kolejny udowodnił, że należy do europejskiej czołówki pod względem logistyki, infrastruktury i dbałości o komfort uczestników. Sprawna obsługa, dobrze przygotowany teren, bogata oferta gastronomiczna oraz przyjazna, wręcz rodzinna atmosfera sprawiły, że festiwal był nie tylko muzycznym świętem, ale również wzorem profesjonalnie zorganizowanej imprezy masowej.

Choć pożegnanie ze Stocznią Gdańską budzi nutę nostalgii, Mystic Festival 2026 pozostawi po sobie przede wszystkim wspomnienie fantastycznych koncertów, niezwykłej energii i społeczności fanów, która co roku tworzy wyjątkowy klimat tego wydarzenia. Było to godne zakończenie pewnego rozdziału w historii festiwalu i jednocześnie zapowiedź nowych możliwości, które przed organizatorami otwiera nowa lokalizacja. Pozostaje tylko czekać na kolejną odsłonę festiwalu, która odbędzie się między 10 a 12 czerwca 2027 w Gdańsku, Letnicy.

Galerię z ostatniego dnia Mystic Festivalu 2026 znajdziecie poniżej.