Mystic Festival 05.06. 2026. Moc, rytuał i gitarowa wirtuozeria. Tak wyglądał drugi dzień festiwalu

2026-06-06 16:31

Drugi oficjalny dzień Mystic Festival 2026 w gdańskiej Stoczni potwierdził, że tegoroczna edycja została skrojona pod fanów ciężkich, gitarowych brzmień w niemal każdej odsłonie. Piątkowy program obfitował w koncerty legendarnych formacji, które od dekad wyznaczają kierunki rozwoju ekstremalnej muzyki. Na głównych scenach wystąpili m.in. Black Label Society, Down, Corrosion of Conformity.

Corrosion of Conformity – południowy groove i bezkompromisowa energia

Corrosion of Conformity to formacja, która zasłużenie uzyskała slot na Main Stage’u. Amerykanie po raz kolejny pokazali, dlaczego od lat pozostają jedną z najważniejszych grup łączących trashowe korzenie z ciężarem sludge'u i southern metalu. Ich koncert był pełen potężnych riffów, soczystego groove'u i charakterystycznego, lekko zabrudzonego brzmienia gitar. Zespół zaprezentował przekrojowy set i zagrał zarówno kawałki z najnowszego albumu, który po ośmiu latach przerwy w końcu ujrzał światło dzienne w kwietniu 2026 roku, jak i utwory z okresu początku swojej działalności. Publiczność błyskawicznie podchwyciła energię płynącą ze sceny, a każdy kolejny utwór spotykał się z coraz żywszą reakcją pod sceną. Był to występ surowy, szczery i pozbawiony zbędnych ozdobników – dokładnie taki, jakiego można oczekiwać od zespołu z tak bogatym dorobkiem.

Death To All – hołd dla Chucka Schuldinera

Jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń dnia był koncert Death To All na Park Stage. Choć zespół tak naprawdę jest tribute bandem, to za to nie byle jakim, gdyż w jego skład wchodzą, byli członkowie legendarnej formacji Death. Projekt pielęgnujący dziedzictwo legendarnego Chucka Schuldinera słusznie uznawanego za ojca chrzestnego death metalu, ponownie udowodnił, że muzyka tej niezwykle ważnej w historii metalu formacji jest nadal żywa w sercach pozostałych członków grupy oraz jej wiernych fanów. Techniczna precyzja muzyków imponowała od pierwszych minut występu, a klasyczne kompozycje zabrzmiały niezwykle świeżo i potężnie. Spoglądając na publiczność, która zajęła całą przestrzeń Park Stage wielu z pewnością muzykę tego utalentowanego artysty, który odszedł zbyt wcześnie, odkryło dopiero po jego śmierci, jednak każdy kolejny utwór spotykał się z niezwykle entuzjastyczną reakcją fanów. Występ Death To All był nie tylko koncert, ale przede wszystkim celebracją historii death metalu i twórczości jednego z jego najważniejszych pionierów.

Najbardziej wyczekiwane koncerty rockowe i metalowe w Polsce w 2026 roku

Down – sludge'owa ceremonia z Philem Anselmo na czele

Down przyciągnął tłumy pod Main Stage i trudno się temu dziwić. Supergrupa dowodzona przez nikogo innego, jak samego Phila Anselmo od początku stworzyła atmosferę ciężkiego, dusznego południowego brzmienia zanurzonego w sludge'owym klimacie. Monumentalne riffy, charakterystyczny wokal lidera i doskonale wyważone tempo sprawiły, że koncert miał niemal hipnotyczny charakter. Występ Down był jednym z tych, które przypominają, jak wielką siłę ma dobrze napisany riff i sceniczna charyzma, którą Phil Anselmo emanuje od ponad trzech dekad. Jednym z najmocniejszych punktów wystąpienia był zdecydowanie utwór „Lifer”, który od zawsze dedykowany jest pamięci Dimebaga Darrella. W tym momencie zarówno zespół, jak i publiczność dają z siebie wszystko, sprawiając, iż ten koncert staje się wydarzeniem zapadającym w pamięć znacznie mocniej niż przeciętny występ. Nikogo chyba nie dziwi fakt, iż filarem setlisty Down są utwory z ich debiutanckiego albumu zatytułowanego „Nola”. I choć pozostałe kompozycje również broniły się bez problemu, materiał z debiutu na żywo brzmi po prostu bezbłędnie. Phil Anselmo poprosił także o gromkie brawa dla wszystkich pozostałych zespołów, które występują podczas festiwalu i przyznał, że każdemu z nich należy się wielki szacunek. Organizatorzy przygotowali dla fanów grupy nie lada gratkę w postaci signing session. O tym, jak liczną rzeszę fanów ma zespół, świadczył fakt, iż do pomieszczenia, gdzie rozdawane są podpisy, nie dało się dosłownie wejść, a kolejka wiła się jeszcze długo za drzwiami hali. Zespół na signing session przyszedł spóźniony o jakieś 20 minut, jednak usprawiedliwia ich to, iż zaplanowaną na 22:00 sesję przyszli prosto ze sceny, gdyż ich występ kończył się o 21:45.

Rotting Christ – mroczny rytuał greckiej potęgi

Grecy z Rotting Christ po raz kolejny udowodnili, że należą do światowej czołówki black metalu. Ich koncert w Desert Shrine miał niemal rytualny charakter. Hipnotyczne rytmy, charakterystyczne chóralne partie, monumentalne kompozycje oraz złowrogie, czerwone światło stworzyły wręcz rytualną atmosferę. Sakis Tolis bez trudu nawiązał kontakt z publicznością, a na odpowiedź tłumu nie trzeba było długo czekać. W końcu Rotting Christ to jeden z tych zespołów, który zdobył w Polsce wielkie uznanie, co było widać podczas ich koncertu na Desert Stage. Przestrzeń pod sceną była zajęta aż po horyzont i ciężko było się przebić przez tłum. Kapela, która w naszym kraju bywa dość często i zawsze dostarcza show na najwyższym poziomie, i tym razem nie zawiodła. Bracia Tolis i spółka poprowadzili nas przez przekrój swojej dyskografii. W Gdańsku usłyszeliśmy między innymi klasyk w postaci „Non Serviam”, „Apage Satana” z wydanego w 2016 roku albumu „Rituals” czy „Like Father, Like Son” z ich ostatniego krążka z 2024 roku „Pro xristou”. Występ Rotting Christ balansował między agresją a mistycznym klimatem, pokazując wszystkie atuty zespołu, w postaci wirtuozyjnych gitarowych solówek i mocnych perkusyjnych blastów. Grecy na przestrzeni lat zmienili również oprawę swoich koncertów, która dziś jest znacznie mniej prowokacyjna niż kiedyś, co wielu zagorzałym fanom nie do końca się podoba i twierdzą nawet, że zespół z czasem stracił na mocy i brutalności.

Electric Wizard – doomowa podróż w gęstym dymie

O 21:45 Park Stage przejęli mistrzowie funeralnego ciężaru z Electric Wizard. Brytyjczycy stworzyli jeden z najbardziej hipnotycznych koncertów całego dnia. Powolne, miażdżące riffy, masywne brzmienie i psychodeliczna oprawa sprawiły, że publiczność niemal zanurzyła się w potężnej ścianie dźwięku i gęstym dymie, który spowijał scenę skąpaną w krwistej czerwieni świateł. Nie był to koncert nastawiony na spektakularne gesty czy sceniczne popisy – tutaj najważniejsza była atmosfera. Electric Wizard zamienili teren festiwalu w doomową ceremonię, podczas której czas zdawał się płynąć znacznie wolniej. O tym, iż był to jeden z najbardziej wyczekiwanych momentów tego festiwalu, z pewnością świadczy fakt, iż publiczność chcąca zobaczyć ich na żywo stała niemalże pod standem z festiwalowych merchem, czyli znacznie dalej niż standardowe ramy Park Stage. Trudno się temu dziwić, gdyż w ostatnich latach kapela raczej rzadko koncertuje, więc występ na Mysticu dla wielu był może jedyną okazją, aby zobaczyć ich na żywo.

Black Label Society – finał pełen gitarowej wirtuozerii

Piątkowy program na Main Stage zwieńczył niezwykle żywiołowy występ Black Label Society. Zakk Wylde od pierwszych minut pokazał, że pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych gitarzystów współczesnego metalu. Potężne riffy, rozbudowane solówki i charakterystyczne brzmienie jego gitary natychmiast porwały publiczność. Zespół znakomicie balansował między ciężkimi, motorycznymi kompozycjami a bardziej melodyjnymi momentami, nie zabrakło także momentów oddechu, kiedy Zakk zasiadł przy pianinie. Podczas koncertu publiczność głośno skandowała „Ozzy”, a Wylde oddał hołd zmarłemu w ubiegłym roku muzykowi, wykonując utwór „No More Tears”, a także w utworze „Ozzy’s Song”, podczas którego na ekranie wyświetlono zdjęcie „Księcia Ciemności”. To nie było jedyne uhonorowanie znakomitych muzyków, którzy na zawsze pozostawili sobie ślad w sercach fanów muzyki metalowej. Przy akompaniamencie fortepianu Zakk wykonuje balladę „In This River”, a podczas utworu na ekranie wyświetlane są zdjęcia Dimebaga Darrella i Vinniego Paula z Pantery, którzy byli bliskimi przyjaciółmi muzyka. Koncert tradycyjnie zakończył się utworem „Stillborn” – czyli kawałkiem, który doskonale eksponuje charakterystyczne połączenie riffów i groove’u, które od lat stanowi wizytówkę Zakka Wylde’a. Charyzma Wylde'a, jego unikalny styl gry na gitarze, solówki grane z gitarą zarzuconą na plecy i swobodny kontakt z fanami sprawiły, że było to niezwykle mocne zakończenie drugiego dnia festiwalu.

Drugi oficjalny dzień Mystic Festival 2026 okazał się świętem ciężkich brzmień w ich najbardziej klasycznej odsłonie. Corrosion of Conformity dostarczyli southernmetalowej energii, Death To All przypomnieli o wielkości Chucka Schuldinera, Down porwali publiczność sludge'owym groove'em, Rotting Christ stworzyli mroczny rytuał, Electric Wizard zatopili nas w doomowej mgle, a Black Label Society zapewnili widowiskowy finał pełen gitarowych popisów. Tego dnia narzekać można było jedynie na pogodę, która w piątek nieco przypomniała nam o deszczowej ubiegłorocznej edycji.