Korpiklaani o ewolucji rynku muzycznego: "W muzyce zawsze będzie miejsce na autentyczność" [WYWIAD]

2026-02-14 21:26

Fińska formacja Korpiklaani, to bezsprzeczni mistrzowie folk metalowych brzmień. Zespół, który w kwietniu 2024 roku wydał 12. album studyjny zatytułowany „Rankarumpu” po długiej przerwie zawitał do Polski w ramach objazdowej trasy Heidenfest. Przed koncertem w Warszawie udało nam się porozmawiać z założycielem i wokalistą Jonne Järvelä oraz perkusistą Samulim Mikkonenem między innymi o ewolucji rynku muzycznego, pracy nad nową płytą oraz zabawnych historiach związanych z kręceniem teledysków w fińskim lesie.

Korpiklaani o ewolucji rynku muzycznego: W muzyce zawsze będzie miejsce na autentyczność [WYWIAD]

i

Autor: Justyna Klorek Korpiklaani podczas Masters of Rock 2025

Korpiklaani to zdecydowanie jedna z najpopularniejszych kapel metalowych w Polsce. Niestety, od Waszej ostatniej wizyty w naszym kraju minęło trochę czasu. Cieszycie się z powrotu?

Jonne Järvelä: To prawda. W zasadzie miałem taką refleksję, że trochę porzuciliśmy Europę. W ostatnich latach częściej można było nas zobaczyć w Stanach i w Meksyku. W Europie grywaliśmy jedynie sporadycznie, raczej na festiwalach. Taką europejską trasę z prawdziwego zdarzenia mieliśmy bodajże siedem lat temu, właśnie w ramach Heidenfestu, wtedy też chyba byliśmy po raz ostatni w Polsce. Także to najwyższy czas, aby ponownie zawitać do europejskich klubów, odwiedzić dobrze znane i nowe miejsca. Tym razem jednak będziemy mogli wynagrodzić naszą absencję polskim fanom, których uwielbiamy, gdyż podczas Heidenfestu odwiedzamy aż cztery miasta.

Samuli Mikkonen: Przyznam, że czekałem na ten moment z utęsknieniem. Dołączyłem do zespołu pod koniec 2019 roku, więc poprzednia trasu Heidenfestu, która wtedy miała miejsce wiosną, mnie ominęła. Miałem okazję zagrać z zespołem w USA, jednak Heidenfest to dla mnie tak naprawdę pierwsze prawdziwe europejskie tournée. Wczoraj zagraliśmy w Gdańsku, atmosfera była wspaniała, więc z ekscytacją czekam na kolejne koncerty.

Finlandia kojarzy się z surowym klimatem, który z pewnością wpływa na sposób tworzenia bardziej melancholijnej muzyki prezentowanej przez zespoły takie jak Insomnium, Swallow The Sun czy Hallatar. Wy jednak zdecydowaliście się na komponowanie niezwykle radosnych i skocznych piosenek. Czy w Waszym przypadku tworzenie bardziej energicznych utworów jest swego rodzaju próbą ucieczki od wiecznej zimy i ciemności, które przez większą część roku panują w Finlandii?

J.J.: Nie wiem, czy dokładnie to zaplanowaliśmy, ale czuję, że tworzenie takiego rodzaju muzyki jest dla nas czymś naturalnym. Chyba w głębi duszy po prostu jesteśmy dość radosnymi ludźmi i staramy się dać temu wyraz w naszych kompozycjach.

S.M.: Myślę, że jesteśmy rzeczywiście bardziej radośni niż melancholijni. Choć może się to wydawać dziwne, myśląc o Lahti, mieście, z którego pochodzimy, które rzeczywiście jest dość depresyjne, zwłaszcza zimą. Dlatego też zawsze staramy się patrzeć nieco na tę jaśniejszą stronę życia i przekazywać to w naszych piosenkach. Uwielbiamy grać, sprawia nam to radość, więc dlaczego nie robić muzyki, przy której po prostu się uśmiechasz?

Sami Perttula: Uważam, że w tych liniach melodycznych i w samej muzyce wciąż jest dużo tej naszej fińskiej mentalności. Na przykład, jeśli porównasz szwedzką muzykę folkową z fińską muzyką folkową, bez trudu usłyszysz różnicę.

Heidenfest to także okazja do zaprezentowania materiału z Waszego najnowszego albumu „Rankarumpu”, na którym po raz pierwszy pojawił się skrzypek Olli Vänskä. Jak jego dołączenie do zespołu wpłynęło na proces komponowania oraz ogólne brzmienie płyty?

J.J.: Cieszę się, że Olli do nas dołączył. W zasadzie od razu zaczął też tworzyć muzykę, podobnie jak Samuli. Cieszę się, że oni chcą też twórczo wnosić coś od siebie. To dla mnie ogromna pomoc i uważam, że ich przyjście do zespołu znacznie wpłynęło na nasze twórcze flow.

S.M.: Czuję też, że chcę być w pełni zaangażowany w proces tworzenia nowej muzyki. Dobrze jest też wiedzieć, że mogę wnosić własne pomysły i są one bardzo mile widziane. Naprawdę podziwiam zdolność Jonnego do tworzenia muzyki. Cieszę się, że kiedy przyjdę z jakimś własnym pomysłem, on przyjmuje go z ogromną otwartością.

Najbardziej wyczekiwane koncerty rockowe i metalowe w Polsce w 2026 roku

Przez wiele lat współpracowaliście z tekściarzem Tuomasem Keskimäkim. Jednak na najnowszym albumie w zasadzie wszystkie teksty napisaliście sami. Skąd wzięła się ta nagła zmiana?

J.J.: Myślę, że wiele się zmieniło w naszym podejściu do tworzenia wraz ze zmianami personalnymi, które zaszły w naszym zespole na przestrzeni lat, bo dołączenie Olliego i Samuliego to nie jedyne zmiany. Pojawienie się nowych członków zespołu, to tak jakby świeża woda na młyn. Samuli robi bardzo dużo, jeśli chodzi o te folkowe aranżacje, otrzymał też całkiem spore wsparcie od Olliego. Więc wszystkie te rzeczy na różne sposoby trochę nas popychają do przodu i sprawiają, że chcemy więcej rzeczy robić kolektywnie.

Na „Rankarumpu” wyraźnie słychać powrót do korzeni Korpiklaani – z większą liczbą energicznych i melodyjnych utworów, wybijające się skrzypce i akordeon. Czy była to świadoma decyzja, czy po prostu naturalny kierunek, w którym podążył proces twórczy?

J.J.: Myślę, że to trochę zasługa naszego producenta, Janne Saksy. On bardzo lubi to naturalne brzmienie i mam wrażenie, że rzeczywiście na tej płycie podbił nieco te folkowe instrumenty.

S.M.: Janne jest bardzo dobrym producentem metalowym, ale kiedy mamy tak mocne sekcje instrumentów folkowych, oczywiście należy je bardziej wyeksponować. W przypadku Korpiklaani folk jest ogromną częścią naszej muzyki. Śmiało mogę powiedzieć, że jesteśmy bardziej zespołem folkowym niż metalowym i na tym albumie zostało to znakomicie podkreślone.

Wasze dwie ostatnie płyty były raczej utrzymane w wolniejszym tempie, niż, to, do którego wcześniej przyzwyczailiście słuchaczy. Czy zanim zabierzecie się za komponowanie nowych utworów, robicie zespołową „burzę mózgów” i ustalacie, w którym kierunku ma iść nowa płyta, czy po prostu wszystko wychodzi naturalnie podczas pracy nad nowym materiałem?

J.J.: Wychodzi to naturalnie w momencie, kiedy zaczynamy proces tworzenia. Nigdy nie ustalamy z wyprzedzeniem, jaki album tym razem skomponujemy, aby nie blokować swojej inwencji twórczej, raczej czekamy, dokąd nas ona zaprowadzi.

S.M.: Dokładnie, wszystko dzieje się naturalnie, a proces tworzenia jest bardzo płynny. W moim przypadku często impulsem jest na przykład któryś z moich snów.

Jako zespół jesteście na rynku muzycznym od około 30 lat. Jak bardzo, Waszym zdaniem, zmieniła się branża muzyczna na przestrzeni lat?

J.J.: Myślę, że sporo się zmieniło, jednak nie dla nas. My od lat robimy swoje, staramy się nie oglądać na innych, tylko podążamy obraną przez siebie ścieżką.

Obecnie dużo mówi się o wpływie sztucznej inteligencji na branżę muzyczną. Jak widzicie przyszłość sceny muzycznej za kilka lat? Czy uważacie, że AI może stać się przełomem i za kilka lat może zabraknąć miejsca dla „prawdziwej” muzyki?

S.M.: Myślę, że muzykę na żywo trudno będzie zastąpić. Rozumiem sens tworzenia nowego materiału, jednak siłą zespołu są nie tylko nowe kompozycje, ale przede wszystkim wystąpienia na żywo i interakcja z publicznością. Dlatego myślę, że naprawdę trudno jest to zniszczyć. My jesteśmy zespołem, który koncertuje i prezentuje swój materiał na żywo i naprawdę to uwielbiamy. Myślę, że sztuczna inteligencja akurat na ten aspekt twórczości nie będzie mieć wpływu.

J.J.: Lubię usiąść w moim małym studiu i tworzyć nowe utwory. To dla mnie naprawdę ważna rzecz. Muzyka stworzona przez ciebie, to coś zupełnie innego, niż wykorzystanie jakieś maszyny do wykonania tego całego procesu. Kiedy możesz poczuć ten ludzki element, jakiś fragment siebie, który oddałeś temu utworowi, to naprawdę wspaniałe uczucie.

S.M.: Jeśli proces tworzenia muzyki jest realizowany przez sztuczną inteligencję, to nie odczuwasz więzi z tym utworem, ponieważ to już nie wypływa z ciebie. Muzyka i cały proces jej tworzenia są bardzo osobiste i myślę, że tych emocji i przeżyć sztuczna inteligencja nie jest w stanie oddać. Jestem przekonany, że w muzyce zawsze będzie miejsce na autentyczność, a co za tym idzie, dla prawdziwych artystów.

J.J.: Jednak jeśli mówimy o takich bardzo lekkich piosenkach, jak np. muzyka pop, to sądzę, że na tym polu sztuczna inteligencja ma wiele do zaoferowania. Moim zdaniem, bardzo łatwo wówczas ulec pokusie i po prostu sięgnąć po jakieś gotowe rozwiązanie. Jest to też niebezpieczne dla nowych zespołów, które próbują zaistnieć na rynku, ponieważ pojawia się tak wiele gotowych rozwiązań. Każdy w dzisiejszych czasach tak naprawdę może robić muzykę bez względu na to, czy ma na to jakiś oryginalny pomysł, czy nie. Wystarczy otworzyć odpowiedni program i już. Sądzę, że w przyszłości będzie tego jeszcze więcej, a technologiczny postęp sprawi, że naprawdę trudno będzie odróżnić, czy jakiś kawałek został skomponowany przez człowieka, czy przez maszynę.

S.M.: Słyszałem, że już teraz na szczycie listy "Billboard" był kawałek country stworzony przez sztuczną inteligencję. Więc z pewnością w przyszłości może być trudno to odróżnić.

Wydajecie nowe płyty mniej więcej w regularnych odstępach około trzech lat. W tym roku, a dokładnie w kwietniu, miną już dwa lata od premiery „Rankarumpu”. Czy rozpoczęliście już przygotowania do nagrania kolejnego krążka?

J.J.: Tak, mamy już jakieś nowe kompozycje, ale jeszcze nie usiedliśmy do niczego wspólnie. Na razie każdy pracuje nad swoimi rzeczami indywidualnie.

S.M.: Być może wiosną zrobimy więcej preprodukcji. Jestem całkiem pewien, że jeszcze w tym roku wejdziemy do studia.

Zdarza Wam się pracować podczas trasy koncertowej? Spędzacie wtedy ze sobą masę czasu, więc zdaje się, że to znakomity moment, aby to wykorzystać na wspólną pracę.

S.M.: Sami ma ze sobą sprzęt na trasie.

S.P.: No tak, mam go, ale… no cóż, jeszcze nie miałem czasu go użyć i niczego na nim nie skomponowałem. To dopiero początek trasy, więc… Jednak z pewnością niedługo zacznę działać.

S.M.: Tak, początek trasy jest zawsze trochę chaotyczny. Dopiero powoli się uczymy, jak to wszystko działa. Ale kiedy już trasa na dobre się rozkręci, to z pewnością rozstawimy mini studio w jakimś kącie autobusu.

Nazwa zespołu (Korpiklaani, to po polsku „leśny klan”), a także Wasze teledyski, są bardzo związane z leśnymi motywami. W internecie można znaleźć mnóstwo memów o fińskich zespołach, które gubią się podczas kręcenia klipów w lesie. Czy kiedykolwiek zdarzyło Wam się coś takiego podczas kręcenia teledysku?

J.J.: Podczas kręcenia wiedoklipu nie, ale w zasadzie mieszkam praktycznie w lesie, więc wielokrotnie się gubiłem. Moja żona twierdzi, że kiedyś z pewnością przepadnę w leśnym gąszczu na zawsze. Jednak do tej pory udawało mi się zawsze wrócić z lasu, nawet jeśli poważnie nie miałem bladego pojęcia, gdzie się znajduję. Po prostu musisz mieć w tym wszystkim trochę szczęścia, inaczej rzeczywiście przepadniesz. Mamy taki kawałek, który nazywa się „Mettänpeiton valtiaalle” i nawiązuje do terminu pochodzącego z fińskiego folkloru – "metsänpeito" (dosłownie „leśne pokrycie”, termin ten odnosi się do fińskiego wierzenia ludowego, w którym las ma zdolność do pokrycia, wchłonięcia danej osoby czy zwierzęcia, która zaczyna w nim żyć i dla świata staje się kompletnie niewidoczna – red.). To taki stan, w którym będąc na doskonale znanym ci terytorium, nagle tracisz orientację, nie wiesz co się z tobą dzieje, gdzie jesteś, odbiera ci mowę i jesteś kompletnie zagubiony. Dla mnie to nie jest "metsänpeito", dla mnie to rzeczywistość podczas każdego spaceru po lesie, ale zawsze udaje mi się stamtąd wyrwać.

S.M.: Kręcenie niektórych teledysków, na przykład „Leväluhta”, było prawdziwym koszmarem. Musieliśmy nieść nasz sprzęt, a ja mam najgorzej, bo mam bębny. Wyobraź sobie brodzenie pół kilometra przez bagno, w gumowych butach. Do tego gryzące komary… To był ciężki dzień, ale teledysk wygląda dobrze, więc nie ma to teraz wielkiego znaczenia.

Na teledysku zupełnie tego nie widać. Wygląda, jakbyście się znakomicie bawili.

J.J.: Tak, dlatego zawsze zapomina się, jak było naprawdę, bo wszystko wygląda całkiem ładnie. Dlatego też dajesz się na to namówić po raz kolejny i ponownie sobie uświadamiasz, że to jednak nie jest aż taka frajda, jak wygląda to w wersji finalnej.

Czy kręcenie teledysków zajmuje Wam dużo czasu? Myślę teraz o tych komarach i strzyżakach, które w letnie miesiące pojawiają się w fińskich lasach…

J.J.: Zazwyczaj dzieje się to dość szybko. Zawsze są osoby, które faktycznie robią te teledyski i one przychodzą z gotowym planem. Poza tym jesteśmy biedni jak myszy kościelne, więc nie mamy pieniędzy, aby móc pozwolić sobie na to, aby wyjątkowo długo kręcić klipy.

S.P.: Myślę, że naszym rekordem są trzy teledyski nagrane w ciągu jednego dnia.

To zapewne nie tylko Wasz osobisty rekord. Nie znam zespołu, który by to zrobił. Wybieracie zazwyczaj tę samą lokalizację, czy raczej staracie się kręcić klipy w innych miejscach? Dla mnie fiński las niezależnie od miejsca zawsze wyglądał tak samo.

J.J.: Tego dnia, kiedy kręciliśmy trzy teledyski, zmieniliśmy lokalizację, jak również nasz ubiór. Nikt nie byłby w stanie zgadnąć, że były one kręcone tego samego dnia.

S.M.: Czasami zdarza się, że nagrywamy w tych samych miejscach. Tak było w przypadku teledysków do dwóch utworów z płyty „Jylh䔄Tuuleton” oraz „Sanaton maa”. Te klipy były kręcone dokładnie w tej samej lokalizacji.

S.P.: Tak, to jest to samo miejsce, jednak niektóre sceny były kręcone później, gdyż w teledysku widzimy dwa plany: zimowy i letni. W „Tuuleton” zagrała nawet siostra Jonnego – Anna.

S.M.: Co ciekawe, była to ta sama lokalizacja, w której nakręcono wideoklip do „Wooden pints”, pierwszego teledysku Korpiklaani, więc w pewien sposób powróciliśmy na „miejsce zbrodni”.

Mam nadzieję, że Heidenfest sprawi, że częściej będziecie wracać do Europy. Widziałam, że macie już zaplanowane kilka festiwali, co prawda na liście nie ma Polski, ale w przeszłości kilkukrotnie wystąpiliście na festiwalach w naszym kraju. Czy jest szansa, że niebawem znów zobaczymy Was w Polsce?

S.M.: Jest to wielce prawdopodobne. Nie mogę na razie nic zdradzić, ale wyczekujcie ogłoszeń.

J.J.: Zawsze z wielką radością wracamy do Polski, więc mam nadzieję, że niebawem ponownie do Was przyjedziemy.

-------------------------------------

Z zespołem Korpiklaani przed warszawskim koncertem podczas Heidenfest 2026 rozmawiała Justyna Klorek

-------------------------------------

Zobaczcie galerię z Heidenfest 2026, który odbył się w warszawskiej Progresji 14 stycznia 2026 roku.