Def Leppard - 5 ciekawostek o albumie "High ’n’ Dry" na 45-lecie wydania | Jak dziś rockuje?

Choć drugie studyjne wydawnictwo Def Leppard początkowo nie odniosło spektakularnego sukcesu komercyjnego, z perspektywy czasu "High 'n' Dry" jest słusznie uznawany za moment przełomowy w historii tej brytyjskiej grupy.

Def Leppard i historia albumu High 'n' Dry. "Czułeś, że wchodzisz na wyższy poziom"

Po wydaniu debiutanckiego albumu On Through the Night (1980) muzycy Def Leppard doskonale zdawali sobie sprawę, że ich drugi krążek musi być znacznie dojrzalszy. Nie chcieli ponadto się powtarzać. Członkom grupy zamarzyła się wówczas współpraca z producentem Robertem Johnem "Muttem" Langem, który był odpowiedzialny za dwa najsłynniejsze albumy AC/DC: Highway to Hell oraz Back in Black.

Problem polegał tylko na tym, że Lange był osobą niezwykle rozchwytywaną w rockowym świecie. Na przełomie 1980 i 1981 skupiał się na pracy nad krążkiem 4 sygnowanym przez formację Foreigner. Ekipie z Sheffield nie pozostało nic innego, jak grzecznie poczekać na wolny termin u tego producenta.

Eska Rock_Najbardziej brytyjskie zespoły wszech czasów. Tak uważają słuchacze BBC

W marcu 1981 zespół w końcu zainstalował się w londyńskim Battery Studios. Dla młodych muzyków zderzenie z perfekcjonizmem Mutta było istnym szokiem kulturowym. – Powiedział nam: "Nie przywiązujcie się zbytnio do swoich piosenek. Prawdopodobnie rozbierzemy je na części pierwsze". Nie do końca wiedzieliśmy, co Mutt miał na myśli, kiedy to stwierdził. Ale bardzo szybko się przekonaliśmy – wspominał, w wywiadzie dla Music Radar, wokalista Joe Elliott. Wtedy grupa jeszcze nie wiedziała, że ta współpraca będzie kluczowa dla ich dalszej historii.

Ogromna zmiana, jaka zaszła w porównaniu z debiutem, dotyczyła ilości czasu poświęconego na przygotowanie materiału jeszcze przed wejściem do studia. – Wszystko nabrało o wiele bardziej profesjonalnego charakteru – przyznał wprost basista Rick Savage, również na łamach MR. Nic dziwnego, że członkowie Def Leppard byli pod ogromnym wrażeniem etyki pracy producenta. – Naprawdę czułeś, że wchodzisz na wyższy poziom lub dwa – dodał frontman.

Latające pałeczki 

Muzycy wielokrotnie nagrywali te same partie, dopóki producent nie uznał ich za idealne. Mutt był bowiem dość surowym krytykiem. Dopracowywał on aranżacje czy struktury utworów. – To był pierwszy raz, kiedy naprawdę doświadczyliśmy, na czym polega ciężka praca – powiedział perkusista Rick Allen dla magazynu Classic Rock. Metody pracy Lange’a były bezwzględne. Wymagał on od pałkera Def Leppard chirurgicznej precyzji, co doprowadzało 17-latka do szewskiej pasji (zdarzało się, że jego pałeczki latały w powietrzu). – Zmuszał mnie do stawiania sobie wyzwań. Zacząłem wątpić w swoje umiejętności. Zastanawiałem się, czy w ogóle jestem w stanie zrobić to, czego ode mnie wymagał. Z Joe było dokładnie tak samo. Dla nas obu to był cholernie trudny czas – podsumował Allen.

Można więc napisać, że była to szkoła przetrwania dla grupy. Metody jednak szybko zaczęły przynosić odpowiednie efekty. – Bywały momenty, kiedy myślałeś: "Stary, lepiej już tego nie zagram". Ale za każdym razem, gdy na taśmie lądowało to właściwe ujęcie, dochodziło do ciebie: "OK, łapię, to brzmi o niebo lepiej, niż w ogóle mogłem sobie to wyobrazić" – dodał Savage. Nagrywanie High ‘n’ Dry zostało ukończone dokładnie 10 czerwca 1981. Następnie muzycy od razu polecieli do Niemiec i w Essen rozpoczęli trasę koncertową po Starym Kontynencie.

Początek drogi 

High ‘n’ Dry ukazał się na półkach sklepowych 6 lipca 1981. Płyta przyniosła takie hity jak Let It Go czy ponadczasową balladę Bringin' On the Heartbreak, która później – za sprawą raczkującej stacji MTV – otworzyła muzykom Def Leppard drzwi na największe obiekty w Stanach Zjednoczonych. Choć całość początkowo nie odniosła wielkiego sukcesu na listach przebojów (26. miejsce w Wielkiej Brytanii, 38. na amerykańskim Billboardzie), z perspektywy czasu uznawana jest za moment przełomowy w historii formacji. – Gdy spojrzysz na to teraz, były tam elementy, które trafiły w dziesiątkę, i takie, które chybiły. Ale ogólnie rzecz biorąc, jako drugi album, był to początek drogi, którą zamierzaliśmy podążać – mówił Elliott w wywiadzie dla Classic Rocka w 2016, który został przeprowadzony z okazji 35-lecia wydania High ‘n’ Dry. Album uzyskał status hardrockowego klasyka. Wielu fanów uważa go zresztą za najbardziej surowe i gitarowe wydawnictwo w dyskografii Def Leppard.

Kiedy rok później zaczęliśmy pracę nad "Pyromanią", to wszystko, przez co przeszliśmy podczas sesji do "High ’n’ Dry", zdążyło już w nas okrzepnąć. Wtedy dotarło do nas, że cały ten wysiłek był tego wart – powiedział Joe Elliott. Najlepsze było dopiero przed brytyjską ekipą. 

Jakie ciekawostki skrywa album High 'n' Dry? Tego dowiecie się z galerii, którą umieściliśmy na samej górze niniejszego artykułu. 

Poniżej natomiast przypominamy zestawienie najlepszych rockowych płyt lat 80. według sztucznej inteligencji [TOP10]: