Dzień, w którym muzycy Red Hot Chili Peppers zagrali po raz pierwszy... wyłącznie w skarpetkach. "Zdawaliśmy sobie sprawę z potęgi i piękna nagości na scenie"
W 1982 roku – w Los Angeles – oficjalnie rozpoczęła się historia formacji Red Hot Chili Peppers. O młodych muzykach zrobiło się głośno jeszcze przed wydaniem debiutanckiego albumu, który ujrzał światło dzienne w sierpniu 1984. Rok wcześniej, na początku lipca 1983, wokalista Anthony Kiedis, basista Flea, gitarzysta Hillel Slovak i perkusista Jack Irons postanowili zagrać w Kit Kat Club, klubie ze striptizem w Hollywood. I to w dodatku... przyodziani wyłącznie w skarpetki zakrywające ich męskość.
Ten pomysł wyszedł od Kiedisa. – Wpadłem na to przez dziewczynę, która się we mnie potwornie zadurzyła – powiedział wokalista RHCP w wywiadzie dla magazynu GQ w 2006. – Była urocza, a jej końskie zaloty polegały m.in. na wysyłaniu mi kartek okolicznościowych z rozkładanymi linijkami do mierzenia długości penisa. Pewnego dnia pojawiła się u mnie w domu, a ja postanowiłem otworzyć jej drzwi zupełnie nago, mając na sobie jedynie skarpetę owiniętą wokół penisa i jąder.
Plan był prosty, a jego wykonanie tanie i ekstremalnie bezczelne. Muzycy kupili klasyczne, białe, sportowe skarpety i naciągnęli je w wiadome miejsce. – Już przedtem występowaliśmy z obnażonymi torsami i zdawaliśmy sobie sprawę z potęgi i piękna nagości na scenie – wspominał Anthony Kiedis w autobiografii Blizna. Do tego zdarzenia doszło w trakcie bisu, kiedy to panowie zagrali swoją wersję Fire z repertuaru Jimiego Hendrixa. W ten właśnie sposób narodziła się idea "socks on cocks" ("skarpetki na ptakach"), która – rzecz jasna – przyciągnęła ciekawską publiczność. To, co miało być tylko jednorazowym, punkowym wygłupem, błyskawicznie stało się wizytówką zespołu. Wieść o "wariatach w skarpetkach" szybko rozniosła się po Kalifornii. Właściciele klubów błagali ich o występy, a fani przychodzili na koncerty po to, by sprawdzić, czy muzycy będą na tyle odważni, żeby ponownie zagrać swój set w takim "ubraniu".
– Nie przyszło nam do głowy, że skarpetki staną się ikoną, symbolem naszego zespołu. Nie przypuszczaliśmy, że znowu to zrobimy, a organizatorzy koncertów będą umieszczać w kontraktach odpowiednie klauzule gwarantujące, że tak wyjdziemy na scenę. Całość pozostawiła o wiele trwalsze wrażenie, niż planowaliśmy – dodał wokalista Papryczek.
Co ciekawe, kiedy grupa stała się popularna, nie porzuciła całkowicie swojego zwyczaju. Od czasu do czasu wciąż zdarzało im się w ten właśnie sposób koncertować. Ostatecznie porzucili wspomniany zwyczaj w 2000. Zagrali wówczas podczas... otwarcia muzeum Experience Music Project w amerykańskim Seattle. Warto też wspomnieć, że zespół uwiecznił swoją ideę na okładce wydawnictwa Abbey Road EP z 1988.
– Założyliśmy skarpetki na ptaszki i nigdy przed tym nie uciekniemy. Ludzie zawsze będą o tym pamiętać. Wierzę jednak, że ostatecznie wartość sztuki, którą stworzyliśmy jako zespół lub którą ja stworzyłem, obroni się sama i z biegiem czasu przetrwa jako to, czym naprawdę jest – powiedział, po latach dla GQ, basista Red Hot Chili Peppers. Flea zdecydowanie nie żałuje, że zespół zdecydował się na taki właśnie ruch. – To była piekielna frajda – podsumował muzyk.