Gdy w 2023 roku Ozzy Osbourne ostatecznie odwołał wielokrotnie przekładane koncerty w ramach "No More Tours II" było wiadomo, że jego stan zdrowia naprawdę nie jest już dobry. Od jakiegoś czasu nie był tajemnicą fakt, że artysta zmaga się z Parkinsonem, a do tego wszystkiego ze skutkami źle przeprowadzonej operacji po niefortunnym upadku, jakiego doznał we własnym domu.
Ozzy wciąż starał się, nagrywał i pracował nad nową muzyką i choć kochał scenę, uwielbiał pojawiać się dla niej dla fanów, z którymi właśnie wtedy czuł najsilniejszą więź, nie był już w stanie na niej nawet stanąć. Z biegiem czasu poważna choroba odebrała ikonie zdolność chodzenia, uczyniła go także niezwykle podatnym na wszelkie infekcje, przez co między 2022 a 2025 wielokrotnie lądował on w szpitalu.
Wszyscy wiedzieli, że Osbourne nie jest w najlepszej formie i nikt nie liczył na to, że jeszcze kiedykolwiek zdoła on zagrać koncert. Sam "Książę Ciemności", pomimo odwołania trasy, zarzekał się, że chce stanąć na scenie jeszcze ten jeden, ostatni raz i pożegnać się z całym światem. Zapowiadał, że najchętniej zrobiłby to w towarzystwie swoich kolegów z oryginalnego składu Black Sabbath: Tony'ego Iommi, Geezera Butlera oraz Billa Warda, z którym skłócił się przy okazji prac nad ostatnim albumem zespołu, na którym zresztą perkusista ostatecznie nie zagrał. Nikt chyba nie wierzył, że to się rzeczywiście uda.
"Powrót do początków"
To w lutym 2025 roku, gdy mijało 55 lat od albumu, który zmienił muzykę, czyli słynnego Black Sabbath, ogłoszono wydarzenie pod nazwą "Back to the Beginning". Zostało ono zaplanowane na 5 lipca 2025 roku jako finalny występ oryginalnego składu Black Sabbath i samego Ozzy'ego solowo. Od początku dawano jednak do zrozumienia, że nie będzie to zwykły koncert, a de facto coś w rodzaju jednodniowego festiwalu, na którym przed głównymi gwiazdami wystąpiły formacje i muzycy w ramach projektów, skonstruowanych tylko na tę okazję, które w swojej twórczości inspirowały się ikoną heavy metalu. Były to m.in. Halestorm, Mastodon, Alice in Chains, Lamb of God, Pantera, Anthrax, Gojira, Guns N' Roses czy Metallica. To właśnie na "Back to the Beginning" YUNGBLUD brawurowo wykonał słynną balladę Changes, co stało się momentem zawrotnym w całej dotychczasowej karierze muzyka.
Na miejsce wydarzenia wybrano rodzinne miasto Ozza, Birmingham i tamtejszy stadion Villa Park. Bilety na koncert rozeszły się w kilka sekund, na szczęście dla złaknionych tego, by zobaczyć "Księcia Ciemności" na żywo po raz ostatni, organizatorzy utworzyli transmisję online. To dzięki temu niemal cały świat mógł, choćby z własnych domów, wziąć udział w tak wyjątkowym wydarzeniu, a złożoną opłatą dołożyć się do celu, jakim było finansowe wsparcie lokalnych w Birmingham szpitali i organizacji, zajmujących się pomocą chorującym na Parkinsona.
"Książę Ciemności" na żywo po raz ostatni
Występy głównych gwiazd wieczoru zaplanowano na sam koniec. Na pierwszy ogień poszedł Ozzy Osbourne z solowym materiałem w towarzystwie Zakka Wylde'a, Tommy'ego Clufetosa, Mike'a Ineza oraz Adama Wakemana. Muzyk na scenie siedział na imponującym, czarnym tronie z zagłówkiem w kształcie swojego symbolu, nietoperza. Ozz wykonał pięć kompozycji z przekroju solowej kariery: I Don't Know, Mr. Crowley, Suicide Solution, Mama, I'm Coming Home oraz oczywiście Crazy Train. Choć przez cały występ siedział, widoczne były emocje, które nim targały - Osbourne kilkukrotnie próbował wstać, momentami ze wzruszenia łamał mu się głos. Fani i fanki byli jednak zgodni - pomimo choroby, trudności, Ozzy podołał i zaserwował pożegnanie na najwyższym poziomie.
Na scenę wrócił jeszcze jako frontman Black Sabbath z kolegami z oryginalnego składu u boku. Grupa, którą uważa się powszechnie za pionierską dla heavy metalu zagrała wspólnie swoje największe hymny: War Pigs, N.I.B., Iron Man oraz Paranoid. Łącznie więc dziewięć utworów Ozzy zaśpiewał przed swoimi fanami i fankami z całego świata. W wydanej już po śmierci autobiografii on sam pisał o towarzyszących mu emocjach w takich słowach:
To była czysta celebracja. Ogrom miłości na tym stadionie, mówię wam. Czułem, jak uderza falami. Wyobrażałem sobie, że właśnie tak musiało być na pierwszym Woodstocku. Łzy ciekły mi po twarzy, ale jednocześnie unosiła mnie energia. I oczywiście tłum zauważył, że się z tym zmagam, więc zaczęli śpiewać razem ze mną. Miałem w życiu niewiarygodne szczęście, że trafiłem na tylu wspaniałych fanów. Niech wam Bozia wynagrodzi - Ozzy Osbourne oraz Chris Ayres, "Ostatnie namaszczenie", przeł. Kuba Kozłowski, In Rock.
Ozzy Osbourne zmarł zaledwie nieco ponad dwa tygodnie po "Back to the Beginning" 22 lipca 2025 roku w wieku 76 lat w wyniku rozległego zawału serca.