Pod skrzydłami Paula McCartneya i George’a Harrisona
Zespół Badfinger, zaczynający karierę jako The Iveys, miał wszystko, by stać się największą potęgą rocka lat 70. XX wieku. Byli ulubieńcami asystentów The Beatles, co pozwoliło im jako pierwszej zewnętrznej grupie podpisać kontrakt z legendarną wytwórnią Apple Records. Sam Paul McCartney napisał dla nich pierwszy wielki hit „Come and Get It”, dając im gotowe demo i surowo nakazując, by nagrali go dokładnie tak samo, bez zmieniania choćby jednej nuty. Utwór stał się światowym przebojem, otwierając muzykom drzwi do największych scen świata.
Przez kilka kolejnych lat grupa dostarczała hit za hitem, tworząc takie klasyki jak „No Matter What”, „Day After Day” czy „Baby Blue”. Ich pozycja w środowisku była tak silna, że zapraszano ich do udziału w solowych projektach byłych członków „Czwórki z Liverpoolu”. Muzycy Badfinger zagrali na legendarnym albumie „All Things Must Pass” George’a Harrisona oraz na „Imagine” Johna Lennona. Byli postrzegani nie tylko jako zdolni kompozytorzy, ale też jako zaufani przyjaciele największych gwiazd tamtej epoki.
Stan Polley i perfidny plan przejęcia milionów
Prawdziwy dramat zespołu zaczął się w 1970 roku, kiedy muzycy zatrudnili amerykańskiego menedżera, Stana Polleya. Polley był sprytnym biznesmenem, który szybko stworzył skomplikowaną strukturę finansową, mającą na celu przejęcie kontroli nad zyskami grupy. Założył firmę Badfinger Enterprises Inc., na której konta wpływały wszystkie tantiemy, pieniądze z koncertów i kontraktów płytowych. Podczas gdy zespół generował miliony dolarów, jego członkowie żyli za skromne, stałe pensje, wierząc, że ich majątek jest bezpiecznie lokowany na przyszłość.
Sytuacja stała się krytyczna po podpisaniu gigantycznego kontraktu z Warner Bros. Records na kwotę 3 milionów dolarów. Gdy wytwórnia zaczęła domagać się wglądu w dokumenty finansowe, okazało się, że ogromne zaliczki zniknęły z kont powierniczych. Warner Bros. natychmiast wytoczył Polleyowi proces i wycofał ze sklepów nową płytę zespołu, blokując im jakąkolwiek możliwość zarobkowania. Muzycy, którzy stworzyli jedne z najpiękniejszych piosenek w historii rocka, z dnia na dzień zostali bez grosza przy duszy.
Ostatni list Pete’a Hama i oskarżenie o śmierć
W 1975 roku Pete Ham, lider i główny kompozytor Badfinger, znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Mimo że napisał utwór „Without You”, który w wykonaniu Harry’ego Nilssona był światowym numerem 1, Ham nie miał za co opłacić kredytu za dom. Jego partnerka była w ósmym miesiącu ciąży, a on czuł się odpowiedzialny za losy pozostałych członków zespołu, których namówił na współpracę z Polleyem. Depresja i poczucie beznadziei doprowadziły go do ostateczności.
Anne, kocham Cię. Blair, kocham Cię. Nie będzie mi dane kochać i ufać wszystkim. Tak jest lepiej. Pete. P.S. Stan Polley to bezduszny sku**iel. Zabiorę go ze sobą – stwierdził Pete Ham w swoim liście pożegnalnym
24 kwietnia 1975 roku 27-letni muzyk powiesił się w garażu swojego domu w Surrey. W notatce, którą znaleziono przy jego ciele, wprost wskazał winnego swojej tragedii. Śmierć Hama była ogromnym wstrząsem dla całego świata muzycznego, ale dla Stana Polleya nie oznaczała żadnych konsekwencji prawnych. Menedżer bezkarnie kontynuował swoją działalność, zostawiając rodzinę zmarłego artysty w skrajnej biedzie.
Klątwa piosenki „Without You” i upadek Toma Evansa
Po śmierci lidera zespół próbował przetrwać, ale konflikty o resztki pieniędzy i prawa do nazwy tylko się nasilały. Głównym punktem sporu były tantiemy za utwór „Without You”, o które walczyli pozostali przy życiu muzycy. Tom Evans, współautor piosenki, zmagał się z podobnymi problemami co Ham: bankructwem, procesami sądowymi i głęboką traumą po stracie przyjaciela. 18 listopada 1983 roku, po wyjątkowo ostrej kłótni telefonicznej z gitarzystą Joeyem Mollandem, Evans całkowicie się załamał.
Następnego dnia rano ciało 36-letniego artysty znaleziono w jego ogrodzie – powiesił się na wierzbie, powielając tragiczny los Pete’a Hama. Przed śmiercią miał powiedzieć żonie, że chce być tam, gdzie jego przyjaciel, bo to znacznie lepsze miejsce niż świat, w którym przyszło mu żyć. Dwie samobójcze śmierci kluczowych członków zespołu sprawiły, że Badfinger stał się symbolem najciemniejszej strony przemysłu muzycznego, gdzie talent przegrywa z bezwzględną chciwością.
Wielki powrót dzięki serialowi „Breaking Bad”
Pamięć o zespole niespodziewanie odżyła we wrześniu 2013 roku za sprawą finałowego odcinka serialu „Breaking Bad”. Twórca produkcji, Vince Gilligan, zdecydował, że ostatniej scenie z udziałem Waltera White’a będzie towarzyszyć piosenka „Baby Blue”. Wybór był strzałem w dziesiątkę, a tekst utworu idealnie pasował do losów głównego bohatera. Efekt był natychmiastowy – sprzedaż cyfrowa piosenki wzrosła o 5000%, a Badfinger po dekadach zapomnienia wrócił na listy przebojów iTunes na całym świecie. Dzięki temu spadkobiercy tragicznie zmarłych muzyków w końcu doczekali się sprawiedliwych rozliczeń i należnych im pieniędzy, których Pete Ham i Tom Evans nigdy nie zobaczyli za życia.