Tęsknota za radością w muzyce. The Rolling Stones - recenzja albumu "Foreign Tongues"

Tym razem Panowie z The Rolling Stones nie zamierzali czekać niemal 20 lat z wydaniem nowej studyjnej płyty. Niecałe trzy lata po premierze "Hackney Diamonds" dostajemy więc kolejny krążek, "Foreign Tongues", który z pewnością jest bliźniaczy do poprzedniego, pozostając przy tym dużo bardziej ujmującym i swobodnym.

Portret Micka Jaggera w formie kolażu na czerwonym tle. O nowej płycie The Rolling Stones przeczytasz na EskaRock.
Autor: Materiały prasowe/ Materiały prasowe

To we wrześniu 2023 roku zespół The Rolling Stones w końcu zakończył trwającą aż 18 lat przerwę, jeśli chodzi o wydawanie płyt, na których znalazłby się wyłącznie premierowy materiał. Hackney Diamonds spotkał się z ciepłym przyjęciem tak fanów, jak i krytyków, którzy potraktowali projekt jako swoisty pokaz Stonesów w najlepszej formie - i to pomimo faktu, iż po śmierci Charliego Wattsa działają już jako trio. 

Dobrze przyjęty album, ograny na zaledwie kilku koncertach w Stanach Zjednoczonych - nie uznany jednak za na tyle świetny, aby zgarnąć Grammy za "Najlepszy rockowy album". Stonesi statuetkę jednak zdobyli i choć anulowani trasę po Europie (nie jest już tajemnicą, że niechętny koncertowaniu na masową skalę, w różnych lokalizacjach, jest Keith Richards). to szybko w przestrzeni publicznej zaczęły pojawiać się informacje o tym, że Mick Jagger, Keith Richards Ronnie Wood, ponownie w towarzystwie producenta Andrew Watta, weszli do studia, aby pójść za ciosem i szybko wydać kolejne wydawnictwo. Jak powiedzieli, tak zrobili.

W czym tkwi sekret długowieczności The Rolling Stones? Ronnie Wood zabrał głos!

Przez dosłownie cały 2025 rok co i rusz powracały wieści o tym, że nowości od The Rolling Stones ukażą się bliżej, niż dalej. Na oficjalne potwierdzenie swoje jednak poczekaliśmy - a grupa zdecydowała się na inną, zaskakującą jak na nią formę promocji. Już 11 kwietnia, jedynie na winylu i sygnowany pseudonimem The Cockroaches, ukazał się utwór Rough and Twisted. Oficjalnie poznaliśmy go niecały miesiąc później, gdyż został stroną B wiodącego z całej płyty In the Stars.

Tym samym dokładnie na początku maja Stonesi ogłosili, że już bardzo niedługo, 10 lipca, ukaże się ich dwudziesty piąty (!) studyjny album. Jeszcze przed jego ogłoszeniem w różnych państwach na świecie, także w Polsce, pojawiły się billboardy, zdradzające w różnych językach świata tytuł, czyli Foreign Tongues. Bo choć każdy z nas mówi w innym języku, to wszystkich łączy jedno - pasja do twórczości zespołu, bez którego ciężko wyobrazić sobie muzykę.

W pewnym wieku człowiek robi już to, co chce

Wybrane na wiodące single In the Stars oraz Rough and Twisted otwierają płytę, dając idealne podwaliny pod niezwykle swobodny, blues-rockowy klimat całego wydawnictwa, przywodzący na myśl działania zespołu w tym jego najlepszym czasie, czyli latach 70., gdy wydawał on jeden klasyk za drugim. W kompozycjach tych słychać radość, miłość do muzyki i świetnie brzmiącego Jaggera. Nieco boli mnie za to ucho w, również singlowym, Jealous Lover. Choć nie można powiedzieć - jak ten numer buja! Mimo wszystko, dużo bardziej w ucho wpadł mi Divine Intervention. Niezwykle skoczny brzmieniowo, co sprawia szczególne wrażenie, gdy zdamy sobie sprawę o tym, że to piosenka o... końcu świata.

Jest jednak na płycie kilka momentów szczególnie wartych uwagi. Mr. Charms to genialny, klasycznie rock and rollowy strzał, napędzany niezrównaną energią tych, bądź co bądź, 80-latków. Wyśpiewywana fraza tytułowa to jedno, ale ten refren - radiówka! Byłam też szczególnie ciekawa coveru You Know I'm No Good, jednego z klasyków Amy Winehouse. Panowie nadali mu własnego, charakterystycznego klimatu, a harmonijka Jaggera tylko podkreśliła, jak piękna jest to kompozycja. Brytyjka nie jest jedynym duchem, który unosi się nad płytą. W Hit Me in the Head słyszymy grę na perkusji Charliego Wattsa - nie da się jej podrobić z niczym innym. Sam numer to istna jazda bez trzymanki, ale całości mocy nadają właśnie bębny.

Bez gości nie ma zabawy!

Tak jak na Hackney Diamonds, tak i na Foreign Tongues pojawia się sporo gości. Sporym echem odbiło się ogłoszenie, że swoją cegiełkę do płyty dołożył Robert Smith z The Cure. Nie chodzi tu jednak tylko o Jealous Lover, w którym śpiewa w tle, ale przede wszystkim genialny, nieco ejtisowy Never Wanna Lose You, w którym muzyk zagrał na syntezatorze. Jeden z mocniejszych punktów płyty - chciałabym go usłyszeć nie tylko na koncercie, ale też na imprezie! To jak materiał na kolejny klasyk Stonesów. Gdzieś w podobnym duchu jest Side Effects, ale brak mu tej mocy. Tak jak na poprzednim albumie, słyszymy tu w numerze Covered in You grę na basie Paula McCartneya. Sam numer akurat nie do końca do mnie przemawia - szczególnie pod kątem brzmienia wokalu Jaggera, ale brawa za świetne bębny i pianinko. W zamykającym całość Beautiful Delilah (oryginał od jedynego Chucka Berry'ego) za perkusją pojawia się Chad Smith.

Choć może się wydawać, że na płycie Stonesi niemal cały czas utrzymują mocne i szybkie tempo, to nie brak i tych wolniejszych momentów. Nieco country-bluesowe, wolne Ringing Hollow (tekstowo komentarz w sprawie tego, co obecnie dzieje się w Stanach Zjednoczonych) wciąga, a Some of Us z miejsca zwraca uwagę, gdyż tu akurat główny wokal należy do Richardsa! Nie da się ukryć - jego głębia idealnie pasuje do bluesowego charakteru całości. Klimacik pojawia się też w Back in Your Life, który nie wiem czemu, ale jakoś od pierwszych dźwięków akustycznej gitary skojarzył mi się z Angie. Piękna, balladowa sprawa, koi, cudnie gra w serduszku.

Porównując ze sobą te dwie płyty - które de facto powstawały w podobnym okresie - zdecydowanie lepiej wypada właśnie Foreign Tongues. Ta swoboda, radość z dźwięków, muzyki, życia jest czymś oszałamiającym, zaskakującym, jeśli uświadomimy sobie, ile Mick, Keith i Ronnie właściwie mają lat! Dając światu taki album nie powinni się dziwić, że będą oczekiwania na kolejny, jeśli jednak takowy miałby się już nie pojawić, ten 25. w dyskografii Stonesów będzie przepięknym, wręcz idealnym podsumowaniem całej ich kariery i tego, co wnieśli do historii muzyki. Mam jednak nadzieję, że Andrew Watt zdoła jeszcze namówić całą trójkę, że jeśli nie chcą już koncertować, ale wciąż mają siłę i pomysły, to niech w te pędy wracają do studia i nagrywają dalej. Wciąż potrafią to robić, pozostając wiernymi sobie i objętej, już w samych latach 60. ścieżce. Na pewno będę wracać do Foreign Tongues - wtedy, gdy będę chciała posłuchać dobrego, klasycznego rocka, ale w nieco nowocześniejszym wydaniu. Oraz wtedy, gdy będzie mi źle, by starsi Panowie ze Stonesów pograli i pośpiewali mi do ucha, że nawet, jak jest apokalipsa i makabra, to lepiej w ich rytm tańczyć, niż rozpaczać.

Ogólna ocena albumu: 9,5/10

Najbardziej godne uwagi utwory: Rough and Twisted, Mr. Charm, Hit Me in the Head, Never Wanna Lose You, Some of Us, Back in Your Life

Sprawdź  5 ciekawostek o “Aftermath”: