Ostatnie dni wszystkim fanom i fankom ciężkich brzmień upływały pod jednym hasłem - System of a Down. Oficjalnie we wrześniu ubiegłego roku formacja ogłosiła, że po niemal dekadzie nieobecności wraca do Europy, a na swojej liście państw do odwiedzenia postawiła zawrzeć także Polskę.
Początkowo ogłoszony został jeden koncert, w sobotę 18 lipca na warszawskim PGE Narodowym, który miał zamykać całą trasę. Zainteresowanie wydarzeniem było jednak tak duże, że szybko dodano kolejną datę, niedzielę 19 lipca w tym samym miejscu. Na obu w roli gości zaprezentowały się dwie inne ikoniczne grupy: Acid Bath oraz Queens of the Stone Age. Koncerty przypadły na weekend, jednak już w dniach poprzedzających całą imprezę emocje zaczęły rosnąć.
Na dobre zaczęło się w czwartek, gdy stało się jasne, że przed PGE Narodowym stanie sklepik z merchem zespołu, który został otwarty już w piątek 17 lipca. Tego samego dnia, późnym wieczorem, SOAD w końcu dotarli do Warszawy, a sieć zalały zdjęcia fanów, którym udało się "dorwać" muzyków do wspólnych fotek.
Emocje tylko rosły kolejnego dnia. To wtedy fani i fanki zespołu ruszyli wskazywanymi przez Shavo Odadjiana wskazówkami na poszukiwania limitowanej serii kostek do gitary - ich pierwszy wzór przedstawiał "polską kiełbaskę" na żółtym tle. Inni zaś wzięli udział w spotkaniu z perkusistą, Johnem Dolmayanem. W końcu tuż po 16:00 otworzyły się bramy warszawskiego Narodowego, a na miejscu obecni już byli fani, którzy ruszyli, aby zająć sobie najlepsze miejsca pod sceną.
Mosh pit, wyśpiewane życzenia i energia, która zachwyciła muzyków
Jako pierwsi na scenie stanęli Acid Bath, a kolejno Queens of the Stone Age z hipnotyzującym Joshem Homme na czele. Grupy przygotowały świetny grunt pod główną gwiazdę wieczoru, która pojawiła się na scenie o godzinie 21:00. Atmosfera od samego początku była gorąca i nabierała na sile wraz z kolejnymi granymi klasykami, z B.Y.O.B., I-E-A-I-A-I-O, Chop Suey!, Aerials, Lonely Day, Lost in Hollywood, Toxicity oraz Sugar na czele.
Przy okazji tak się akurat złożyło, że 18 lipca Daron Malakian świętował 51. urodziny, o czym fani i fanki oczywiście nie zapomnieli, śpiewając gitarzyście gromkie Happy Birthday. Emocje na wydarzeniu były ogromne, publika na płycie świetnie oddawała ją, poddając się szalonym tańcom w mosh picie, co oczywiście nie uszło uwadze zespołu.
Deszcz nikomu nie jest w stanie popsuć zabawy!
Kolejny dzień to kolejne poszukiwania piórek od Shavo. Te tym razem były niebieskie i przedstawiały Lolka z kultowej bajki Bolek i Lolek. W niedzielę atmosfera przed wydarzeniami była nieco bardziej napięta, niż w sobotę. Wszystko to ze względu na pogodę, która była dużo bardziej kapryśna - już w godzinach popołudniowych nad Warszawę nadeszła ulewa.
Deszcz nie odpuszczał ani na moment już także po rozpoczęciu koncertu. Nie mógł on jednak stanąć na drodze publiczności do najlepszej zabawy, a zespołowi - do świętowania ostatniego występu na tegorocznej trasie po Europie. Pomimo niesprzyjających warunków fani i fanki nie zawiedli, bawiąc się jakby jutra miało nie być. Grupa zaś zagrała pełny, liczący 30 utworów set, który w większości pokrył się z zestawem utworów, który wybrzmiał dzień wcześniej.
W sieci pełno jest niezwykle pozytywnych komentarzy fanów i fanek, którzy nie ukrywają zadowolenia ze świetnej formy formacji - i już mają nadzieję, że ta nie będzie czekała zbyt długo na kolejne spotkanie z europejską publicznością!