David Draiman (Disturbed) wspomina nagrywanie coveru The Sound of Silence. "Producent dał mi odwagę, żeby spróbować"
W 2015 roku amerykańska formacja Disturbed, na albumie Immortalized, umieściła cover The Sound of Silence grupy Simon & Garfunkel. Takie posunięcie okazało się strzałem w dziesiątkę. Ich wersja stała się ogromnym przebojem. Wystarczy wspomnieć, że w serwisie Spotify całość odsłuchano już ponad miliard razy.
Ostatnio David Draiman, wokalista Disturbed, był gościem w podcaście Detours & Destinations. W trakcie rozmowy nie zabrakło pytań o The Sound of Silence.
Nie da się ukryć, że nagranie tego utworu wymagało od Draimana wyjścia ze strefy komfortu pod względem wokalnym. Frontman Disturbed przyznał otwarcie, że przez bardzo długi czas celowo uciekał od czystego śpiewu.
Przez bardzo, bardzo długi czas skupiałem się na bardziej gardłowym, przesterowanym wokalu, ponieważ to styl, który idzie w parze z tym, czym jest Disturbed i czym jest rock. Czasami czułem, że to niewłaściwe, by nie iść w tę stronę. Kiedy więc po raz pierwszy to zrobiłem, uświadomiłem sobie, że nie śpiewałem tak czysto od czasu naszej drugiej płyty. Jest tam utwór "Darkness" [...]. To piękna piosenka, całkowicie akustyczna, wykonana w bardzo czysty, klasyczny sposób. Jednak w tamtym okresie całość spotkała się z ogromną krytyką. Ludzie nie chcieli, żebyśmy robili cokolwiek, co nie jest ciężkie. Dlatego przez lata bardzo bałem się pokazywać tę stronę. Dopiero nasz ówczesny producent, Kevin Churko, podczas pracy nad albumem "Immortalized", dodał mi odwagi i zachęcił mnie do tego kroku – wyjaśnił Draiman.
Wokalista podkreślił we wspomnianej rozmowie, że producent miał ogromny wpływ na ostateczny kształt coveru The Sound of Silence. – Próbowaliśmy tak wielu różnych wariantów wykonania wokalu dla każdej konkretnej sekcji tego utworu. To był pomysł Kevina, żeby zejść o oktawę niżej. To był jego pomysł na ten niski, szeptany śpiew... On jest genialny. Nie przypisuje mu się tylu zasług, na ile naprawdę zasługuje. Mam wobec niego prawdziwy dług wdzięczności. Powtarzam to od dawna – Kevin miał ogromny udział w tym, jak powstał ten utwór, o wiele większy niż ludziom się wydaje – dodał Draiman.
Opowiedział także, jak na tę wersję słynnego utworu zareagował Chester Bennington, nieżyjący już wokalista Linkin Park, z którym Draiman się przyjaźnił. – Pamiętam, że zadzwonił do mnie i powiedział: "Stary, nie miałem pojęcia, że potrafisz tak brzmieć. Musisz robić tego więcej!". Twierdził, że to powinien być mój znak rozpoznawczy. Był tym tak urzeczony i zaskoczony, że nie zdawał sobie sprawy, iż potrafię wejść w takie rejestry. To naprawdę nim wstrząsnęło. Szczerze mówiąc, mną też wstrząsnęło, kiedy po raz pierwszy odsłuchałem to przy konsolecie mikserskiej – dodał.
Numer, tak jak już zostało to wspomniane, odniósł olbrzymi sukces. Muzycy zdecydowanie się tego nie spodziewali. – Jak mogliśmy to przewidzieć? W tym gatunku muzycznym to było bezprecedensowe – podsumował w wywiadzie dla Colorado Springs Independent.