To nie piosenka o diable! Poznaj prawdziwe znaczenie hitu Van Halen
Gdy w 1978 roku z głośników po raz pierwszy ryknęło „Runnin' with the Devil”, niejednemu słuchaczowi ciarki przeszły po plecach. Tytuł, który sugerował pakt z siłami ciemności, rozpalił wyobraźnię i wzbudził kontrowersje. Jednak David Lee Roth, autor tekstu, puścił do wszystkich oko, bo prawda okazała się znacznie bardziej przyziemna. To nie jest opowieść o satanizmie, a o młodzieńczej wolności, gorączce trasy koncertowej i świadomym odrzuceniu życia zaplanowanego od A do Z. Słynny zwrot „Runnin' with the Devil” to po prostu potężna metafora życia bez smyczy i ograniczeń. To hymn o byciu kowalem własnego losu, nawet jeśli oznacza to samotność, co dobitnie podkreśla wers „I ain't got nobody”, będący deklaracją niezależności artysty.
To nie syrena! Poznaj sekret intro do „Runnin' with the Devil”
Zanim jeszcze usłyszymy legendarny riff, płytę otwiera kakofoniczny, przeszywający dźwięk. Wielu do dziś jest przekonanych, że to syrena alarmowa, jednak prawda jest znacznie bardziej kreatywna. Za ten chaos odpowiedzialne są klaksony samochodowe, które zamontowano na specjalnej płycie i podłączono do akumulatorów. Całość zsynchronizowano tak, by stworzyć ten charakterystyczny, dysonansowy zgrzyt. Mózgiem tej operacji był producent Ted Templeman, który chciał wejść na scenę z takim impetem, żeby nikomu nie przyszło do głowy przełączać stacji. Efekt przerósł najśmielsze oczekiwania i stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych intro w całej historii rocka.
Jeden riff Eddiego Van Halena, który na zawsze zmienił hard rocka
Gdy klaksony milkną, pałeczkę przejmuje gitarowy fundament, na którym opiera się cały utwór. Riff Eddiego Van Halena to absolutna pierwsza liga, majstersztyk w swojej prostocie i energii. Ta zagrywka stała się lekcją obowiązkową dla pokoleń gitarzystów marzących o graniu z prawdziwym pazurem. Z czasem piosenka urosła do rangi hymnu buntu, dźwiękowego manifestu dla wszystkich, którzy chcieli podkręcić głośność do jedenastu i pokazać światu środkowy palec. Pomimo kontrowersji wokół tytułu, jego przesłanie o byciu wiernym sobie jest absolutnie uniwersalne. To właśnie dlatego, dekady później, „Runnin' with the Devil” pozostaje kamieniem milowym hard rocka i potężnym kopniakiem czystej, rockandrollowej energii.