Ciężka, droga i staroświecka. Dlaczego Gibson Les Paul zniknął z rynku w 1960 roku?
Choć dzisiaj Gibson Les Paul jest symbolem rockowej potęgi, na początku lat 60. firma uznawała ten model za kompletny niewypał. Gitara, która zadebiutowała w 1952 roku, przegrywała walkę o klienta z nowoczesnymi i znacznie lżejszymi instrumentami od Fendera. Muzycy narzekali, że Gibson jest nieporęczny, a jego mahoniowy korpus to po prostu "łamiący kręgosłup" kawałek drewna. Dla młodych ludzi grających rock'n'rolla problemem był też wizerunek. Sygnatura Lesa Paula, cenionego muzyka jazzowego i popowego, kojarzyła się z poprzednim pokoleniem, podczas gdy idole nastolatków, jak Buddy Holly, dumnie prezentowali na scenie smukłe Stratocastery.
Sytuacja finansowa modelu była tak zła, że w latach 1958-1960 wyprodukowano zaledwie około 1700 egzemplarzy w wersji "Sunburst". Zarząd Gibsona uznał, że dalsza produkcja nie ma sensu i pod koniec 1960 roku całkowicie wycofał klasyczny kształt z oferty. Zamiast niego wprowadzono model SG, który był cieńszy i posiadał dwa ostre wcięcia. Sam Les Paul tak bardzo nie polubił nowej konstrukcji, że poprosił o usunięcie swojego nazwiska z główki gitary. Przez kilka lat wydawało się, że oryginalny, wypukły Gibson odejdzie w zapomnienie i pozostanie ciekawostką dla kolekcjonerów staroci.
Używany instrument za 130 funtów. Jak Eric Clapton odnalazł brzmienie na płycie "Blues Breakers"
Wszystko zmieniło się w 1965 roku dzięki przypadkowym zakupom młodego gitarzysty. Eric Clapton, grający wtedy w zespole John Mayall & the Bluesbreakers, szukał brzmienia swojego idola, Freddiego Kinga. Zobaczył go na okładce płyty z Gibsonem w rękach i postanowił zdobyć podobny model. W londyńskim sklepie Lew Davis kupił używanego Les Paula z 1960 roku za około 130 funtów. Nie był to dokładnie ten sam model, na którym grał King, ale Claptonowi wystarczyły zamontowane w nim przetworniki typu humbucker, które eliminowały szumy i dawały potężny sygnał.
Prawdziwa rewolucja wydarzyła się w kwietniu 1966 roku podczas sesji nagraniowej w Decca Studios. Clapton podłączył swoją gitarę bezpośrednio do mocno rozkręconego wzmacniacza Marshall, tworząc gęste, nasycone i niemal nieskończone brzmienie. Realizatorzy dźwięku byli przerażeni hałasem i domagali się, aby muzyk ściszył sprzęt, bo mikrofony nie wytrzymywały natężenia dźwięku. Gitarzysta pozostał jednak nieugięty, co ostatecznie doprowadziło do zarejestrowania jednego z najważniejszych brzmień w historii muzyki.
Tak właśnie gram – stwierdził Eric Clapton w trakcie sesji nagraniowej
Fala, której nie dało się zatrzymać. Jimmy Page i Keith Richards ruszają na zakupy
Kiedy płyta "Blues Breakers with Eric Clapton" trafiła do sklepów w lipcu 1966 roku, środowisko gitarowe przeżyło szok. Nikt wcześniej w Wielkiej Brytanii nie słyszał tak potężnego i śpiewnego tonu gitary elektrycznej. Nagle każdy chciał brzmieć jak Clapton, co wywołało natychmiastowy boom na rynku wtórnym. Brytyjscy muzycy zaczęli masowo przeszukiwać komisy w poszukiwaniu starych Gibsonów z lat 1958-1960, które jeszcze kilka miesięcy wcześniej kurzyły się na wystawach.
Śladem Claptona ruszyli najwięksi gracze tamtej epoki. Wkrótce z Les Paulami na szyi pojawili się Peter Green z Fleetwood Mac, Keith Richards z The Rolling Stones oraz Jimmy Page, który uczynił ten instrument fundamentem brzmienia Led Zeppelin. Ceny używanych modeli, które wcześniej były uznawane za niechciane, błyskawicznie poszybowały w górę. Muzycy rockowi wreszcie zrozumieli, że to, co Gibson uznawał za wadę – czyli ciężar i potężne przetworniki – było kluczem do uzyskania idealnego przesteru.
Wielki powrót do korzeni. Gibson wznawia produkcję legendarnego modelu w 1968 roku
Zarząd Gibsona z niedowierzaniem obserwował to, co działo się w Londynie i Stanach Zjednoczonych. Firma była zasypywana zapytaniami od dilerów i artystów, którzy błagali o przywrócenie starego modelu do sprzedaży. Stało się jasne, że wycofanie pierwotnego kształtu było gigantycznym błędem strategicznym. W 1968 roku firma oficjalnie wznowiła produkcję oryginalnego Gibsona Les Paul, najpierw w wersjach Custom i Goldtop, a wkrótce potem powracając do modelu z humbuckerami.
Decyzja ta okazała się finansowym strzałem w dziesiątkę, który uratował markę przed zapaścią. Co ciekawe, na całym zamieszaniu najwięcej zyskał sam Les Paul. Kiedy Gibson poprosił go o zgodę na ponowne użycie nazwiska, muzyk wynegocjował bardzo korzystny kontrakt. Do końca życia otrzymywał on procent od każdego sprzedanego egzemplarza gitary, która stała się absolutnym standardem w muzyce rockowej i metalowej.
"Święty Graal" rocka. Tajemnica kradzieży gitary "Beano Burst" Erica Claptona
Niestety, gitara, która wywołała tę całą lawinę, przepadła w niewyjaśnionych okolicznościach. Latem 1966 roku, tuż przed premierą słynnego albumu i podczas pierwszych prób grupy Cream, instrument Claptona został skradziony w Londynie. Do dzisiaj nie wiadomo, co się z nim stało, a egzemplarz ten, nazywany przez fanów "Beano Burst", uznawany jest za najcenniejszą zaginioną gitarę świata. Eksperci szacują, że gdyby instrument kiedykolwiek się odnalazł, jego wartość na aukcji mogłaby osiągnąć wiele milionów dolarów.