Billy Corgan i obsesyjna pogoń za rockowym tronem
Po samobójstwie lidera Nirvany w 1994 roku, Billy Corgan uznał, że nadszedł czas, aby przejąć pałeczkę lidera całego pokolenia. Lider The Smashing Pumpkins nie chciał nagrać zwykłej płyty, marzyło mu się opus magnum na miarę "The Wall" zespołu Pink Floyd. Ambicja ta przerodziła się jednak w obsesję kontroli, która sprawiła, że praca w studiu stała się dla pozostałych członków kapeli prawdziwym torem przeszkód. Corgan nie uznawał żadnych kompromisów i wymagał od kolegów całkowitego oddania wizji, którą miał w głowie.
Praca nad materiałem trwała od marca do sierpnia 1995 roku, głównie w Chicago Recording Company. Zespół praktycznie nie wychodził z budynku, pracując po 14, a nawet 16 godzin dziennie przez siedem dni w tygodniu. Corgan narzucił tempo, którego nikt nie był w stanie wytrzymać bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym. Każdy najmniejszy błąd czy brak precyzji ze strony basistki D'arcy Wretzky lub gitarzysty Jamesa Ihy był traktowany przez lidera jako osobisty atak na jego wielkie plany.
Flood, Moulder i "system dwóch pokojów" w The Smashing Pumpkins
Aby uniknąć sytuacji z poprzedniej płyty, gdzie Corgan sam nagrał niemal wszystkie instrumenty, zatrudniono nowych producentów – Flooda oraz Alana Mouldera. Ich zadaniem było zmuszenie całego składu do wspólnej gry. Wprowadzono specyficzny podział pracy: w jednym pomieszczeniu Corgan szlifował główne kompozycje, a w drugim James Iha i D'arcy Wretzky mieli pracować nad swoimi partiami. Miało to dać im poczucie autonomii, ale w rzeczywistości stało się narzędziem jeszcze większej presji.
Tytuł Mellon Collie and the Infinite Sadness brzmi jak głęboki, przemyślany koncept, ale Corgan przyznał, że wymyślił go na poczekaniu, pod presją, bo wydawał mu się odpowiednio pretensjonalny i pasujący do rockowego epickiego dzieła – wspominał autor biografii zespołu Jim DeRogatis
Choć muzycy dostali własny pokój do pracy, ich wysiłki często lądowały w koszu. Corgan regularnie odwiedzał drugie studio, przesłuchiwał nagrany materiał i bez mrugnięcia okiem wyrzucał całe dnie pracy kolegów, twierdząc, że ich propozycje są po prostu zbyt słabe. Taka forma mikrozarządzania doprowadziła do tego, że pod koniec sesji członkowie zespołu niemal ze sobą nie rozmawiali, komunikując się głównie przez menadżerów lub producentów.
Nocne poprawki i 70 ścieżek gitar w jednym utworze
Lider The Smashing Pumpkins był chorobliwym perfekcjonistą. Gdy zbliżały się terminy oddania gotowego materiału, Corgan wracał do swoich starych nawyków. Jeśli uznał, że James lub D'arcy nie grają idealnie, zostawał w studiu na nocną zmianę i potajemnie sam nagrywał ich partie od nowa. Szacuje się, że mimo obietnic o wspólnym tworzeniu, większość skomplikowanych partii rytmicznych na albumie i tak wyszła spod palców Corgana. W studiu zgromadził ponad 60 różnych gitar i dziesiątki wzmacniaczy, by uzyskać wymarzone brzmienie.
Skala produkcji była przytłaczająca dla ówczesnej technologii. W utworze "Thru the Eyes of Ruby" Corgan nałożył na siebie około 70 ścieżek gitarowych. Systemy nagraniowe i taśmy analogowe ledwo wytrzymywały taką ilość danych, a inżynierowie dźwięku byli bliscy szału, próbując to wszystko złożyć w spójną całość. Nawet jeden z największych hitów, "Bullet with Butterfly Wings", z legendarnym wersem o szczurze w klatce, był bezpośrednim odzwierciedleniem frustracji lidera, który czuł się uwięziony przez własne ambicje i oczekiwania wytwórni.
Uzależnienia i tragedia w cieniu wielkiego sukcesu
Jedynym muzykiem, którego Corgan naprawdę szanował pod względem technicznym, był perkusista Jimmy Chamberlin. Jednak on również przechodził przez piekło – w trakcie nagrań zmagał się z potężnym uzależnieniem od heroiny, co pogorszyło się jeszcze po śmierci jego ojca. Sesje były przerywane, by szukać perkusisty na ulicach Chicago lub czekać, aż dojdzie do siebie. Zmuszany do grania dziesiątek dubli jednego utworu na "głodzie", Chamberlin często wybuchał agresją, co jeszcze bardziej zagęszczało i tak toksyczną atmosferę w zespole.
Ostatecznie "Mellon Collie and the Infinite Sadness" odniosło gigantyczny sukces, debiutując na pierwszym miejscu listy Billboardu i sprzedając się w milionach egzemplarzy na całym świecie. Płyta zdobyła siedem nominacji do Grammy i ugruntowała pozycję kapeli w historii rocka. Jednak cena za to arcydzieło była straszliwa. Podczas trasy promującej album w 1996 roku, w wyniku przedawkowania narkotyków zmarł klawiszowiec Jonathan Melvoin, a Chamberlin został natychmiast wyrzucony z grupy. Tyrania lidera i nieludzka presja podczas sesji nagraniowych na zawsze zniszczyły relacje między muzykami, a zespół nigdy nie wrócił do dawnej jedności.