Fascynacja albumem "Low" i utworem "Warszawa". Jak David Bowie wpłynął na Iana Curtisa?
Początki jednej z najważniejszych grup w historii post-punka sięgają 1976 roku, kiedy to pod wpływem koncertu Sex Pistols w Manchesterze, Bernard Sumner i Peter Hook postanowili założyć zespół. Początkowo występowali pod narzuconą im nazwą "Stiff Kittens", której szczerze nienawidzili. Szukając czegoś, co lepiej oddawałoby ich poważne podejście do sztuki, zwrócili się w stronę swojego idola, Davida Bowiego. W styczniu 1977 roku Bowie wydał album "Low", na którym znalazł się mroczny, niemal żałobny utwór instrumentalny zatytułowany "Warszawa".
Kompozycja ta powstała po krótkiej wizycie Bowiego w polskiej stolicy w 1973 roku. Artysta, podróżując pociągiem, zatrzymał się na stacji Warszawa Gdańska i podczas krótkiego spaceru poczuł przygnębiającą atmosferę miasta znajdującego się za żelazną kurtyną. Kupiona wtedy płyta zespołu "Śląsk" zainspirowała go do stworzenia partii wokalnych w wymyślonym języku, które stały się fundamentem utworu. Dla Iana Curtisa i Stephena Morrisa, którzy byli fanatykami Bowiego, nazwa Warsaw stała się idealnym symbolem nowej drogi artystycznej. Oficjalnie przyjęli ją w lutym 1977 roku, odcinając się od punkowej naiwności swoich pierwszych prób.
Polecany artykuł:
Manchester jak powojenna Polska. Dlaczego surowy klimat stolicy pasował do muzyki zespołu?
Wybór nazwy Warsaw nie był jedynie hołdem dla idola, ale też wyrazem głębokiego porozumienia z estetyką zniszczonego miasta. Manchester pod koniec lat 70. XX wieku był miejscem ponurym, pełnym opuszczonych fabryk, dymu i ceglanych ruin, co muzykom kojarzyło się z obrazami powojennej Polski. Ian Curtis i Bernard Sumner pasjonowali się historią II wojny światowej oraz literaturą dystopijną, a nazwa polskiej stolicy przywoływała w ich głowach obrazy powstania, getta i totalitarnego ucisku. Ta psychogeograficzna więź między Manchesterem a Warszawą sprawiła, że zespół zaczął tworzyć muzykę znacznie mroczniejszą i bardziej duszna niż ich punkowi koledzy z Londynu.
Konflikt z grupą Warsaw Pakt. Dlaczego muzycy musieli zrezygnować z nazwy?
Choć zespół pod nazwą Warsaw zdążył nagrać sporo materiału (później wydanego na płycie o tym samym tytule), ich czas pod tym szyldem dobiegł końca pod koniec 1977 roku. Powodem była rosnąca rozpoznawalność innej grupy z Londynu o nazwie Warsaw Pakt. Londyńska kapela zyskała spory rozgłos w prasie muzycznej po tym, jak nagrała i wydała swój album "Needle Time" w zaledwie 24 godziny. Promotorzy i dziennikarze zaczęli mylić oba składy, co stawało się dla muzyków z Manchesteru coraz bardziej uciążliwe.
Aby uniknąć problemów prawnych i ciągłych pomyłek z Warsaw Pakt, musieliśmy natychmiast znaleźć coś nowego, co będzie równie mocne – przyznał po latach Bernard Sumner w swojej biografii
Ostatni koncert pod starą nazwą zagrali w sylwestra 1977 roku. Zmiana była konieczna nie tylko ze względów prawnych, ale też wizerunkowych. Muzycy chcieli uniknąć skojarzeń z typowym londyńskim punkiem, który reprezentował ich imiennik, i pragnęli pójść w stronę jeszcze bardziej eksperymentalnego, chłodnego brzmienia. Tak narodziła się legenda, która na zawsze zmieniła oblicze rocka.
Od "Warsaw" do "Joy Division". Mroczne inspiracje literaturą obozową
Nowa nazwa, Joy Division, została zaczerpnięta przez Iana Curtisa z noweli "Dom lalek" autorstwa Karola Cetinsky'ego, ocalałego z Holokaustu. Książka opisywała oddziały zmuszanych do prostytucji kobiet w nazistowskich obozach koncentracyjnych, nazywane w języku niemieckim "Freudenabteilung". Wybór ten wywołał w Wielkiej Brytanii spore kontrowersje i oskarżenia o sympatie neonazistowskie, przed którymi muzycy musieli się wielokrotnie bronić. Curtis tłumaczył jednak, że interesuje go natura zła i ludzkie cierpienie, a nazwa stanowi kontynuację wojennych fascynacji, które wcześniej wyrażali poprzez nazwę Warsaw.
Nawet po zmianie nazwy, polskie i wojenne echa pozostały w ich twórczości. Jednym z ich najpopularniejszych utworów z wczesnego okresu pozostała piosenka zatytułowana właśnie "Warsaw". Zaczyna się ona od słynnego wykrzyczanego przez Curtisa ciągu cyfr: "3 5 0 1 2 5 Go!". Był to numer identyfikacyjny Rudolfa Hessa, co po raz kolejny pokazywało, jak głęboko zespół był zanurzony w mrocznej historii Europy, którą zaczęli odkrywać właśnie dzięki piosence Davida Bowiego o polskiej stolicy.