Nikki Sixx umarł na dwie minuty. Tak powstał nieśmiertelny hymn Mötley Crüe
Są w historii rock'n'rolla daty, które brzmią głośniej niż przesterowana gitara. Jedną z nich jest bez wątpienia 23 grudnia 1987 roku. To właśnie wtedy, w jednym z hollywoodzkich apartamentów, rockowy mit zderzył się z brutalną rzeczywistością. Basista Mötley Crüe, Nikki Sixx, po przedawkowaniu heroiny został oficjalnie uznany za zmarłego. Jego serce zamilkło na dwie długie minuty, a na twarzy pojawiła się sina maska śmierci. W ostatniej chwili na scenę wkroczyli ratownicy medyczni, podejmując desperacką próbę reanimacji. Dwa potężne zastrzyki adrenaliny wbite prosto w serce zadziałały jak uderzenie pioruna, dosłownie wyrywając muzyka ze szponów kostuchy i dając początek jednej z najbardziej elektryzujących legend w dziejach rocka.
To wstrząsające doświadczenie stało się iskrą zapalną dla utworu, który miał wkrótce wstrząsnąć listami przebojów. Dwa lata później, na albumie "Dr. Feelgood", świat usłyszał "Kickstart My Heart" będący niemal reporterskim zapisem tamtych dramatycznych chwil. Kawałek, którego tytuł to przecież nic innego jak dosłowne nawiązanie do adrenalinowego kopa, stał się potężnym hymnem o triumfie życia nad śmiercią. Kompozycja wspięła się na 27. miejsce listy Billboard Hot 100, a jej surowa energia i autobiograficzny ciężar na stałe wpisały ją do panteonu nieśmiertelnych rockowych klasyków.
Slash i Adler patrzyli na śmierć Sixxa. Kto naprawdę go uratował?
W tej walce o życie Nikki Sixx nie był sam. W pokoju przy Franklin Plaza Apartments zebrała się prawdziwa śmietanka rockowej sceny Los Angeles, w tym Slash i Steven Adler z Guns N' Roses oraz Robbin Crosby z Ratt. Pierwszej pomocy, w postaci resuscytacji krążeniowo-oddechowej, próbowała udzielać Sally McLaughlin, ówczesna dziewczyna Slasha. Wokół samej akcji narosła jednak mgła kontrowersji, jak to w rockowych legendach bywa. Steven Adler do dziś twierdzi, że to on ocucił Sixxa zimnym prysznicem i uderzeniami, zanim jeszcze na miejscu pojawili się ratownicy. Sam Sixx konsekwentnie trzyma się wersji o dwóch zastrzykach adrenaliny, która stała się gitarowym fundamentem dla mitu „Kickstart My Heart”.
Doświadczenie basisty nabrało również wymiaru niemal mistycznego, co szczegółowo opisał w swojej autobiografii. Sixx relacjonował przeżycie pozacielesne, podczas którego obserwował swoje bezwładne ciało leżące na noszach i otoczone oślepiającym, białym światłem. Czuł, jak jego dusza odrywa się od fizycznej powłoki. Dramaturgii całej sytuacji dopełniła brawurowa ucieczka ze szpitala. Wbrew zaleceniom lekarzy, Sixx wyrwał sobie kroplówkę i opuścił placówkę w samych skórzanych spodniach. Jak głosi anegdota, na parkingu spotkał dwie fanki, które opłakiwały jego rzekomą śmierć.
Jak Mötley Crüe zamieniło odwyk w platynowy album? Historia "Dr. Feelgood"
Bliskie spotkanie z kostuchą okazało się brutalnym, ale koniecznym przebudzeniem dla całego Mötley Crüe. Zespół, zmuszony do konfrontacji z niszczycielskimi demonami uzależnienia, podjął jedyną słuszną decyzję i udał się na odwyk. Zadeklarowana trzeźwość stała się kluczem do otwarcia nowego rozdziału i warunkiem rozpoczęcia prac nad kolejnym albumem. Sesje nagraniowe do "Dr. Feelgood" odbywały się w nowej, profesjonalnej atmosferze pod czujnym uchem producenta Boba Rocka. Ten, aby uniknąć konfliktów i poskromić wybujałe ego muzyków, nagrywał partie każdego z nich osobno. Nowa dyscyplina i skupienie na muzyce przyniosły spektakularne rezultaty.
Wydany 28 sierpnia 1989 roku album „Dr. Feelgood” okazał się komercyjnym i artystycznym nokautem, lądując na samym szczycie kariery Mötley Crüe. Płyta jako jedyna w dyskografii zespołu zdobyła szczyt listy Billboard 200 i pokryła się w Stanach Zjednoczonych sześciokrotną platyną. Ten sukces był ostatecznym dowodem na to, że grupa potrafiła przekuć swoje najmroczniejsze doświadczenia w czystą, twórczą energię. Historia Nikkiego Sixxa, od medycznej śmierci po stworzenie nieśmiertelnego hymnu, stała się symbolem rockowego odrodzenia. To właśnie ona scementowała status albumu „Dr. Feelgood” jako jednego z najważniejszych monumentów ery glam metalu.