R.E.M. to zespół zdecydowanie kultowy, jeśli chodzi o świat muzyki alternatywnej. Formacja powstała w 1980 roku w mieście Athens w Stanach Zjednoczonych. Od samego początku skład tworzyli Michael Stipe, Bill Berry, Peter Buck oraz Mike Mills. Grupa już w 1982 roku wydała debiutancką EP-kę Chronic Town, a rok później pełnoprawny album - Murmur.
Ogólną rozpoznawalność i uznanie zespół zyskał w latach 90., w dużej mierze za sprawą albumu Out of Time z 1991 roku. To właśnie z tego, wydanego 35 lat temu, legendarnego wydawnictwa pochodzą cieszące się dziś statusem przebojów Losing My Religion oraz Shiny Happy People.
R.E.M. oficjalnie zakończyło działalność w 2011 roku z piętnastoma płytami na koncie. Choć muzycy od dawna mówią wprost o tym, że ani myślą o reaktywacji, na przestrzeni ostatnich lat zdarzyło się im kilka razy ponownie, przy różnych okazjach, stanąć na scenie. Nic więc dziwnego, że pytania o możliwy powrót grupy regularnie wracają.
Muzyk R.E.M. zareagował na pytanie o szansę na powrót zespołu
Całkiem niedawno wywiadu dla MOJO udzielił Peter Buck. Gitarzysta został otwarcie zapytany o to, czy po kilku wspólnych występach zespół zaczął rozważać możliwość reaktywacji i koncertowania na większą skalę. Muzyk wprost stwierdził absolutnie nikt nie rozmawiał o tego typu rozwiązaniu.
Buck dodał, że w chwili, gdy R.E.M. podjęło decyzję o zakończeniu działalności, on sam czuł, że to bardzo odpowiedni moment. Jak stwierdził, stało się to w chwili, gdy muzycy zespołu mieli jeszcze szansę na to, aby skupić się na innych projektach i działalności na własną rękę. Gitarzysta dobitnie dodał, że formacja dotarła już do końca swojej drogi, która sama w sobie była naprawdę dobra i obfitowała w wiele sukcesów. Otwarcie stwierdził także, że R.E.M. z pewnością nie dołączą do grona zespołów, które nagle, po latach, ogłaszają wielkie, reaktywacyjne trasy koncertowe czy nagrywają nowy album:
Dotarliśmy do końca tej drogi. I to była wspaniała droga i jestem naprawdę dumny, że zrobiłem to ze wszystkimi, ale po prostu wydawało się, że to naprawdę dobry moment, żeby odejść. I w przeciwieństwie do wszystkich innych zespołów na świecie poza The Smiths, nie będziemy odbywać słynnej trasy reaktywacyjnej albumu ani niczego takiego. To po prostu się nie wydarzy. Każdy ma swoje wspomnienia i są one święte. Zagraliśmy te koncerty, nagraliśmy te płyty, wystąpiliśmy najlepiej, jak potrafiliśmy, a teraz ta historia się kończy. Myślę, że to świetne. Nie chcę jechać w trasę, żeby zarobić więcej pieniędzy lub być sławnym. Nie po to się to robi. Do samego końca naszej kariery skupialiśmy się na nowej płycie, pchając ją w kolejnym kierunku. Kiedy to się skończy, to przepadnie. Po prostu nie chcę być tym zespołem, który zostawi po sobie dziedzictwo na Glastonbury, grając nasze 40-letnie hity. Wspaniale, że zrobiliśmy to wszystko, kiedy to zrobiliśmy, i jestem naprawdę dumny z występów. Nie chcę tego umniejszać, wychodząc tylko dla ego i pieniędzy. Nie potrzebuję pieniędzy, a moje ego? Cóż, miałem już wystarczająco dużo oklasków, żeby starczyło na 10 żyć - stwierdził Peter Buck.