Bracia Davies i korzenie nienawiści wewnątrz The Kinks
Ray i Dave Davies stworzyli fundamenty pod hard rocka, ale ich wzajemna nienawiść niemal zniszczyła zespół. Ray był starszym o 3 lata introwertykiem, który chciał kontrolować każdy aspekt działania grupy, natomiast Dave był porywczym ekstrawertykiem nadużywającym alkoholu. Ich relacja opierała się na nieustannej walce o władzę i uznanie. Jednym z głównych punktów spornych było autorstwo słynnego, przesterowanego riffu w utworze "You Really Got Me" z 1964 roku. Dave twierdził, że to on uzyskał to brzmienie, nacinając głośnik wzmacniacza żyletką, jednak to Ray jako autor piosenki zbierał większość pochwał i pieniędzy.
Do legendy przeszła sytuacja z 1996 roku, która idealnie obrazuje ich relacje. Podczas imprezy z okazji 50. urodzin Dave’a, Ray wpadł w furię, gdy brat próbował poczęstować się jedną frytką z jego talerza. Starszy z braci chwycił widelec i wbił go w klatkę piersiową Dave’a. Ten incydent, choć miał miejsce wiele lat po największych sukcesach grupy, pokazuje, że napięcie między nimi nigdy nie wygasło.
Ray jest dupkiem. Zawsze był i zawsze będzie – stwierdził Dave Davies w jednym z późniejszych wywiadów
Krwawa jatka w Cardiff i cios perkusyjnym statywem
Toksyczna atmosfera między braćmi udzielała się reszcie zespołu, co 19 maja 1965 roku doprowadziło do makabrycznych scen podczas koncertu w Cardiff. Dave Davies, kontynuując kłótnię z poprzedniego wieczoru, podszedł do perkusisty Micka Avory'ego i celowo kopnął w jego zestaw. Rozwścieczony muzyk chwycił metalowy pedał od hi-hatu i uderzył Dave'a w głowę z taką siłą, że gitarzysta padł nieprzytomny na scenę. Avory uciekł z klubu w panice, będąc przekonanym, że zabił kolegę, a zespół musiał natychmiast przerwać występy.
Skandal w USA i czteroletni zakaz koncertowania
Największym błędem w karierze The Kinks była jednak ich pierwsza amerykańska trasa w 1965 roku. Zespół zachowywał się fatalnie: muzycy regularnie pili, kłócili się na scenie, grali niedbale, a czasem odmawiali wyjścia przed publiczność bez gotówki do ręki. Gwoździem do trumny była bójka podczas nagrań do programu telewizyjnego. Ray Davies, sprowokowany antybrytyjską obelgą ze strony przedstawiciela Amerykańskiej Federacji Muzyków (AFM), miał uderzyć oficjela prosto w twarz.
Efektem tego skandalu był bezprecedensowy zakaz występów w Stanach Zjednoczonych, który obowiązywał od 1965 do 1969 roku. W czasie, gdy The Beatles grali na wielkich stadionach, a The Who podbijali festiwale, The Kinks zostali całkowicie odcięci od największego rynku muzycznego na świecie. Organizacja AFM oskarżyła ich o niepłacenie składek, łamanie kontraktów i skrajny brak profesjonalizmu, co skutecznie zahamowało ich światową ekspansję w najważniejszym momencie brytyjskiej inwazji.
Przymusowa izolacja i narodziny brytyjskich arcydzieł
Choć ban na koncerty w USA był finansową katastrofą, paradoksalnie pomógł Rayowi Daviesowi odnaleźć unikalny styl. Zamiast ścigać się z amerykańskimi trendami i kulturą hippisowską, artysta zaczął pisać bardzo angielskie, nostalgiczne teksty o klasie robotniczej i wiktoriańskich tradycjach. To właśnie w tym okresie izolacji powstały albumy uznawane dziś za absolutne klasyki, takie jak "Face to Face" czy opus magnum zespołu – "The Kinks Are the Village Green Preservation Society".
Powrót do Ameryki i życie na różnych piętrach
Zakaz został ostatecznie zniesiony dopiero w 1969 roku, po tym jak Ray Davies osobiście poleciał do USA, by błagać urzędników o wybaczenie i podpisać zobowiązanie do przestrzegania zasad porządku. Powrót był promowany jako wielkie wydarzenie, ale lata nienawiści zrobiły swoje. Do końca istnienia zespołu organizatorzy tras musieli pilnować, by bracia Davies mieszkali na innych piętrach w hotelach i korzystali z oddzielnych garderob. Tylko tak można było mieć pewność, że nie pobiją się przed wejściem na scenę, co stało się ich smutnym znakiem rozpoznawczym.