Robert Mapplethorpe od początku był wyborem Patti Smith
Patti Smith i Robert Mapplethorpe poznali się w Nowym Jorku w 1967 roku. Byli wtedy początkującymi artystami, mieszkali między innymi w Hotelu Chelsea i wzajemnie wspierali się w poszukiwaniu własnego języka twórczego. Ich relacja uczuciowa z czasem się skończyła, ale nie przerwała bliskości ani współpracy. Dla Smith Mapplethorpe był kimś znacznie więcej niż fotografem zatrudnionym do wykonania okładki.
Kiedy wokalistka przygotowywała debiutancki album „Horses”, wydany przez Aristę w 1975 roku, nie miała wątpliwości, kto powinien zrobić zdjęcie na okładkę. Chciała portretu, a nie wizerunku ułożonego według promocyjnych reguł branży muzycznej. W autobiografii „Just Kids” wspominała, że chciała, by obraz Mapplethorpe’a stał się wizualną oprawą jej muzycznej deklaracji. Okładka od początku była więc wspólnym dziełem dwojga ludzi, którzy rozumieli swoje ambicje jeszcze zanim którekolwiek z nich zdobyło rozgłos.
Pochmurny dzień i dwanaście kadrów
Zdjęcia wykonano w 1975 roku w penthousie Sama Wagstaffa przy One Fifth Avenue na Manhattanie. Wagstaff, partner i mecenas Mapplethorpe’a, udostępnił niemal puste, białe mieszkanie z dużymi oknami. Mapplethorpe wybrał to miejsce przede wszystkim ze względu na światło wpadające przez narożne okno. Na ścianie tworzyło ono wyraźny, geometryczny cień, który później stał się częścią kompozycji.
Dzień był pochmurny, dlatego Mapplethorpe czekał na krótkie przejaśnienie. Gdy światło wróciło, musiał działać szybko, bo zbliżał się zmrok. To właśnie dlatego gotowa fotografia jest tak oszczędna: nie ma na niej dekoracji, rekwizytów ani scenicznego przepychu. Są tylko postać Smith, jasna ściana i kontrast czerni z bielą.
Podczas całej sesji Mapplethorpe zrobił zaledwie dwanaście zdjęć. Kilka dni później pokazał Smith stykówkę, a ona bez wahania wybrała jedno zdjęcie. Nie chodziło o długie szukanie najlepszej pozy ani o dziesiątki wariantów stylizacji. Smith przyszła z przemyślanym wyglądem, a on miał gotową wizję kadru i światła.
Koszula z Bowery i marynarka na wzór Sinatry
Biała koszula nie była przypadkowym elementem garderoby. Smith kupiła kilka takich koszul w Salvation Army na Bowery, a Mapplethorpe poprosił ją tylko o jedno: żeby przyszła w czystej koszuli, bez plam. Wybrała egzemplarz z wyszytym monogramem, kojarzący jej się z fotografią Jeana Geneta autorstwa Brassaïa. Obcięła też mankiety, żeby rękawy lepiej układały się pod marynarką. W tym stroju spotkały się jej fascynacje literaturą, kinem i dawną fotografią.
Początkowo Smith miała na sobie czarną marynarkę z przypinką przedstawiającą konia, podarowaną przez Allena Laniera. Kiedy pojawiło się odpowiednie światło, Mapplethorpe poprosił ją, by ją zdjęła, ponieważ chciał mocniej wydobyć biel koszuli. Smith zarzuciła ją wtedy na ramię, świadomie nawiązując do stylu Franka Sinatry. Gest sprawia wrażenie spontanicznego, ale w kompozycji pełni konkretną funkcję: przełamuje pion sylwetki i wprowadza ciemny kontrast wobec koszuli oraz ściany.
Frontalna poza Smith bywa również łączona z autoportretem Albrechta Dürera z 1500 roku. Podobieństwo nie dotyczy kostiumu, ale bezpośredniego spojrzenia, osiowego ustawienia postaci i powagi portretu. Mapplethorpe nie przedstawiał Smith jako rockowej seksbomby ani gwiazdy pozującej do promocyjnego zdjęcia. Zbudował obraz osoby, która patrzy prosto w obiektyw i nie potrzebuje dodatkowych ozdobników, by zaznaczyć swoją obecność.
Portret, który określił wizerunek „Horses”
Czarno-biała okładka wyprowadzała Smith poza ówczesne schematy kobiecego wizerunku w rocku. Jej wizerunek bywa opisywany jako androgyniczny, ponieważ łączy elementy męskiego stroju z wyraźnie indywidualną, niepodporządkowaną pozą. Nie jest to deklaracja tożsamości artystki, lecz opis sposobu, w jaki przekroczyła utrwalone kody wizerunkowe. Surowość portretu odpowiadała wizerunkowi Smith, poetki wchodzącej do świata rocka z własnym językiem i własną historią.
Tak samo działała sama płyta. „Horses” łączyło literacką wyobraźnię Smith z energią jej zespołu, a producent John Cale pomógł przenieść ją do studia bez nadmiernego wygładzania brzmienia. Album szybko został uznany za ważne dzieło punk rocka, a w 2009 roku trafił do National Recording Registry Biblioteki Kongresu. Dlatego zdjęcie nie jest tylko rozpoznawalną okładką debiutu. Biała koszula i marynarka przerzucona przez ramię stały się trwałym symbolem artystycznej relacji Patti Smith i Roberta Mapplethorpe’a, uchwyconej w jednym prostym kadrze.