Pociął głośnik żyletką z czystej furii. Jak gitarzysta The Kinks stworzył brzmienie, które zmieniło świat

2026-02-21 17:35

Czasem najpotężniejsze rockowe brzmienia rodzą się nie ze studyjnej precyzji, lecz z czystej, niekontrolowanej furii. Historia jednego z najbardziej przełomowych riffów lat 60. zaczęła się od ataku złości młodego gitarzysty na swój wzmacniacz. To właśnie opowieść o pociętych żyletką głośnikach w "You Really Got Me" pokazuje, jak zniszczenie sprzętu dało początek rewolucji.

The Kinks

i

Autor: Materiały prasowe/ Materiały prasowe

Gniew, żyletka i pocięty głośnik. Szalony patent Dave'a Daviesa na przester

Historia rocka pełna jest mitów i legend, ale niewiele z nich ma tak ostry i namacalny początek, jak ta, która dała światu riff z "You Really Got Me". Wszystko zaczęło się od erupcji czystej frustracji siedemnastoletniego Dave'a Daviesa, gitarzysty The Kinks, który miał serdecznie dość anemicznego brzmienia swojego wzmacniacza Elpico. Chwycił więc za żyletkę i bez chwili wahania pociął membranę głośnika, tworząc w niej prawdziwe spustoszenie. Jakby tego było mało, dołożył kilka pchnięć szpilkami do dzianin, by wibracje stały się jeszcze bardziej chaotyczne. Ten akt wandalizmu, napędzany młodzieńczym gniewem po rozstaniu z dziewczyną, nie był bezmyślną destrukcją. Było to instynktowne poszukiwanie brzmienia, które mogłoby wykrzyczeć jego emocje. To właśnie z tego zmasakrowanego serca wzmacniacza narodził się surowy, chrapliwy ton, który na zawsze zmienił muzykę gitarową.

Producent podczas nagrywania po prostu kopał wzmacniacz

Sama dewastacja sprzętu to jednak za mało, by zapisać się w rock'n'rollowym dekalogu. Surowa, dzika moc potrzebowała studyjnego okiełznania, a genialny w swej prostocie pomysł Daviesa został tam podkręcony do jedenastu. Zniszczony wzmacniacz Elpico podłączono jako preamp do potężniejszego Voxa AC30, co zamieniło zniekształcony sygnał w sonicznego potwora. Producent Shel Talmy dorzucił do tego swoje magiczne sztuczki, nagrywając gitarę na dwóch osobnych ścieżkach, jednej przesterowanej i drugiej czystej. Aby dodać całości jeszcze więcej surowego charakteru, Talmy podczas nagrywania po prostu kopał wzmacniacz. To, w połączeniu z nowatorskim podejściem do nagrywania perkusji z użyciem wielu mikrofonów, stworzyło ścianę dźwięku, jakiej świat w 1964 roku jeszcze nie słyszał.

Najbardziej wyczekiwane koncerty rockowe i metalowe w Polsce w 2026 roku

"You Really Got Me" miało być jazzowym kawałkiem?

Zanim "You Really Got Me" stało się rockowym taranem, jego korzenie były zaskakująco łagodne. Wszystko zaczęło się przy fortepianie w rodzinnym domu braci Davies, gdzie Ray skomponował utwór o wyraźnie jazzowym zabarwieniu, inspirowany liniami melodycznymi saksofonu. Dopiero interwencja Dave'a pchnęła piosenkę na zupełnie inne tory. Młodszy z braci przełożył subtelną melodię na brutalny język gitary, zamieniając ją w potężny riff oparty na power chordach, który czerpał energię z garażowego ryku "Louie Louie" The Kingsmen. Ta fundamentalna transformacja okazała się iskrą, która przekształciła piosenkę w międzypokoleniowy hymn buntu.

Niewiarygodna historia hitu The Kinks

Droga do uwiecznienia tego brzmienia na winylu była jednak wyjątkowo wyboista. Pierwsze dwa single The Kinks okazały się komercyjną klapą, a wytwórnia Pye Records straciła wiarę w sukces zespołu. Pierwsza sesja nagraniowa "You Really Got Me" w czerwcu 1964 roku okazała się kompletną porażką, w której rewolucyjny dźwięk gitary utonął w morzu studyjnego echa. Ray Davies postawił sprawę na ostrzu noża, grożąc, że nie będzie promował utworu, jeśli nie zostanie on nagrany ponownie. Wytwórnia odmówiła jednak sfinansowania kolejnej próby, więc menadżerowie zespołu, Larry Page i Robert Wace, postawili wszystko na jedną kartę i wyłożyli 200 funtów z własnej kieszeni. To dzięki ich determinacji 12 lipca 1964 roku w IBC Studios narodziła się ostateczna, ikoniczna wersja utworu.

Czy Jimmy Page zagrał solo w "You Really Got Me"? Prawda o legendarnym micie

Natychmiastowy sukces piosenki, która wbiła się na szczyt brytyjskiej listy przebojów i do pierwszej dziesiątki w USA, był dowodem na to, że świat czekał na brudniejsze brzmienia. Wpływ "You Really Got Me" był sejsmiczny. Pete Townshend z The Who otwarcie przyznał, że hit jego zespołu, "I Can't Explain", był świadomą próbą skopiowania mocy i energii The Kinks. Nawet sam Jimi Hendrix, spotykając Daviesa po latach, określił jego riff jako kamień milowy w historii rocka. Dźwięk, z którego początkowo podśmiewały się inne zespoły na trasach, błyskawicznie stał się wzorem dla przyszłych pokoleń muzyków punkowych i heavymetalowych.

Jak każda wielka legenda, także i ta obrosła w gęstą mgłę mitów. Przez dziesięciolecia krążyła uporczywa plotka, jakoby słynne solo gitarowe zagrał młody muzyk sesyjny, Jimmy Page. Zarówno Page, bracia Davies, jak i producent Shel Talmy wielokrotnie i kategorycznie temu zaprzeczali. Podobne zamieszanie dotyczyło partii fortepianu, którą błędnie przypisywano Jonowi Lordowi z Deep Purple, podczas gdy w rzeczywistości zagrał ją Arthur Greenslade. Te anegdoty tylko dowodzą, jak wielki soniczny chaos rozpętał jeden zbuntowany siedemnastolatek. Wystarczyła mu do tego żyletka i stary wzmacniacz, by przypadkiem napisać pierwszy rozdział nowej rock'n'rollowej biblii.