Amy Lee wspomina powstanie najsłynniejszego utworu Evanescence. "Bałam się, że staniemy się gwiazdą jednego przeboju"

Amy Lee po latach postanowiła, w bardzo szczerym wywiadzie, opowiedzieć o historii powstania największego przeboju w dorobku Evanescence. Wokalistka przypomniała, że wytwórnia postawiła zespołowi brutalne ultimatum już na początku kariery, jeszcze przed wydaniem debiutanckiego albumu.

Amy Lee z Evanescence na tle czerwonych i niebieskich świateł. O historii piosenki przeczytasz na EskaRock.
Autor: Amy Lee/ Facebook

Amy Lee wspomina powstanie najsłynniejszego utworu Evanescence. Początki zdecydowanie nie były łatwe dla zespołu 

Bring Me To Life to absolutny klasyk i utwór, który zdefiniował brzmienie początku lat dwutysięcznych i okazał się największym przebojem w dorobku formacji Evanescence. Kultowy rapowany motyw nie był pomysłem zespołu, a efektem szantażu ze strony wytwórni. Wokalistka Amy Lee, w najnowszym wywiadzie, powróciła wspomnieniami do tamtego okresu. 

Ówczesny wydawca grupy, wytwórnia Wind Up, postawiła muzykom bezwzględne ultimatum: w singlu musi pojawić się męski głos, który "pomoże sprzedać utwór w radiu". Jeśli tak się nie stanie, to płyta zostanie odłożona na półkę.

Na początku XXI wieku na rynku muzycznym rządziły zespoły nu metalowe, w których dominowali mężczyźni. Wytwórnia bała się wydać debiut grupy, na którego czele stała kobieta. 

Najważniejsze światowe zespoły nu metalowe. Oto ranking grup, które odmieniły oblicze współczesnego rocka i metalu

Co ciekawe, pierwotny plan wytwórni był jeszcze bardziej drastyczny – chcieli zorganizować przesłuchania i zatrudnić rapera na stałe, by udzielał się w większości utworów przygotowanych na płytę. Na takie rozwiązanie muzycy Evanescence zdecydowanie nie chcieli się zgodzić. 

Po trzech tygodniach ciszy wytwórnia zadzwoniła z nową propozycją. Okazało się, że piosenką Bring Me to Life zainteresowali się twórcy ścieżki dźwiękowej do filmu Daredevil. Warunek był jeden: numer musiał brzmieć tak, jak został wcześniej zaaranżowany, czyli z dodaną rapową partią. 

Grupa niechętnie, ale ostatecznie poszła na kompromis. 

Moim największym lękiem było to, że zostaniemy gwiazdą jednego przeboju. Że ludzie usłyszą ten jeden utwór, który różnił się od wszystkiego, co zamierzaliśmy nagrać w przyszłości, a potem... To trochę jak podmienienie towaru. Usłyszeliby resztę naszej muzyki i stwierdzili: "O, to nie jest to, czego się spodziewałem". W sensie: "Okłamaliście nas" – wyznała Lee w audycji Q na antenie kanadyjskiego CBC Radio One.

Wybór padł na Paula McCoya z grupy 12 Stones, który dograł się do Bring Me to Life. – Paul nagrywał wtedy album w tym samym studiu, znaliśmy się i lubiliśmy. Był niesamowicie uroczy, wyrozumiały i włożył w to całe serce. Przez lata, gdy opowiadałam tę historię w skrócie, mógł brzmieć jak ten czarny charakter, a tak naprawdę był bohaterem. Zrobił wszystko, by to doświadczenie było dla mnie jak najmniej bolesne – dodała wokalistka. 

Bring Me To Life był strzałem w "dziesiątkę". Utwór ten dotarł do piątego miejsca na amerykańskiej liście Billboardu i stał się pierwszym numerem jeden Evanescence w Wielkiej Brytanii. Numer znalazł się na debiutanckim albumie grupy, Fallen, który premierę miał w marcu 2003. Na całym świecie sprzedało się ponad 17 milionów egzemplarzy. 

Nu metalowe albumy wszech czasów. To totalne klasyki gatunku: