Kiedy zobaczyłam ogłoszenie koncertu Amon Amarth wraz z towarzyszącymi im formacjami, wiedziałam, że tego wieczora nie może mnie zabraknąć w PreZero Arenie. Te trzy szwedzkie zespoły reprezentujące różne pokolenia i nieco odmienne podejście do melodyjnego death metalu, to wręcz wymarzony lineup dla każdego fana szwedzkiej metalowej szkoły! Soilwork to doświadczeni weterani, którzy od lat współtworzą brzmieniową tożsamość szwedzkiej sceny. Orbit Culture reprezentują młode pokolenie, łączące klasyczne inspiracje melodyjnego death metalu z nowoczesnym, ciężkim groove'em. Amon Amarth natomiast to marka, której nie trzeba przedstawiać żadnemu miłośnikowi metalowego grania – zespół, który zbudował własny muzyczny świat, pełen nordyckiej mitologii, symboliki i monumentalnych kompozycji, nigdy nie zawodzi na żywo.
Soilwork – doświadczenie, melodyjność i metalowa klasa
Rozpoczęcie wieczoru powierzono Soilwork – formacji, która od drugiej połowy lat 90. konsekwentnie rozwija własną wizję melodyjnego stylu, nie bojąc się rozbudowanych kompozycji i poszukiwania nowych rozwiązań. W ich muzyce od zawsze spotykają się agresja, techniczna precyzja, chwytliwe gitarowe motywy i wyjątkowa umiejętność tworzenia niezwykle melodyjnych refrenów. Formacja, która w tym roku obchodzi 30-lecie istnienia, tuż przed rozpoczęciem trasy poprosiła fanów o sugestie, jakie utwory chcieliby usłyszeć. W niezwykle skondensowanym, bo składającym się z zaledwie 8 kawałków secie, dostaliśmy pełne spektrum wokalnych możliwości Björna „Speeda” Strida. Wokalista swobodnie przechodził od brutalnego growlu do melodyjnego, czystego śpiewu zarówno w klasykach w postaci nieco bardziej agresywnych „Stabbing the Drama” czy „Figure Number Five”, jak i nowszych i zdecydowanie bardziej melodyjnych i chwytliwych kawałkach „The Nurturing Glance” oraz „Stålfågel” z wydanego w 2019 roku krążka „Verkligheten”. Twórczość pochodzących z Helsinborga Soilwork doskonale sprawdza się w koncertowych warunkach, ponieważ nawet najbardziej agresywne partie instrumentalne pozostawiają przestrzeń dla melodii w postaci klawiszy Svena Karlssona. To właśnie ta umiejętność równoważenia ciężaru i melodyjności sprawia, że muzyka zespołu trafia zarówno do wieloletnich fanów gatunku, jak i słuchaczy poszukujących w ekstremalnym metalu czegoś więcej niż nieustanne agresywne riffy i szorstkie wokale. Zdecydowanie było to niezwykle mocne otwarcie koncertu, a Soilwork po raz kolejny pokazali, że słusznie zajmują ważne miejsce na europejskiej scenie metalowej.
Orbit Culture – nowoczesna siła szwedzkiego metalu
Po Soilwork przyszedł czas na Orbit Culture – formację, która w ostatnich latach coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność na międzynarodowej scenie metalowej. Szwedzi reprezentują nieco inne pokolenie i inne podejście do ciężkiego grania. Ich muzyka czerpie z melodyjnego death metalu, ale nie ogranicza się do klasycznych rozwiązań gatunku. Jest w niej dużo nowoczesnego groove'u, masywnych gitarowych riffów, rytmicznej dyscypliny i kompozycji, które potrafią przytłoczyć ciężarem, by za chwilę zaskoczyć wyjątkowo nośną melodią. Centralną postacią zespołu jest Niklas Karlsson – gitarzysta i wokalista, którego charakterystyczny głos stanowi jeden z najbardziej rozpoznawalnych elementów brzmienia Orbit Culture. Jego partie wokalne potrafią być niezwykle brutalne, głębokie i agresywne, ale zespół nie opiera swojej muzyki wyłącznie na ekstremalnym przekazie. Ważną rolę odgrywają również przestrzenne gitarowe motywy, dynamiczne przejścia oraz refreny, które na długo pozostają w pamięci. Orbit Culture to przykład zespołu, który potrafi połączyć metalową bezkompromisowość z nowoczesnym podejściem do produkcji i aranżacji. Ich kompozycje mają odpowiedni ciężar, ale jednocześnie są niezwykle przemyślane. Nie ma tu przypadkowego nagromadzenia dźwięków. Każdy riff, każda zmiana tempa i każdy wokalny akcent służą budowaniu określonego napięcia. Pochodząca z Eksjö formacja tym razem zaprezentowała sporo starszych kawałków oraz takich, dla których zabrakło miejsca podczas ich ubiegłorocznej trasy headlinerskiej. Z tego też powodu zabrakło moich ulubionych „Death Above Life” oraz „From The Inside”, za co Niklas przeprosił mnie podczas wywiadu, który udało mi się z nim przeprowadzić przed koncertem, obiecując, iż z pewnością to naprawią podczas kolejnej wizyty w naszym kraju, która, jak zapewnił, z pewnością będzie mieć miejsce w przyszłym roku. Ich set rozpoczął się od mocnego uderzenia w postaci „Redfog” z wydanej w 2018 roku EP-ki o tym samym tytule. Wraz z każdym kolejnym kawałkiem temperatura wyraźnie rosła, a ochrona miała pełne ręce roboty, gdyż crowd surfing rozpoczął się już niemalże od momentu wyjścia zespołu na scenę. Tradycyjnie podczas „While We Serve” publiczność utworzyła wall of death, który również powtórzyła podczas zamykającego set kawałka „Vultures of North”. Orbit Culture jak zwykle nie zawiedli, jednak ich występ był zdecydowanie zbyt krótki, dlatego z niecierpliwością czekam na ich kolejny koncert.
Amon Amarth – nordycka saga, która otworzyła przed nami bramy Walhalli
Około godziny 20:45 nadszedł moment, na który czekała zdecydowana większość zgromadzonej publiczności. Na scenie pojawili się Amon Amarth – zespół, który od ponad trzech dekad udowadnia, że melodyjny death metal może być jednocześnie brutalny, monumentalny i niezwykle widowiskowy. Szwedzi przyjechali do Gliwic w ramach trasy „The Allfather Awakens”, promującej ich trzynasty album studyjny o tym samym tytule, którego premiera miała miejsce 2 października 2026 roku. Była to zatem okazja do usłyszenia nowego materiału na żywo, ale również do przypomnienia sobie najważniejszych rozdziałów z bogatej dyskografii zespołu. Amon Amarth od lat konsekwentnie rozwijają muzyczną opowieść inspirowaną nordycką mitologią, sagami wikingów i skandynawską tradycją. Nie jest to jednak wyłącznie dekoracyjna otoczka. Tematyka ta przenika teksty, atmosferę kompozycji, charakter riffów i sposób budowania koncertowego widowiska. W ich świecie bitwy, honor, odwaga, przeznaczenie i spotkanie z bogami nordyckiego panteonu stają się naturalnymi elementami metalowej ekspresji. W centrum tego mitycznego świata stoi Johan Hegg ze swoim potężnym, monumentalnym growlem, który jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów metalowej sceny. Na uwagę zasługują także gitarzyści – Olavi Mikkonen i Johan Söderberg, którzy uraczyli nas charakterystyczną mieszanką ciężkich riffów i epickich melodii, oraz sekcja rytmiczna, z Tedem Lundströmem na basie i Jocke Wallgrenem na perkusji, którzy zapewnili kompozycjom odpowiedni ciężar oraz dynamikę. Szwedzi w Gliwicach zaprezentowali interesujące połączeniem nowego rozdziału twórczości z kompozycjami, które od lat stanowią fundament koncertowej tożsamości zespołu. Szczególnie istotna była obecność materiału z „The Allfather Awakens”, jak rozpoczynający set „Gjallarhorn”, „The Allfather Awakes”, „We Rule the Waves”, czy „Upphaf”, podczas którego zespół usiadł przy ognisku. Trudno wyobrazić sobie koncert Amon Amarth bez takich utworów, jak „The Way of Vikings”, „Raise Your Horns”, podczas którego zespół tradycyjnie wypija do dna trunek z bogato zdobionych rogów nawiązujących do kultury wikingów, „Guardians of Asgaard”, po którego zakończeniu na ekranie pojawiło się zdjęcie zmarłego w 2021 roku L-G Petrova czy „Twilight of the Thunder God”, który od lat kończy ich set. Podczas kawałka „Put Your Back Into The Oar” nie zabrakło tradycyjnego wiosłowania, do którego przyłączyli się nie tylko zgromadzeni na płycie, ale również ci, którzy zajmowali miejsca siedzące. Każdy, kto choć raz widział Amon Amarth na żywo, wie, że ich koncerty mają szczególny charakter. Mityczni wojownicy i bogowie toczący nieustanne bitwy znajdują swoje odzwierciedlenie nie tylko w tekstach, ale i muzycznej ekspresji zespołu. Nie inaczej było w Gliwicach. Na scenie pojawił się zarówno Odyn, jak i Loki, a także wojownicy toczący bój z morskimi potworami. Amon Amarth po raz kolejny swoim niezwykle teatralnym widowiskiem okraszonym efektami pirotechnicznymi zabrał nas przez mistyczną bramę prosto do Walhalli!
Szwecja w najlepszym metalowym wydaniu
Gliwicki koncert zorganizowany przez Knock Out Productions był wydarzeniem, którego siła wynikała przede wszystkim z doskonale dobranego składu. Soilwork, Orbit Culture i Amon Amarth to trzy różne historie, trzy odmienne muzyczne osobowości, ale także wspólny mianownik w postaci szwedzkiej szkoły melodyjnego death metalu. Soilwork zaprezentowali nam swoje doświadczenie i wieloletnią konsekwencję artystyczną. Orbit Culture pokazali nowoczesne oblicze ciężkiej muzyki. Amon Amarth przywieźli kolejny rozdział historii zespołu z klasycznymi kompozycjami, które przez lata budowały pozycję Szwedów na światowej scenie. To właśnie takie koncertowe zestawienia przypominają, dlaczego szwedzka scena metalowa od dekad pozostaje jedną z najważniejszych na świecie. Potrafi łączyć tradycję z nowoczesnością, brutalność z melodyjnością, a muzyczną precyzję z ogromnym ładunkiem emocjonalnym. W czwartek, 29 października PreZero Arena w Gliwicach znalazła się w centrum tej metalowej opowieści, czyniąc ten wieczór jednym z najważniejszych metalowych wydarzeń tego roku.