To historia najzabawniejszego castingu w dziejach. Oto jak Tom Bateman został Adamem w "The Love Hypothesis" [WYWIAD]

"The Love Hypothesis", czyli słynne romansidło, która zaczynało jako fanfik "Gwiezdnych wojen", wkrótce trafi na nasze ekrany - oczywiście za sprawą Prime Video. Główne role grają Lili Reinhart oraz Tom Bateman i możecie nie wiedzieć, ale kulisy tego castingu są przezabawne.

The Love Hypothesis
Autor: Prime Video/ Materiały prasowe

"The Love Hypothesis" - od fanfika, przez książkę, do filmu

Wszystko zaczęło się od "Gwiezdnych wojen". Ali Hazelwood, wielka fanka relacji Rey i Kylo Rena (granych kolejno przez Daisy Ridley i Adama Drivera), postanowiła napisać fanfiction przedstawiające uwspółcześnioną wersję ich historii miłosnej. Posługując się pseudonimem Ever-so-reylo, zaczęła publikować swą opowieść na portalu AO3 (Archive of Our Own), gdzie ship "Reylo" cieszył się wówczas nie lada popularnością. Jej wesołą twórczość odkryła agentka literacka, z pomocą której rzeczony fanfik "Head Over Feet", po, jak zapewnia sama Ali, "70 miliardach poprawek", przepoczwarzył się w książkę zatytułowaną "The Love Hypothesis". Z uwagi na prawa autorskie, fabuła przeszła gruntowną modyfikację, Odległą Galaktykę zastąpił uniwersytet Stanforda, a Rey i Kylo Ren stali się Olive i Adamem. Imię głównego bohaterka nie jest oczywiście przypadkowe - to hołd dla Adama Drivera, który grał Kylo Rena. Główny złoczyńca nosi zaś imię Tom - jak mąż Daisy Ridley, czyli filmowej Rey (choć autorka książki zapewnia, że nie był to zamierzony przytyk).

Mika Abdalla i Josh Heuston o "Off Campus" i "Fourth Wing" | Wywiady ESKA

Jako że książka stała się absolutnym hitem BookToka, przyciągnęła uwagę włodarzy Prime Video, którzy od kilku lat z uporem maniaka adaptują wszystkie poczytne romansidła. Film "The Love Hypothesis" debiutuje już 23 września, a rolę Adama gra... Tom Bateman, mąż Daisy Ridley. Jak do tego doszło? O tym opowiedział mi sam aktor - i nieco mnie zaskoczył.

Oto jak Tom Bateman został Adamem w "The Love Hypothesis"

Spece od castingu uznali, że mają szansę zrobić najzabawniejszą rzecz ever i zaprosili na przesłuchanie Toma Batemana. Mąż Daisy Ridley nie miał jednak pojęcia, w co właściwie się pakuje. – Zaczęło się od tego, że zadzwoniła do mnie agentka i zapytała: "Czy komedia romantyczna to coś, co by cię zainteresowało?". Odpowiedziałem: "Jasne". Nie kieruję się gatunkiem, dla mnie liczy się to, czy scenariusz jest dobry, a postać ciekawa. Od razu zakochałem się w tym projekcie. Potem spotkałem się z Lily [Reinhart - przyp. red.] oraz Claire i Elizabeth, reżyserką i producentką, żeby sprawdzić naszą ekranową chemię. Od razu pokochałem cały zespół, to wspaniali ludzie, a ich entuzjazm był ogromny – zaczął Tom, po czym zdradził mi jak właściwie dowiedział się, że przyjdzie mu grać w adaptacji fanfika zainspirowanego rolą jego małżonki.

– Powiedziano mi, że to adaptacja książki, ale wcześniej jej nie czytałem, a nawet nie wiedziałem o jej istnieniu – bo, jak widać, żyję pod kamieniem. [...] Kiedy kilka dni później zaproponowano mi tę rolę, zadzwoniła do mnie Claire i powiedziała: "Wiesz, tak na marginesie, Ali napisała tę książkę, bo zainspirowały ją postacie Daisy i Adama z 'Gwiezdnych wojen'". Wspomniała o tym jakby mimochodem, jako o drobnostce, anegdotce. Pomyślałem: "Okeeej". Dodała też, że w castingu brało udział wielu innych aktorów i nikt o tym nie wiedział – to był taki niesamowity, szczęśliwy zbieg okoliczności.

The Love Hypothesis
Autor: Philippe Bossé/ Prime Video/ Materiały prasowe

Tom przyznaje, że jest absolutnie zachwycony całą tą historią. Zdradził też, jaka była reakcja Daisy.

Początkowo potraktowałem to jako ciekawostkę – ot Ali napisała to zainspirowana Rey i Kylo Renem. Ale patrząc na bohaterów tej książki... cóż, nie czuję się jak idiota, że nie od razu połączyłem fakty. Przecież mój bohater jest profesorem na uniwersytecie Stanforda. Poza pewną energią nie ma między nimi większych podobieństw. Wspomniałem o tym Daisy, zapytałem: "Słyszałaś kiedyś o tej książce?". Odpowiedziała: "Chyba ktoś mi o niej kiedyś wspomniał". Pamiętam jednak, że zareagowała bardzo pozytywnie – uznała za wspaniałe, że te postacie zainspirowały kogoś do napisania książki. Wtedy właśnie uderzyła mnie ta fala niesamowitego zbiegu okoliczności. Pomyślałem tylko: "Wow". Zrozumiałem, dlaczego ta rola tak mnie przyciągnęła. U jej podstaw leżały fantastycznie nakreślone, złożone i wielowymiarowe postacie, genialnie zagrane przez Adama i Daisy. To oczywiste, że takie kreacje inspirują ludzi do pisania książek. Że sprawiają, iż miliony widzów zakochują się w tych bohaterach. Nie było tu więc zdziwienia w stylu "Co do chole*y?", pomyślałem raczej: "No jasne, to przecież oczywiste".

Adaptacja nie każdemu musi się podobać - i to jest jakby okej

Historia castingu Lili Reinhart jest już mniej spektakularna, z czego aktorka, jak sama przyznaje, bardzo się cieszy. – Oni sami się do mnie zgłosili, co było świetne, bo nienawidzę przesłuchań i naprawdę kiepsko mi na nich idzie. Więc na szczęście dostałam propozycję zagrania Olive i ją przyjęłam – opowiedziała mi w wywiadzie. W przeciwieństwie do Toma znała literacki pierwowzór, niemniej - na swoje szczęście - nie zdawała sobie sprawy z jego fenomenu.

– Cieszę się, że w trakcie zdjęć nie do końca zdawałam sobie sprawę z całego tego kontekstu, bo pewnie czułabym się znacznie bardziej onieśmielona. Ale myślę, że podeszłam do tego tak: "Dobra, jestem aktorką. Zatrudniono mnie z konkretnego powodu". Zamierzałam po prostu wykonać swoją pracę – pojawić się na planie i zagrać Olive tak, jak sama chciałam ją przedstawić. W przypadku adaptacji trzeba mieć świadomość, że nie każdemu przypadnie się do gustu. Szczerze mówiąc, ekscytacja i radość płynące z wcielenia się w postać zdecydowanie przeważają nad obawami przed negatywnymi reakcjami na dobór obsady. Bo ostatecznie książka i związane z nią osobiste przeżycia czytelnika pozostają w jego głowie na zawsze, a film nie musi tego zmieniać ani psuć. Jeśli film do ciebie nie przemawia, wciąż masz swoje własne doświadczenie związane z książką – i nikt ci go nie odbierze – skwitowała Lili w naszej rozmowie.

The Love Hypothesis
Autor: Philippe Bosse/ Prime Video/ Materiały prasowe

Przyjemny romkom, a do tego z przesłaniem

Fabuła "The Love Hypothesis" opiera się na motywie fake dating, gdzie studentka uniwersytetu Stanforda wplątuje się w udawany romans z siejącym postrach na kampusie profesorem (notabene Adam jest znacznie bardziej onieśmielający niż Kylo Ren). Lili Reinhart przyznaje, że bardzo chciała zagrać w tym filmie, bo hołduje on złotej zasadzie każdej udanej komedii romantycznej. – Wiele scenariuszy, które czytam, skupia się głównie na samej fabule, gdzie akcja goni akcję. Tymczasem te najlepsze, najbardziej kultowe komedie romantyczne zapadają w pamięć właśnie dzięki bohaterom, a niekoniecznie dzięki temu, czym się zajmowali, czy jak przebiegała fabuła od punktu A do punktu B. [...] Pomyślałam po prostu: "Chcę zagrać tę dziewczynę". Nie chodziło o konkretną scenę czy moment, ale o przeżycie całej drogi tej kobiety. Toma Batemana przyciągnęło zaś przesłanie płynące z tej opowieści.

– Kluczowe okazały się słowa Claire, naszej reżyserki. Kiedy zadzwoniła z propozycją roli, wspomniała o tym, że żyjemy w świecie, w którym wszyscy są od siebie odizolowani i nie słuchają się wzajemnie. Mówiła o opowiedzeniu historii – wpisanej wprawdzie w konwencję komedii romantycznej, ale w gruncie rzeczy traktującej o dwojgu ludziach, którzy z pozoru nie powinni mieć ze sobą nic wspólnego. Ich światy są tak odległe, że teoretycznie nigdy nie powinni się spotkać ani nawiązać jakiejkolwiek relacji. Dzieli ich przepaść. A jednak obserwujemy, jak – mimo schematów typowych dla komedii romantycznej – ta dwójka wyciąga do siebie rękę, zaczyna naprawdę słuchać i patrzeć na świat oczami drugiej osoby.  Co więcej, nie tylko słuchają, ale też dają się tym słowom poruszyć i zmienić.

– zdradził aktor w naszej rozmowie, po czym podsumował: – Uważam, że taka historia jest dziś ważniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. I choć wszystko to dzieje się w ramach komedii romantycznej... jeśli uda się przy tym rozbawić widzów, zapewnić im dobrą zabawę i poczucie komfortu, a jednocześnie choćby odrobinę zmienić ich nastawienie i skłonić do refleksji w stylu: "Ciekawe, co by się stało, gdybym spróbował zrozumieć kogoś z zupełnie innego świata niż mój?" – czy to w sensie politycznym, emocjonalnym, czy jakimkolwiek innym – to może wydarzyć się coś dobrego. Wierzę, że przyniesie to pozytywne zmiany. Mam więc nadzieję, że choćby w niewielkim stopniu skłoni to widzów do przemyśleń i uświadomienia sobie, że więcej nas łączy, niż dzieli.

Źródło: To historia najzabawniejszego castingu w dziejach. Oto jak Tom Bateman został Adamem w "The Love Hypothesis" [WYWIAD]