Zemsta The Stranglers na dziennikarzu. Francuski krytyk został przyklejony taśmą do wieży Eiffla

The Stranglers słynęli z tego, że nie brali jeńców w starciach z mediami i potrafili fizycznie dyscyplinować nieprzychylnych im autorów. Ich najsłynniejszą ofiarą padł wpływowy francuski krytyk Philippe Manœuvre, który za negatywne recenzje został ukarany w wyjątkowo dotkliwy sposób. Muzycy podstępem wywieźli go na wieżę Eiffla i zostawili tam przyklejonego taśmą montażową do stalowej konstrukcji.

Członkowie zespołu The Stranglers na czarno-białym zdjęciu. O ich nietypowej zemście przeczytasz na EskaRock.
Autor: Stranglers France Service/ CC BY-SA 3.0
Muzyka rockowa lat 90-tych - Polska. Tak brzmiał rodzimy rock w tej dekadzie!

"Goon Squad" w akcji. Dlaczego The Stranglers terroryzowali dziennikarzy?

The Stranglers od początku swojej kariery w 1974 roku byli postrzegani jako outsiderzy brytyjskiej sceny punkowej. Byli starsi od muzyków Sex Pistols, lepiej wykształceni muzycznie i nie bali się używać klawiszy, co sprawiało, że ortodoksyjna prasa często ich atakowała. W odpowiedzi zespół wypracował specyficzny mechanizm obronny, oparty na agresji i zastraszaniu, który sami nazywali działaniami "Goon Squad", czyli oddziału zbirów. Basista Jean-Jacques Burnel, posiadacz czarnego pasa w karate, stał się symbolem tej postawy, gdy w 1977 roku pobił dziennikarza Jona Savage’a za niepochlebną recenzję albumu "No More Heroes".

Uważaliśmy, że w latach 70. prasa miała zbyt dużą władzę, potrafiąc zniszczyć karierę jednym artykułem. Zespół postanowił więc zastosować terror w odpowiedzi na terror pióra – wspominali muzycy w dokumencie "The Stranglers: The Meninblack"

Kneblowanie i wiązanie reporterów stało się niemal znakiem rozpoznawczym grupy. Każdy, kto zadawał niewygodne pytania lub pisał złośliwe teksty, musiał liczyć się z tym, że skończy skrępowany srebrną taśmą montażową, tzw. gaffer tape. Na trasach koncertowych management prowadził nawet specjalną czarną listę, na której znajdowały się nazwiska autorów, którzy szczególnie podpadli muzykom.

Philippe Manœuvre na celowniku. Konflikt o oskarżenia o faszyzm

Jednym z najpoważniejszych wrogów zespołu we Francji był 25-letni wówczas Philippe Manœuvre, pracujący dla prestiżowego magazynu "Rock & Folk". Dziennikarz regularnie krytykował The Stranglers, wytykając im udawanie punków oraz, co gorsza, oskarżając o tendencje faszystowskie. Wynikało to z kontrowersyjnego wizerunku kapeli i symboliki, którą czasem wykorzystywali w swoich materiałach promocyjnych. Jean-Jacques Burnel, który z pochodzenia jest Francuzem, czuł się tymi tekstami osobiście dotknięty, uznając je za bezpodstawne oszczerstwa niszczące reputację grupy w jego ojczyźnie.

Nocny incydent na wieży Eiffla. Jak wyglądała zemsta z użyciem taśmy?

W 1979 roku, podczas pobytu w Paryżu związanego z promocją albumu "The Raven", The Stranglers postanowili ostatecznie rozliczyć się z krytykiem. Zaprosili go na spotkanie, udając, że chcą zakopać topór wojenny i udzielić mu ekskluzywnego wywiadu. W hotelowym barze zaczęli poić go ogromnymi ilościami mocnego alkoholu, głównie pastisu i wina, aż doprowadzili go do stanu niemal całkowitej utraty kontroli. Następnie pod pretekstem kontynuowania imprezy zabrali pijanego Manœuvre’a na wieżę Eiffla. Na pierwszej platformie, korzystając ze słabej ochrony obiektu, przykleili go do jednego ze stalowych dźwigarów za pomocą ciężkiej taśmy montażowej. Dla większego upokorzenia częściowo go rozebrali, opuszczając mu spodnie do kostek i zostawiając w samej bieliźnie na chłodnym nocnym powietrzu.

Od nienawiści do szorstkiej przyjaźni. Finał kary na paryskim zabytku

Choć w środowisku muzycznym krąży legenda, że dziennikarz wisiał na wieży do rana, w rzeczywistości spędził tam od 2 do 3 godzin. Został uwolniony w środku nocy przez ochroniarzy, którzy usłyszeli jego stłumione krzyki. Był przerażony i wyziębiony, ale ku zaskoczeniu wszystkich, nie zdecydował się na zgłoszenie sprawy na policję. Uznał, że tak ekstremalny gest ze strony zespołu dowiódł ich autentyczności i rock'n'rollowego charakteru, co paradoksalnie wzbudziło jego szacunek.

Incydent ten stał się początkiem nietypowej relacji między krytykiem a kapelą. Manœuvre zaczął pisać o The Stranglers z większym uznaniem, a Burnel przyznawał później, że od tego momentu obaj panowie świetnie się rozumieli. Nie był to jednak koniec radykalnych metod zespołu. Podobny los spotkał innego dziennikarza na Islandii, którego muzycy przywiązali do wózka inwalidzkiego i zostawili na pasie startowym lotniska w Reykjaviku, potwierdzając, że w ich świecie słowo pisane ma swoją wysoką cenę.