Punkowcy z Queens spotykają mistrza "ściany dźwięku". Dlaczego The Ramones postawili na Phila Spectora?
Pod koniec lat 70. The Ramones byli już legendą nowojorskiej sceny, ale ich płyty nie sprzedawały się tak dobrze, jak by tego chcieli. Choć wyznaczali kierunki dla całego nurtu punk rocka, radio wciąż ich omijało. Wokalista zespołu, Joey Ramone, który kochał popowe brzmienia z lat 60., wierzył, że tylko jeden człowiek może to zmienić. Chodziło o Phila Spectora, twórcę tak zwanej "Ściany Dźwięku", który wcześniej pracował z takimi potęgami jak The Beatles czy The Ronettes. Muzycy liczyli na to, że jego doświadczenie i specyficzny styl produkcji otworzą im drzwi do wielkiej kariery.
Szybko jednak okazało się, że współpraca dwóch zupełnie różnych światów będzie bolesna. Punkowcy z Queens słynęli z tego, że nagrywali materiał błyskawicznie, grając prosto i głośno. Spector natomiast był obsesyjnym perfekcjonistą, który potrafił tygodniami cyzelować brzmienie jednego instrumentu. Konflikt był nieunikniony, a sytuację pogarszał fakt, że producent był człowiekiem skrajnie niestabilnym, co zamieniło sesję w Gold Star Studios w Los Angeles w prawdziwe psychodramy.
Pistolet na konsolecie i zamknięte drzwi. Jak Phil Spector terroryzował Dee Dee Ramone’a?
Najbardziej drastyczna sytuacja podczas nagrań spotkała basistę zespołu. Kiedy Dee Dee Ramone miał już dość przedłużających się godzin w studiu i ogłosił, że chce wrócić do hotelu, Spector wpadł w furię. Według relacji muzyka producent zamknął drzwi na klucz, wyciągnął pistolet i wycelował go prosto w klatkę piersiową artysty. Sytuacja wyglądała jak scena z filmu gangsterskiego, a nie praca nad płytą rockową.
Nie wybierasz się nigdzie – stwierdził Phil Spector według relacji zawartej w autobiografii Dee Dee Ramone’a
Choć perkusista Marky Ramone po latach próbował tonować tę opowieść, twierdząc, że Spector jedynie położył broń na konsolecie mikserskiej, atmosfera w studiu była gęsta od strachu. Basista musiał usiąść i przez kilka godzin słuchać, jak uzbrojony producent gra na pianinie. W tym samym czasie gitarzysta Johnny Ramone zachował zimną krew i po prostu wyszedł z budynku, rzucając wyzwanie szaleńcowi, by ten spróbował go zastrzelić. Na szczęście producent nie pociągnął za spust, ale psychiczna presja trwała do końca sesji.
Godziny uderzania w jedną strunę. Johnny Ramone i piekło otwierającego akordu do "Rock 'n' Roll High School"
Spector stosował wobec muzyków metody, które przypominały tortury. Najlepszym przykładem były prace nad utworem "Rock 'n' Roll High School", gdzie producent uwziął się na początkowy akord gitary akustycznej. Zmusił Johnny’ego Ramone’a do powtarzania tego jednego uderzenia w struny przez kilka godzin bez przerwy. Zatrzymywał nagranie, narzekał na dynamikę i kazał grać od nowa, aż gitarzysta był bliski omdlenia z wycieńczenia. Johnny, który potrafił zagrać cały koncert w 30 minut, nienawidził tych sesji tak bardzo, że w pewnym momencie zaczął bojkotować nagrania, zostawiając Joeya samego z nieobliczalnym producentem.
Horrory w studiu i nagrania bez zespołu. Ciemna strona pracy nad płytą "End of the Century"
Przemoc i pistolety to nie wszystko, bo Spector stosował wobec muzyków wyrafinowane gierki psychologiczne. Pewnego razu zamknął ich w pomieszczeniu i kazał wielokrotnie oglądać horror "Magia", opowiadający o morderczej lalce brzuchomówcy. Producent nie pozwalał nikomu wyjść, dopóki film się nie skończył, co miało na celu całkowite podporządkowanie sobie kapeli. Spector zaczął też faworyzować Joeya, traktując resztę grupy jak mało istotnych muzyków sesyjnych, których można zastąpić kimkolwiek innym. Doszło do tego, że w piosence "Baby, I Love You" zagrała wynajęta orkiestra, a z oryginalnego składu The Ramones usłyszeć można było wyłącznie głos wokalisty.
Reszta zespołu była tak wściekła na ten obrót spraw, że spakowała się i wróciła do Nowego Jorku przed zakończeniem prac. Johnny Ramone do końca życia uważał, że produkcja Spectora zniszczyła energię ich muzyki i zabiła punkowego ducha. Paradoksalnie jednak, album "End of the Century" wydany w lutym 1980 roku stał się największym sukcesem komercyjnym kapeli, a utwór nagrany bez udziału większości zespołu stał się wielkim hitem w Wielkiej Brytanii.
Od anegdoty do tragedii. Dlaczego szaleństwo Spectora wcale nie było zabawne?
Przez lata historie o Philu Spectorze biegającym z pistoletem po studiu traktowano jako barwne rockandrollowe anegdoty. Wspominano, jak strzelał w sufit przy Johnie Lennonie czy groził Leonardowi Cohenowi, a fani muzyki traktowali to jako przejaw ekscentrycznego geniuszu. Wszystko nabrało jednak mrocznego znaczenia w 2003 roku, kiedy Spector faktycznie zabił człowieka. Zastrzelił w swojej posiadłości aktorkę Lanę Clarkson, za co resztę życia spędził w więzieniu. Dopiero ta tragedia uświadomiła wszystkim, że strach, jaki czuli muzycy The Ramones w 1979 roku, był całkowicie uzasadniony, a sesja nagraniowa mogła zakończyć się o wiele gorzej niż tylko kłótnią i zniszczonymi relacjami w zespole.