Wytwórnia chciała męskiego głosu w słynnym „Bring Me to Life”. Evanescence musieli zmienić swój hit

„Bring Me to Life” stało się największym przebojem Evanescence, ale charakterystyczna męska partia wokalna nie była częścią pierwotnej wizji zespołu. Amy Lee i Ben Moody napisali utwór bez męskiego wokalu, a partię Paula McCoya dodano pod presją wytwórni Wind-Up Records. Nie chodziło jednak wyłącznie o jeden singiel. Stawką był także sposób, w jaki debiutujący Evanescence mieli zostać przedstawieni słuchaczom w szczycie popularności nu metalu.

Zespół Evanescence z wokalistką Amy Lee w centrum na żółtym tle. O historii hitu Bring Me to Life czytaj w EskaRock.
Autor: Materiały prasowe/ Materiały prasowe

W pierwszej wersji „Bring Me to Life” nie było partii Paula McCoya

Zanim „Bring Me to Life” trafiło na album „Fallen” w 2003 roku, Evanescence miało gotową wersję opartą wyłącznie na głosie Amy Lee. Wokalistka i gitarzysta Ben Moody napisali piosenkę bez rapowanej ani jakiejkolwiek innej męskiej partii wokalnej. Dziś wymiana wokalna Amy Lee i Paula McCoya z 12 Stones wydaje się nieodłączną częścią nagrania, lecz na początku nie określał charakteru kompozycji.

Zespół pracował wtedy nad debiutem, który łączył ciężkie gitary, elektronikę, fortepian i bardzo wyrazisty kobiecy wokal. Właśnie ten kontrast miał odróżniać Evanescence od wielu popularnych wówczas formacji nu metalowych. Amy Lee wielokrotnie podkreślała później, że nie chciała, aby grupa została przedstawiona jako kobieca wersja zespołu z raperem na pierwszym planie. Dla niej męski głos w tej piosence był dodatkiem narzuconym na późnym etapie, a nie naturalną częścią stylu Evanescence.

Klub 27 - klątwa, która wisi nad młodymi i sławnymi? /Eska ROCK

Wind-Up Records chciała rapera w większości utworów z „Fallen”

Według wspomnień Amy Lee wytwórnia początkowo oczekiwała znacznie większej zmiany niż dogranie kilku wersów do przyszłego singla. Wind-Up planowała przesłuchania dla rapera, który miał pojawić się w około dziesięciu z dwunastu utworów na „Fallen”. Taki ruch oznaczałby faktyczne przebudowanie składu i kierunku muzycznego zespołu.

Lee i Moody odmówili. Wokalistka uważała, że jej głos jest kluczowy dla tożsamości grupy, a dodanie stałego męskiego współwokalisty tylko po to, by łatwiej sprzedać ciężki rock, wypaczyłoby materiał. Konflikt był poważny, ponieważ po sprzeciwie muzycy usłyszeli, że prace nad albumem mogą zostać wstrzymane. Opuścili Los Angeles i na około trzy tygodnie wrócili do domów.

Wytwórnia wróciła ostatecznie z kompromisem. Zamiast rapera w składzie Evanescence zaproponowano udział Paula McCoya wyłącznie w „Bring Me to Life”. McCoy znał członków zespołu i śpiewał w 12 Stones, formacji związanej z tą samą wytwórnią. Amy Lee napisała słowa dodanej partii, więc choć nie zaakceptowała samej obecności gościa w utworze, zachowała kontrolę nad tekstem jego partii.

Film „Daredevil” i pierwszy singiel utrwaliły wersję z męskim wokalem

Szansa na wykorzystanie utworu w filmie „Daredevil” wzmocniła argumenty za wersją z dwoma wokalami. Twórcom filmu spodobało się przeplatanie żeńskiego i męskiego wokalu, które dobrze pasowało do sceny walki Daredevila z Elektrą. Wind-Up postawiła jednak kolejny warunek: właśnie ten wariant miał zostać pierwszym singlem Evanescence. Amy Lee próbowała przekonać wytwórnię, by wydać go przynajmniej jako drugi singiel, ponieważ nie uważała go za reprezentatywny dla całej płyty. Obawiała się, że odbiorcy poznają zespół przez układ wokali, którego nie usłyszą w większości pozostałych utworów. Wytwórnia uznała natomiast, że męska partia wokalna ułatwi stacjom radiowym i słuchaczom odbiór muzyki nowego zespołu.

„Bring Me to Life” stało się hitem, choć powstało wbrew wizji zespołu

Z komercyjnego punktu widzenia strategia Wind-Up przyniosła oczekiwany efekt. „Bring Me to Life” dotarło do piątego miejsca Billboard Hot 100, dotarło na pierwsze miejsce brytyjskiej listy singli i zdobyło Grammy za Best Hard Rock Performance. Późniejsze sukcesy „Going Under” oraz „My Immortal” były dla Amy Lee ważnym dowodem, że grupa nie zostanie zapamiętana wyłącznie przez kompromisowy singiel.

Wokalistka wyraźnie oddziela też krytykę decyzji wytwórni od oceny Paula McCoya. Podkreślała, że był pomocny, rozumiał sytuację i dobrze wykonał napisaną przez nią partię. W 2023 roku Evanescence wydało demo „Bring Me to Life” z 2002 roku, które pozwala usłyszeć etap pracy sprzed dodania jego głosu. Z perspektywy czasu Amy Lee nie odrzuca słynnej wersji utworu. Traktuje ją raczej jako zapis początku kariery i walki o to, by Evanescence mogło brzmieć przede wszystkim jej głosem.