T.Love nie składa broni. Oto recenzja albumu Orajt
Premiera albumu Hau! hau! T.Love w 2022 roku była niewątpliwie sporym wydarzeniem na polskim rynku muzycznym. I to nie tylko dlatego, że grupa Muńka Staszczyka powróciła po zawieszeniu działalności w 2017. Istotniejsze było to, że wspomniany krążek został nagrany w słynnym składzie z lat dziewięćdziesiątych z okresu Kinga. Na pokładzie znów bowiem znaleźli się gitarzyści Jan Benedek i Jacek "Perkoz" Perkowski.
Sielanka jednak nie potrwała zbyt długo. W październiku 2025 w mediach społecznościowych pojawiła się informacja, że w zespole nie ma już Benedka, a kilka tygodni później taki sam los spotkał perkusistę Sidneya Polaka, który rozpoczął współpracę z Muńkiem w 1990. – Przez 43 lata istnienia zespołu z nikim nie rozstałem się bez powodu. Zawsze to były trudne, wymagające głębokiego namysłu, rozważań decyzje. Tak samo było i teraz. Janek i Sidney powinni wiedzieć, dlaczego są dziś poza zespołem, bo są to inteligentni goście – powiedział Staszczyk w trakcie sesji Q&A (pytania i odpowiedzi) z fanami, która odbyła się w połowie grudnia na Instagramie.
Zamieszanie personalne sprawiło, że trochę na dalszy plan zszedł temat nowego wydawnictwa Orajt. W końcu jednak na półkach sklepowych pojawił się trzynasty studyjny album T.Love. Grupa postawiła na mocne promowanie następcy Hau! hau!. Wypuściła aż sześć singli. Poznaliśmy więc połowę płyty jeszcze przed oficjalną premierą. Słuchacze, mniej więcej, wiedzieli zatem, czego spodziewać się po tegorocznym krążku. Jest rock'n'rollowo, czasem odrobinę popowo lub bardziej melancholijnie, ale przede wszystkim utwory są mocno przebojowe z refrenami, od których ciężko się odpędzić.
Na Orajt stery przejął "Perkoz", któremu w jednym z utworów pomógł – powracający po prawie dekadzie do T.Love – gitarzysta Maciej "Majcher" Majchrzak. Muzycy chętnie na tegorocznym albumie kłaniają się amerykańskim źródłom. Numer tytułowy czy Buty świetnie odnalazłyby się na "korzennym" Old is Gold. Pierwszy z nich jest napędzany przez gitarę akustyczną, w drugim z kolei słychać echa country. Sporo rockowego pazura ma w sobie kompozycja Najpiękniejsze, w której zaśpiewał również WaluśKraksaKryzys, jeden z najciekawszych artystów (wciąż) młodego pokolenia. Całość kojarzy się mocno z latami dziewięćdziesiątymi i zawartością Prymitywu. Panowie nie zwalniają przez te nieco ponad 2,5 minuty, więc jestem pewny, że utwór ten będzie obowiązkowym punktem koncertowym na najbliższe lata. Do wspólnej zabawy, zgodnie z tytułem, zachęca Piąteczek. W tym przypadku mamy do czynienia z T.Love w wersji 100-procentowo luzackiej.
Dla przeciwwagi pojawia się niezwykle refleksyjny Księżyc nad Rakowcem. Opowiada on o przemijaniu i tęsknocie za bliskimi osobami, których z nami już nie ma. Muniek zadedykował go swojemu ojcu, a także aktorowi Janowi Nowickiemu, z którym przez lata się przyjaźnił. Czuć więc ogromne emocje w głosie Staszczyka. To jedna z najpiękniejszych ballad w dorobku grupy. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości.
Od pierwszego odsłuchu wśród moich faworytów znalazła się Melania. Psychodeliczny refren i orientalizmy na drugim planie sprawiają, że całość wyróżnia się zdecydowanie na tle innych utworów z Orajt. Podobnie ma się sprawa z Posłem RP. Kiedy ekipa T.Love zwalnia, dzieją się rzeczy doprawdy intrygujące. Leniwie snuje się także singlowe Mimo wszystko z gościnnym udziałem Sarsy. Na poprzednim albumie zespołu sporym sukcesem okazała się Pochodnia z Kasią Stankiewicz (Kwiat Jabłoni), więc teraz znów postawiono na duet. "Miłosno-wakacyjna piosenka pop", jak ją określił Muniek, z zaraźliwym "para-ra-ra-pa-pa-pa" pojawia się na Orajt w dwóch wersjach. Mnie do gustu bardziej przypadła ta główna. Radiowa z kolei została skrócona o 30 sekund i uwypuklono w niej pierwiastek taneczny.
Na koniec wypada pochylić się nad warstwą tekstową. Muniek śpiewa o kiepskiej kondycji współczesnego świata (Orajt) i niepewności, co może zdarzyć się w przyszłości (Tottolotto). Wspomina dawny, rock’n’rollowy, styl życia w Piąteczku czy Butach ("Te buty piją powiedział szewc/Ja piłem grubo i buty też"), nie zapomina także o polityce ("Polityka to show, dziś opera mydlana/Garniturów kolekcja i publika zdymana" – to fragment Posła RP). Są ponadto opowieści z cyklu autor-wnikliwy obserwator (Melania, Najfajniejsi na świecie), które zawsze ceniłem u lidera T.Love.
Podsumowując, trzynastka nie okazała się pechowa. Orajt nie jest na pewno przełomem w dyskografii jednego z najważniejszych rockowych zespołów ostatnich czterech dekad na polskim rynku. Wiadomo: ekipa Muńka nic nikomu nie musi udowadniać. Czasy się zmieniają, ale T.Love wciąż ma dość mocną pozycję. Trzeba się cieszyć, że grupie, mimo pewnych perturbacji, cały czas się chce. Fakt jest taki, że Orajt to niesamowicie równy album, praktycznie bez żadnego "niecelnego strzału" (akustyczną Agnieszkę mogliby sobie jednak darować), którego od A do Z słucha się z radością na twarzy. Nie żebym przestał wierzyć w grupę, ale... no muzycy zaskoczyli mnie – po raz kolejny – "in plus".
Najlepsze utwory z albumu: Buty, Księżyc nad Rakowcem, Melania, Najpiękniejsze, Poseł RP
Ocena: 8/10