Van Halen i historia albumu 5150
Jest rok 1984. Amerykańska formacja Van Halen, która w 1978 weszła na rynek w wielkim stylu za sprawą debiutu, na którym znalazły się tak ikonicznie utwory, jak Runnin' with the Devil czy Ain't Talkin' 'bout Love, była wówczas u szczytu popularności. Ich album zatytułowany po prostu 1984 bił rekordy sprzedaży, a hit Jump nie schodził z anten radiowych. Wewnątrz grupy jednak wrzało.
Napięcia między perfekcjonistą i muzycznym wizjonerem Eddiem Van Halenem a charyzmatycznym frontmanem Davidem Lee Rothem stał się nie do zniesienia. W 1985 wokalista ostatecznie opuścił zespół. Wydawało się wówczas, że to koniec Van Halen. Dla wielu fanów dalsza działalność bez Rotha nie miała sensu. Ekipa stanęła przed ważnym wyborem: poddać się albo zatrudnić nowego wokalistę. Zwyciężył drugi wariant.
Gitarzysta rozpoczął więc poszukiwania. Nie chciał kopii Rotha. Marzył mu się ktoś, kto wniesie do zespołu nową jakość. Początkowo rozważał on postawienie na kobietę. Wskazał na Patty Smyth z formacji Scandal, ale odmówiła. Ofertę otrzymał także Daryl Hall, współzałożyciel duetu Hall & Oates znanego m.in. z utworu Maneater. Nie był jednak zainteresowany rolą wokalisty w Van Halen. Muzyk w końcu natrafił na Sammy’ego Hagara z Montrose (śpiewał w tym zespole w latach 1973-1975), który od jakiegoś czasu rozwijał karierę solową i to w udany sposób (w 1984 wylansował przebój I Can’t Drive 55). Legenda głosi, że Van Halen poznał go za pośrednictwem ich wspólnego... mechanika.
– Kiedy dołączyłem do Van Halen w 1985 roku, miałem na koncie większe doświadczenie niż oni – przypomniał Hagar w rozmowie z magazynem Classic Rock. – Oni byli razem od siedmiu lat i nagrywali płyty, a ja byłem w branży już od dziesięciu lat przed tym, jak oni w ogóle zaczęli... Wiedziałem, jak śpiewać, rozumiałem to, co grał Eddie, wiedziałem, w jakich tonacjach są utwory i jak wygląda aranżacja muzyki. Eddiego to niesamowicie kręciło, ponieważ grając z Dave'em nie miał w nim nigdy partnera muzycznego.
Szalone sytuacje
Do zmiany doszło nie tylko za mikrofonem. Muzycy nie mogli skorzystać z usług producenta Teda Templemana, który odpowiadał za wszystkie dotychczasowe albumy grupy. Podpisał bowiem wcześniej kontrakt z... Lee Rothem na produkowanie jego solowego debiutu, Eat 'Em and Smile. Stery w tym zakresie przejęli więc Donn Landee, który był inżynierem dźwięku przy poprzednich albumach VH, oraz Mick Jones, gitarzysta formacji Foreigner, który został polecony przez wytwórnię Warner Bros. Records.
– Potraktowałem to jako naprawdę duże wyzwanie. Znałem Sammy’ego Hagara od wielu lat i myślę, że czuł on potrzebę współpracy z kimś, kto pomoże mu przy wokalach, a w niektórych przypadkach także przy melodiach. Nie brałem udziału w samym pisaniu utworów, ale mój wkład polegał na tym, aby wyciągnąć emocje z Sammy’ego w piosenkach – wyznał Jones dla serwisu songfacts.com.
Prace nad siódmym studyjnym albumem rozpoczęły się w listopadzie 1985 w studiu należącym do gitarzysty, które dwa lata wcześniej zbudował obok swojego domu w Los Angeles. Eddie szybko zaczął się dobrze dogadywać z nowym wokalistą. Iskrzyło natomiast między braćmi Van Halen. – Osobowości w zespole z pewnością dostarczały wielu emocji. Eddie i Alex [perkusista - przyp. red.] przechodzili wtedy przez szczególnie napięty emocjonalnie etap w swoich relacjach i dochodziło tam do szalonych sytuacji – wyjaśnił muzyk Foreigner. Należy wspomnieć, że Hagar nie tylko dobrze śpiewał, ale był również utalentowanym tekściarzem i umiał grać na gitarze. Odciążył więc w znacznym stopniu szefa zespołu.
Jeszcze więcej syntezatorów
Budowa własnego studia dała Van Halenowi wolność. Muzyk mógł eksperymentować o każdej porze dnia i nocy, bez presji czasu. Na płycie 5150 zespół poszedł jeszcze mocniej w stronę syntezatorów i melodyjnego rocka. Tradycyjnie pod wszystkimi utworami podpisani zostali wszyscy członkowie Van Halen. W lutym 1986 materiał został nagrany. Ledwie miesiąc później, 24 marca, całość trafiła na półki sklepowe.
Kiedy album się ukazał, reakcje były podzielone. Część fanów była zachwycona świeżością i nową energią. Inni natomiast tęsknili za głosem Davida Lee Rotha. Krytycy również nie byli jednomyślni w temacie 5150. Nie brakowało pozytywnych recenzji, w których doceniono rozwój VH. W mediach pojawiły się także krytyczne recenzje i zarzuty o zbytnią komercyjność. Patrząc jednak na wyniki sprzedaży: 5150 okazał się sporym sukcesem (w maju pokrył się podwójną platyną).
Mimo tego, że od lat słuchacze Van Halen dzielą się na obozy Rotha lub Hagara, to nie da się zaprzeczyć, że krążek z 1986 uratował zespół. Bez niego historia amerykańskiego kwartetu nie byłaby z pewnością tak bogata...
Jakie ciekawostki skrywa album 5150? Tego dowiecie się z galerii umieszczonej na samej górze niniejszego artykułu.