The Cure i historia albumu Kiss Me, Kiss Me, Kiss Me
W 1985 roku, za sprawą płyty The Head on the Door, na której znalazł się m.in. przebój Close to Me, udało się brytyjskiej formacji The Cure w końcu mocniej zaistnieć na amerykańskim rynku. Aby podtrzymać dobrą passę, rok później na rynku ukazała się składanka Standing on a Beach, na której znalazły się najpopularniejsze utwory grupy dowodzonej przez wokalistę i gitarzystę Roberta Smitha. The Cure trafili do pierwszej ligi alternatywnego rocka, a ich teledyski regularnie emitowało MTV.
Rozpoczęcie prac nad siódmym studyjnym albumem nastąpiło po okresie, w którym Smith mocno zanurzył się w historię grupy. Wszystko to miało związek z książką podsumowującą pierwszą dekadę istnienia The Cure. – Kiedy nad nią pracowałem, zaopatrzyłem się w kilka piw i przesłuchałem wszystko, co The Cure kiedykolwiek stworzyło. Siedziałem tak przez dzień i noc, zapisując, co myślę o każdym utworze – powiedział dla magazynu East Coast Rocker. Wspomniane notatki wykorzystał z myślą o tworzeniu materiału na Kiss Me, Kiss Me, Kiss Me.
Muzycy zamierzali trochę poeksperymentować w trakcie komponowania. Klawiszowiec Lol Tolhurst, w wywiadzie dla The Observer, przyznał, że w tamtym momencie mieli do tego "warunki i możliwości". – Dla nas kluczem zawsze było odcięcie się od wielkiego miasta i zaszycie się gdzieś na wsi, bo to właśnie tam działy się magiczne rzeczy – wyjaśnił.
Dlatego też w sierpniu 1986 grupa przeniosła się do urokliwego studia Miraval, położonego w prowansalskiej posiadłości otoczonej winnicami na południu Francji. – Wiedzieliśmy, że w Prowansji nikt nas nie odwiedzi, mieliśmy tylko swoje graty. Przy miksowaniu można jeszcze coś pozmieniać i kombinować, ale jeśli chodzi o samo nagrywanie – odizolowanie się od reszty świata zawsze sprawdzało się u nas najlepiej – dodał Tolhurst. Tam ekipa dopracowywała demówki, które wcześniej zostały nagrane w domu perkusisty Borisa Williamsa. – To był bardzo płodny okres, bo mieliśmy naprawdę dobry skład – wyznał muzyk. Klawiszowiec The Cure wspominał, że na początkowym etapie mieli ok. 100 utworów do przejrzenia. Zawęzili następnie wybór do ok. 35 pomysłów (ostateczna selekcja następowała w wyniku głosowania).
Dziesięć tygodni
Proces powstawania Kiss Me, Kiss Me, Kiss Me diametralnie różnił się od poprzednich płyt, na których Smith sprawował autorytarną władzę kompozytorską. Tym razem każdy z muzyków coś ze sobą przyniósł. Panowie we Francji spędzili dziesięć tygodni. Prace przebiegały w bardzo dobrej atmosferze, a izolacja wpłynęła na niezwykle swobodny charakter nagrań. – Nie mieliśmy telewizji, nie mieliśmy transportu, żeby dotrzeć do najbliższego miasta oddalonego o pięć mil, a całe jedzenie przywożono rano furgonetką – wspominał frontman The Cure. Po latach Robert Smith powiedział, że był to "najprzyjemniejszy okres w jego życiu w ciągu ostatnich 10 lat".
Muzycy nie planowali, że następca The Head on the Door okaże się podwójnym wydawnictwem. – Nigdy nie wyobrażaliśmy sobie tego, dopóki nie doszliśmy do końca całego procesu w studiu. Nagraliśmy 35 utworów i mieliśmy ostre spory, co do wyboru ostatecznej 18-tki. Dalsze skracanie albumu sprawiłoby, że byłby albo zbyt popowy, albo zbyt mocno skupiony na dłuższych, bardziej nastrojowych utworach. Żadne z tych rozwiązań nie nadałoby płycie właściwej równowagi – dodał wokalista i gitarzysta. Zespół brał także pod uwagę wydanie tych płyt oddzielnie. Smith nie chciał jednak dłużej czekać.
To już koniec
Kiss Me, Kiss Me, Kiss Me wyróżniał się ogromną różnorodnością stylistyczną. Obok mrocznych kompozycji jak The Kiss czy All I Want, znalazły się popowe przeboje Why Can't I Be You? oraz Just Like Heaven. Warto zatrzymać się przy ostatnim z wymienionych. – Kiedy go pisałem, pomyślałem: "To już koniec. Nigdy więcej nie napiszę czegoś tak dobrego". Pamiętam, jak powiedziałem do reszty w studiu: "To już koniec. Równie dobrze możemy się spakować". Na szczęście tego nie zrobiliśmy – powiedział lider The Cure w wywiadzie dla Rolling Stone’a w 2019.
Krążek Kiss Me, Kiss Me, Kiss Me ukazał się 26 maja 1987. W rodzinnym kraju dotarł do szóstego miejsca, z kolei po drugiej stronie Atlantyku zameldował się na 35. pozycji (był to najlepszy wynik w dotychczasowej historii zespołu). Gigantycznym hitem okazał się Just Like Heaven, który sprawił, że popularność The Cure w USA gwałtownie wzrosła. Dzięki genialnym teledyskom w reżyserii Tima Pope'a, brytyjska grupa stała się ikoną popkultury lat 80. Kiss Me, Kiss Me, Kiss Me uznawany jest za jedno z najważniejszych dzieł w dorobku The Cure. Nie powinno to dziwić. To właśnie ta płyta najlepiej pokazuje, że ekipa Roberta Smitha doskonale potrafi odnaleźć się w różnych muzycznych światach.
Jakie ciekawostki skrywa album Kiss Me, Kiss Me, Kiss Me? Tego dowiecie się z galerii, którą umieściliśmy na samej górze niniejszego artykułu.