Od kupowania botów do fałszywych nagród. Jak powstała iluzja popularności Threatin
W 2018 roku świat rocka obiegła wiadomość o amerykańskim zespole Threatin, który miał podbić Europę podczas trasy koncertowej "Breaking the World Tour". Lider projektu, Jered Eames, działający pod pseudonimem Jered Threatin, przygotował się do tego zadania z niezwykłą dbałością o szczegóły, tyle że niemal każdy element jego sukcesu był kłamstwem. Muzyk zainwestował tysiące dolarów w armię botów na Facebooku i Instagramie, kupował fałszywe wyświetlenia na YouTube oraz stworzył cały ekosystem nieistniejących firm. W sieci działała fikcyjna wytwórnia Superlative Music Recordings, agencja menedżerska Aligned Artist Management, a nawet portal muzyczny Top Rock Press, który publikował entuzjastyczne recenzje jego twórczości.
Eames nie poprzestał na lajkach i komentarzach pisanych przez boty z Brazylii. Aby uwiarygodnić swoją pozycję przed promotorami koncertowymi, nagrywał w USA materiały wideo z profesjonalnych sal, gdzie wynajęci statyści udawali szalejący pod sceną tłum. Sfałszował nawet statuetki muzyczne, które rzekomo otrzymał, i chwalił się nimi w mediach społecznościowych. Dzięki tak przygotowanej mistyfikacji, jego rzekomy agent bookingowy, który w rzeczywistości był samym Jeredem piszącym z innego konta mailowego, zdołał zarezerwować koncerty w renomowanych klubach w Wielkiej Brytanii i innych krajach Europy. Właściciele lokali chętnie zgadzali się na współpracę, ponieważ muzyk opłacał koszty wynajmu sali z góry i przesyłał sfałszowane zrzuty ekranu pokazujące setki sprzedanych biletów.
Trzy osoby pod sceną w Londynie. Przebieg trasy "Breaking the World Tour"
Zderzenie internetowej iluzji z twardą rzeczywistością nastąpiło 1 listopada 2018 roku w słynnym londyńskim klubie The Underworld. Choć obsługa lokalu i zespoły supportujące spodziewały się pełnej sali, na koncert Threatin przyszły dokładnie 3 osoby. Co ciekawe, nie byli to fani głównej gwiazdy, lecz goście zaproszeni przez jeden z lokalnych zespołów rozgrzewających. Pod sceną nie było ani jednego człowieka, który kupiłby bilet, aby zobaczyć Jereda Eamesa. Podobny scenariusz powtórzył się w klubie The Exchange w Bristolu, gdzie mimo rzekomej sprzedaży 180 wejściówek, zespół zagrał dla pustej sali i realizatora dźwięku.
Właściciele brytyjskich klubów szybko zaczęli wymieniać się informacjami i zauważyli ten sam schemat działania. Sprawą zainteresowali się dziennikarze portalu MetalSucks, którzy przeprowadzili śledztwo i odkryli, że wszystkie strony internetowe promujące zespół są zarejestrowane na tego samego człowieka. W miarę postępu trasy, informacja o wielkim oszustwie zaczęła rozchodzić się w sieci, a pod kolejnymi klubami zamiast fanów pojawiali się jedynie zaciekawieni sytuacją obserwatorzy i nieliczni dziennikarze, chcący zobaczyć na własne oczy najbardziej spektakularną klapę w historii współczesnego rocka.
Muzycy sesyjni porzuceni w Europie. Kulisy rozpadu zespołu w Belfaście
Ofiarami ambicji Jereda Eamesa padli nie tylko promotorzy, ale również muzycy, których zatrudnił do grania na trasie. Joe Prunera (gitara), Dane Davis (perkusja) oraz Gavin Carney (bas) byli przekonani, że biorą udział w trasie wschodzącej gwiazdy rocka. Eames zwerbował ich przez ogłoszenia w Los Angeles i opłacił im loty do Europy, co uśpiło ich czujność. Prawda dotarła do nich dopiero w trakcie pobytu w Wielkiej Brytanii, gdy ich rodziny i znajomi zaczęli wysyłać im linki do artykułów demaskujących Threatin. Do ostatecznej konfrontacji doszło w Belfaście, gdzie zespół praktycznie przestał istnieć.
On nie jest geniuszem PR-u, tylko gościem z ogromnym ego, który ma urojenia – podsumował sprawę Scott Eames, brat muzyka, w rozmowie z mediami
Gitarzysta i perkusista natychmiast odeszli z grupy, musząc na własny koszt szukać sposobu na powrót do Stanów Zjednoczonych. Basista został z Jeredem kilka dni dłużej tylko dlatego, że nie miał pieniędzy na bilet powrotny i liczył, że lider wywiąże się z umowy. Cała sytuacja pokazała, że Eames, budując swoją fikcyjną potęgę, zupełnie nie liczył się z kosztami ludzkimi i emocjonalnymi osób, które wciągnął w swoją intrygę. Finansowanie całego przedsięwzięcia, które kosztowało dziesiątki tysięcy dolarów, pochodziło najprawdopodobniej z oszczędności żony Jereda, która wspierała go w każdym kroku tej mistyfikacji.
Eksperyment socjologiczny czy zwykłe oszustwo? Wyjaśnienia Jereda Eamesa
Po wybuchu skandalu Jered Eames nie przyznał się do porażki. W wywiadzie dla Rolling Stone przekonywał, że cała trasa i sfałszowane statystyki były częścią przemyślanego eksperymentu socjologicznego. Twierdził, że chciał pokazać, jak łatwo zmanipulować branżę muzyczną w dobie fake newsów, a puste sale były celowym zabiegiem mającym wywołać szum medialny. Branża muzyczna przyjęła te tłumaczenia z dużym dystansem, uznając je za próbę ratowania wizerunku po tym, jak oszustwo wyszło na jaw. Gdyby faktycznie był to performance artystyczny, artysta nie narażałby postronnych muzyków na straty finansowe i publiczne upokorzenie bez ich wiedzy.
Dokładnie rok po skandalu, w listopadzie 2019 roku, Threatin próbował wrócić na scenę. Zorganizował koncert w tym samym londyńskim klubie The Underworld, tym razem promując się hasłami nawiązującymi do wcześniejszego skandalu. Mimo ogromnego rozgłosu, jaki zdobył rok wcześniej, na występ sprzedano zaledwie około 60 biletów w obiekcie mogącym pomieścić 500 osób. Jered wystąpił na scenie z manekinami ubranymi jak muzycy, co miało być kolejnym ironicznym komentarzem do jego historii. Choć muzyk dopiął swego i stał się rozpoznawalny, jego kariera pozostała przestrogą dla wszystkich, którzy wierzą, że w świecie rocka zasięgi w mediach społecznościowych można całkowicie oddzielić od realnej bazy fanów.