Bruce Dickinson wpadł w szał w trakcie nagrywania słynnego utworu Iron Maiden. "Rzuciłem meblem w ścianę"
Na pierwszych dwóch albumach Iron Maiden śpiewał Paul Dianno. W 1981 roku został on jednak zwolniony. Jego następcą został Bruce Dickinson, znany z formacji Samson. Wniósł on do zespołu niesamowitą skalę głosu i sceniczną ekspresję. Dickinson zadebiutował na płycie The Number of the Beast z 1982. Na tym ikonicznym albumie znalazł się m.in. utwór tytułowy, który do dziś jest jednym z najpopularniejszych numerów w dorobku Żelaznej Dziewicy.
Praca nad tą kompozycją, w studiu Battery w Londynie pod czujnym okiem legendarnego producenta Martina Bircha, była wyzwaniem dla wokalisty, o czym nie raz w przeszłości wspominał w przestrzeni medialnej.
Chciałem jak najszybciej dać czadu, pokazać, na co mnie stać. Martin nie był zainteresowany popisami i w bardzo wyważony sposób nauczył mnie, żeby wszystko robić z głową. Weźmy na tapetę początkowy fragment "The Number of the Beast". Przed porażającym krzykiem w stylu "Won't Get Fooled Again" [chodzi o numer z repertuaru The Who - przyp. red.] mamy niemal szeptany wstęp, który buduje napięcie przed kluczowym wrzaskiem. Nie wymaga zbyt wysokiego śpiewania ani wielkiego wysiłku. Sądziłem, że dam radę osiągnąć pożądany efekt w kilku podejściach i zająć się głośnymi, efektownymi partiami. Martin, Steve [Harris, basista Iron Maiden] i ja spędziliśmy całą dobę na szlifowaniu tych pierwszych dwóch linijek. Ciągle to powtarzaliśmy, aż w końcu wybuchłem. Rzuciłem jakimś meblem w ścianę, niszcząc jeszcze wilgotny tynk nieukończonej kuchni – wspominał Dickinson w swojej autobiografii Do czego służy ten przycisk?.
I właśnie ten moment absolutnego załamania i furii okazał się kluczem do sukcesu. Kiedy emocje już trochę opadły, producent albumu The Number of the Beast wyjaśnił dokładnie Dickinsonowi, czego od niego oczekuje w tym fragmencie. "Całe twoje życie musi być zawarte w tej pierwszej wyśpiewanej linijce. Ona definiuje cię jako wokalistę" – powiedział mu wówczas Birch.
– Zacząłem powoli dostrzegać różnicę między zaśpiewaniem fragmentu tekstu, a wczuciem się w niego. Poszedłem na spacer po pomieszczeniach studia. Było przeraźliwie cicho – żadnych innych muzyków. Opuszczony zestaw perkusyjny, gitary leżące na podłodze, lekki zapach kurzu na wciąż jeszcze włączonych wzmacniaczach. [...] Gdy wróciłem przed mikrofon, byłem już tą osobą. [...] I dalej już poszło. Byłem puszką fasolki, a Martin był otwieraczem – dodał Bruce Dickinson we wspomnianej książce.
Numer, słusznie, został wytypowany jako jeden z singli z The Number of the Beast. Utwór, co ciekawe, wywołał kontrowersje w Stanach Zjednoczonych. Jego tematyka oburzyła tamtejsze grupy religijne. Organizowano publiczne palenie płyty oraz protesty przed koncertami, co paradoksalnie zrobiło zespołowi darmową reklamę na tamtejszym rynku.
Singiel dotarł do 18. miejsca na brytyjskiej liście UK Singles Chart i do dziś stanowi obowiązkowy punkt programu niemal każdego koncertu Iron Maiden. Mowa w końcu o drugim, po Iron Maiden, najchętniej granym utworze na żywo przez muzyków.