Roger Waters i nietypowe metrum 7/4 w utworze "Money"
Kiedy Roger Waters przyniósł do studia demo utworu "Money", reszta zespołu musiała zmierzyć się z dość nietypowym wyzwaniem rytmicznym. Kompozycja została napisana w metrum 7/4, co w muzyce popularnej tamtego okresu nie zdarzało się często. Oznaczało to, że planowana pętla dźwiękowa, która miała otwierać piosenkę, musiała składać się dokładnie z siedmiu równych uderzeń, aby idealnie współgrać z linią basu. Waters nagrał pierwsze próby w swoim domowym studiu, wykorzystując techniki znane z nurtu muzyki konkretnej, czyli włączania odgłosów otoczenia do struktury utworu.
Początkowo muzycy Pink Floyd mieli problem z wyczuciem rytmu samej pętli, ponieważ bez partii instrumentów sklejone dźwięki brzmiały dość chaotycznie. Dopiero gdy Waters dołożył do tego swój słynny, hipnotyczny riff basowy, całość nabrała sensu. Zespół od dawna eksperymentował z nietypowymi instrumentami, próbując wcześniej nagrywać płytę przy użyciu wyłącznie przedmiotów domowego użytku, takich jak gumki recepturki czy miotły. Choć tamten projekt porzucono, doświadczenie to pozwoliło im stworzyć najbardziej komercyjny i rozpoznawalny efekt dźwiękowy w ich karierze.
Monety na żyłce i miska do gliny. Jak powstawały dźwięki do utworu?
Zanim doszło do montażu, każdy dźwięk słyszany w intro musiał zostać nagrany osobno. Roger Waters przygotował część efektów w ogrodzie oraz w pracowni garncarskiej swojej żony, gdzie wrzucał monety do wirującej misy miksującej, co dawało metaliczny, rezonujący pogłos. Z kolei Nick Mason podszedł do tematu bardzo technicznie i precyzyjnie. Aby monety nie rozsypywały się bezładnie po podłodze, perkusista Pink Floyd przewiercił w starych pensach otwory i nawlekł je na wędkarską żyłkę. Dzięki temu mógł kontrolować moment uderzenia metalu o metal, uzyskując czysty i punktualny dźwięk.
To bardzo fascynująca idea i wciągająca historia, z której powstałby pewnie świetny film. No ale piosenka nie została napisana przez CIA – stwierdził XYZ w trakcie rozmowy
Pozostałe elementy układanki również wymagały kreatywności. Słynny odgłos rozdzierania banknotów to w rzeczywistości dźwięk zwykłego, grubego papieru, który niszczono bezpośrednio przed mikrofonem w studiu Abbey Road. Jedynym gotowym elementem był dźwięk otwieranej szuflady kasy fiskalnej, który inżynier dźwięku Alan Parsons zaczerpnął z biblioteki efektów dźwiękowych wytwórni EMI. Po zebraniu wszystkich nagrań ekipa miała przed sobą najbardziej żmudny etap pracy, czyli fizyczne połączenie tych elementów w jedną całość.
Żyletki oraz linijki na podłodze. Żmudny proces montażu pętli
W 1973 roku nie istniały cyfrowe programy do edycji dźwięku, więc muzycy musieli pracować z taśmą magnetofonową w sposób manualny. Standardowa prędkość przesuwu taśmy w profesjonalnym studiu wynosiła wtedy 15 cali na sekundę. Aby uzyskać równe tempo, Waters i Mason musieli obliczyć matematycznie, jak długi powinien być odcinek taśmy odpowiadający jednej ćwierćnucie. Następnie, używając zwykłych linijek, odmierzali odpowiednie fragmenty na podłodze studia i wycinali je za pomocą magnetycznych żyletek. Cięcia wykonywano pod kątem, aby uniknąć słyszalnych trzasków w miejscach łączenia.
Praca ta była nie tylko wyczerpująca, ale też sprzeczna z ówczesnym regulaminem studia. W Abbey Road obowiązywały surowe zasady, według których tylko technicy w białych fartuchach mogli dotykać konsolet i zajmować się montażem taśm. Muzycy Pink Floyd zignorowali jednak te biurokratyczne przeszkody i sami wykonali większość fizycznej pracy. Po sklejeniu siedmiu fragmentów specjalną taśmą klejącą okazało się jednak, że poziomy głośności poszczególnych dźwięków drastycznie się od siebie różnią, co wymagało kolejnych godzin spędzonych na wyrównywaniu brzmienia podczas przegrywania materiału.
Las ze statywów mikrofonowych. Jak Alan Parsons poradził sobie z długością taśmy?
Kiedy pętla była już gotowa i sklejona w zamknięte koło, pojawił się kolejny problem techniczny. Całość była na tyle długa, że nie mieściła się na samym magnetofonie Studer i po prostu zwisała, plącząc się pod nogami. Aby pętla mogła krążyć w nieskończoność i utrzymywać odpowiednie napięcie, Alan Parsons oraz muzycy musieli zbudować w reżyserce skomplikowaną konstrukcję. Rozstawili w pomieszczeniu statywy mikrofonowe, po których prowadzili taśmę, używając ołówków i rolek jako prowadnic. Wyglądało to jak las metalowych prętów, między którymi w kółko przemykało nagranie z odgłosami kasy.
Ukrywanie pętli w miksie i walka z uciekającym tempem
Pomimo perfekcyjnego przygotowania technicznego, granie do mechanicznej pętli okazało się wyzwaniem dla samego zespołu. Pętla trzymała idealne, maszynowe tempo, podczas gdy muzycy naturalnie przyspieszali lub zwalniali w trakcie sesji. Największy problem pojawił się w momencie solówki gitarowej Davida Gilmoura, gdzie metrum utworu zmienia się na standardowe 4/4. Zespół zaczął stopniowo rozmijać się z nagraniem monet i papieru, przez co Alan Parsons musiał niepostrzeżenie wyciszać pętlę w miksie, aby słuchacz nie zorientował się, że kapela przestaje grać równo z taśmą.
Ciekawostką jest fakt, że kiedy kilka lat później przygotowywano kwadrofoniczną wersję albumu "The Dark Side of the Moon", Parsons musiał niemal od nowa stworzyć całe intro. Oryginalna pętla nie brzmiała dobrze w systemie czterokanałowym, więc inżynier ponownie przeszukał archiwa z odrzutami nagrań, aby móc rozmieścić dźwięki kasy i monet w przestrzeni dookoła słuchacza. Do dziś praca wykonana przy "Money" jest podawana jako przykład niesamowitej cierpliwości i triumfu ludzkiej kreatywności nad ograniczeniami technologicznymi XX wieku.