Hendrix w roli tragarza i historia skradzionych drzwi Boba Dylana. Hotel Chelsea jako mroczna kolebka nowojorskiego rocka

Hotel Chelsea przy 222 West 23rd Street na Manhattanie to bez wątpienia najsłynniejszy adres w historii muzyki rockowej. Przez dziesięciolecia budynek ten pełnił funkcję nieoficjalnego schronienia dla genialnych artystów, którzy często nie mieli pieniędzy na opłacenie czynszu. Mroczna legenda hotelu jest jednak nierozerwalnie związana z tragicznymi zgonami i głośnymi skandalami z udziałem największych gwiazd światowych scen.

Fasada i neon Hotelu Chelsea w Nowym Jorku. O historii tej legendarnej kolebki rocka przeczytasz na EskaRock.
Autor: Eden, Janine and Jim/ CC BY-SA 2.0
Muzyka rockowa lat 90-tych - zagranica. Kultowe krążki z tego okresu

Stanley Bard i jego mecenat nad bohemą. Jak powstała "kontrolowana anarchia" w Hotelu Chelsea

Zbudowany w 1884 roku Hotel Chelsea stał się centrum artystycznego wszechświata głównie dzięki jednej osobie. Stanley Bard, który zarządzał tym miejscem od 1964 roku, stworzył tam specyficzny system, który dziś nazwalibyśmy kontrolowaną anarchią. Bard kochał sztukę i artystów, dlatego pozwalał muzykom, malarzom i pisarzom na ogromną swobodę. Jeśli ktoś nie miał pieniędzy na czynsz, menadżer często przymykał na to oko przez wiele miesięcy, a zdarzało się nawet, że jako zapłatę przyjmował obrazy, rękopisy czy gitary. To właśnie ta tolerancja dla głośnych prób o każdej porze dnia i nocy sprawiła, że Hotel Chelsea stał się bezpieczną przystanią dla ludzi, którzy nie pasowali do reszty społeczeństwa.

Budynek sam w sobie sprzyjał kreatywności. Grube, ceglane ściany doskonale tłumiły dźwięki wzmacniaczy, co pozwalało gitarzystom na swobodną pracę nad nowym materiałem bez obaw o interwencję policji. Z kolei legendarne lobby i restauracja El Quijote na parterze były miejscami, gdzie dochodziło do przypadkowych spotkań gigantów muzyki. To tam przy tequili przesiadywali Janis Joplin, Jimi Hendrix czy członkowie Jefferson Airplane. W Hotelu Chelsea nie było podziału na gwiazdy i amatorów – wszyscy byli częścią tej samej, nieco szalonej społeczności.

Bob Dylan, Leonard Cohen i piosenki pisane w hotelowych pokojach

Wiele utworów, które dziś uznajemy za fundamenty rocka i folku, powstało właśnie za drzwiami Chelsea. Bob Dylan w połowie lat 60. zajmował pokój numer 211, gdzie spędzał całe dnie na pisaniu materiału na swój przełomowy album "Blonde on Blonde". To właśnie tam stworzył monumentalny, 11-minutowy utwór "Sad Eyed Lady of the Lowlands", dedykowany swojej ówczesnej żonie, Sarze. Dylan sam po latach potwierdził to w tekście piosenki "Sara", wspominając nieprzespane noce spędzone w hotelowych murach.

Równie słynna jest historia spotkania Leonarda Cohena i Janis Joplin. Artyści poznali się w hotelowej windzie w 1968 roku. Choć Cohen szukał wtedy kogoś zupełnie innego, to spotkanie z Janis zakończyło się w jej pokoju numer 415. Na pamiątkę tych chwil Cohen napisał utwór "Chelsea Hotel #2", w którym bez owijania w bawełnę opisał intymne szczegóły ich relacji. Po latach muzyk publicznie przyznał, że piosenka dotyczy właśnie Joplin, choć szybko zaczął tego żałować, uznając to za brak klasy wobec zmarłej koleżanki.

Moje zachowanie było brakiem taktu i niedyskrecją, ponieważ obnażyłem intymne szczegóły dotyczące zmarłej artystki, która nie mogła się już bronić – stwierdził Leonard Cohen w trakcie jednego z późniejszych wywiadów

Śmierć Nancy Spungen w pokoju numer 100. Czy Sid Vicious naprawdę był winny?

Najmroczniejszy rozdział w historii hotelu rozegrał się 12 października 1978 roku. To wtedy w pokoju numer 100 znaleziono ciało 20-letniej Nancy Spungen, partnerki Sida Viciousa z zespołu Sex Pistols. Kobieta wykrwawiła się w łazience z powodu rany kłutej brzucha, a narzędziem zbrodni okazał się nóż myśliwski należący do muzyka. Sid, który był pod silnym wpływem narkotyków, składał sprzeczne zeznania – raz przyznawał się do winy, by za chwilę twierdzić, że nic nie pamięta, bo w tym czasie spał. Został oskarżony o morderstwo, ale nigdy nie stanął przed sądem, ponieważ zmarł z powodu przedawkowania heroiny kilka miesięcy później.

Choć nowojorska policja zamknęła sprawę, po latach pojawiło się wiele wątpliwości. Badacze historii punka zwracają uwagę, że Sid przyjął tamtej nocy ogromną dawkę leków uspokajających, która powinna go całkowicie otumanić. Istnieje teoria, że sprawcą mógł być Rockets Redglare, diler i aktor, który feralnej nocy przebywał w ich pokoju. Z mieszkania pary zniknęło około 25 000 dolarów, co mogło być motywem rabunkowym. Redglare miał się ponoć później chwalić znajomym w barach, że to on stoi za śmiercią Nancy, ale oficjalnie nigdy nie postawiono mu zarzutów.

Hendrix w roli tragarza i historia skradzionych drzwi Boba Dylana

Hotel Chelsea obfitował także w mniej tragiczne, choć równie barwne historie. Patti Smith w swojej autobiografii wspomniała sytuację, gdy jedna ze starszych mieszkanek pomyliła Jimiego Hendrixa z boyem hotelowym. Legendarny gitarzysta, ubrany w jaskrawy strój i z charakterystycznym afro, bez słowa skargi wziął jej ciężkie walizki i zaniósł je na górę. To dobrze oddaje specyfikę tego miejsca – wielkie gwiazdy mogły tam liczyć na odrobinę normalności lub przynajmniej na bycie ignorowanym przez tych, którzy nie śledzili list przebojów.

Kiedy w 2011 roku hotel został zamknięty z powodu kontrowersyjnego remontu, doszło do nietypowego zdarzenia. Pewien bezdomny mężczyzna, znający okolicę, uratował kilkadziesiąt oryginalnych drzwi do hotelowych pokojów, które robotnicy wyrzucili na śmietnik. Po latach okazało się, że są to drzwi, za którymi mieszkali Dylan, Hendrix czy Joplin. W 2018 roku historyczne skrzydło z pokoju Boba Dylana zostało sprzedane na aukcji za bagatela 100 000 dolarów. To pokazuje, że mimo upływu lat i zmian właścicieli, duch dawnego Hotelu Chelsea i jego lokatorów wciąż rozpala wyobraźnię fanów rocka na całym świecie.