Tajemniczy gość w Abbey Road Studios. Dlaczego muzycy Pink Floyd nie poznali własnego lidera?
5 czerwca 1975 roku był dla muzyków Pink Floyd dniem szczególnym. Zespół przebywał w Londynie w słynnym Studiu 3 przy Abbey Road, gdzie kończono miksowanie utworu „Shine On You Crazy Diamond”. Była to kompozycja o ogromnym ładunku emocjonalnym, stanowiąca hołd dla ich dawnego lidera, Syda Barretta, który kilka lat wcześniej musiał opuścić grupę z powodu postępujących problemów psychicznych i uzależnienia od narkotyków. Tego samego dnia David Gilmour brał ślub ze swoją pierwszą żoną, Ginger, a cała ekipa przygotowywała się do wylotu na trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych. W pewnym momencie w reżyserce pojawił się człowiek, którego obecność wprawiła wszystkich w konsternację.
Mężczyzna był potężnie zbudowany, miał całkowicie ogoloną głowę oraz zgolone brwi, co nadawało mu niepokojący wygląd. Ubrany w biały prochowiec i białe buty, trzymał w ręku zwykłą plastikową reklamówkę z supermarketu. Przez blisko 45 minut nikt z obecnych nie miał pojęcia, z kim ma do czynienia. David Gilmour pomyślał początkowo, że to pracownik techniczny wytwórni EMI, natomiast Richard Wright uznał go za znajomego Gilmoura zaproszonego na ślubne uroczystości. Prawda okazała się jednak o wiele bardziej bolesna. Kiedy Roger Waters zorientował się w końcu, że nieznajomym jest sam Syd Barrett, zapytał szeptem Wrighta, czy wie, kogo widzi przed sobą. Gdy padło nazwisko dawnego przyjaciela, w studiu zapanowała ciężka cisza.
Płacz w reżyserce i bolesna ironia. Roger Waters nie wytrzymał widoku przyjaciela
Spotkanie miało wymiar niemal metafizyczny i tragiczny zarazem. W chwili, gdy Barrett wszedł do pomieszczenia, z głośników płynęły dźwięki piosenki napisanej właśnie o nim i jego upadku. Muzycy pracowali nad tekstem o „szalonym diamencie”, opłakując utratę geniuszu Syda, podczas gdy on sam stał obok nich jako żywy dowód na to, jak wielkiego spustoszenia dokonała choroba. Widok zniszczonego przyjaciela był tak dewastujący, że Roger Waters i Richard Wright nie potrafili powstrzymać emocji i po prostu zalali się łzami. Sam Gilmour określił to wydarzenie po latach jako niewiarygodny i niezwykle bolesny zbieg okoliczności, który nadał nagrywanej płycie „Wish You Were Here” ostateczny, mroczny sens.
To było niewiarygodne i bolesne zderzenie z rzeczywistością – wspominał po latach David Gilmour
Zachowanie Barretta podczas wizyty było równie niepokojące, co jego wygląd. Syd wydawał się całkowicie odcięty od rzeczywistości i nieobecny duchem. Przez cały czas trzymał swoją plastikową siatkę, a co kilka minut wstawał, podchodził do konsolety mikserskiej i zaczynał energicznie szczotkować zęby szczoteczką wyciągniętą z torby. Po chwili siadał, by po pewnym czasie znów powtórzyć tę czynność, cały czas skacząc w miejscu. Kiedy zespół w końcu zdecydował się puścić mu gotowy materiał i zapytał go o opinię, Syd Barrett odpowiedział jedynie chłodno, że muzyka brzmi „trochę staro”. Zapytał również, kiedy będzie mógł dograć swoje partie gitary, mimo że wszystkie ślady były już dawno ukończone.
Ostatni rozdział wspólnej historii. Wizyta, która zainspirowała film „The Wall”
Po zakończeniu pracy w studiu Syd Barrett udał się wraz z zespołem na przyjęcie weselne Davida Gilmoura zorganizowane w kantynie EMI. Nie nawiązał jednak z nikim głębszej relacji, błąkał się między gośćmi w milczeniu, po czym nagle zniknął. Nikt nie zauważył momentu, w którym opuścił budynek, i nikt go nie pożegnał. Dla większości członków Pink Floyd było to ostatnie spotkanie z dawnym liderem w ich życiu. Nick Mason, Richard Wright i David Gilmour nigdy więcej nie rozmawiali z Sydem aż do jego śmierci w 2006 roku. Jedynie Roger Waters widział go jeszcze raz, około 2 lat później w domu towarowym Harrods, jednak trauma po wizycie w studiu była tak silna, że Waters uciekł, nie mając siły na ponowną konfrontację.
Tragiczny wizerunek ogolonego z włosów i brwi Barretta nie został jednak zapomniany przez kulturę popularną. Stał się on bezpośrednią inspiracją dla jednej z najbardziej znanych scen w filmie „Pink Floyd – The Wall” z 1982 roku. Główny bohater, Pink, grany przez Boba Geldofa, w momencie popadania w całkowite szaleństwo wykonuje dokładnie ten sam gest co Syd, goląc sobie całe ciało wraz z brwiami. W ten sposób bolesny incydent z Abbey Road Studios na stałe wpisał się w mitologię zespołu, stając się symbolem straty i ceny, jaką czasem płaci się za muzyczny geniusz. Płyta wydana we wrześniu 1975 roku stała się dzięki temu jeszcze bardziej autentyczna, będąc zapisem żałoby po przyjacielu, który fizycznie był obecny, ale mentalnie odszedł na zawsze.