Brak kontraktu z EMI pozwolił Radiohead wydać „In Rainbows” na własnych zasadach
Historia zaczęła się po wydaniu „Hail to the Thief” z 2003 roku. Kontrakt Radiohead z EMI i Capitol wygasł, a grupa nie zdecydowała się go przedłużyć. Mogli więc pracować nad siódmym albumem bez podporządkowywania się harmonogramowi premiery narzuconemu przez dużą wytwórnię. Thom Yorke publicznie pytał, po co artyście wytwórnia, skoro może sam kontrolować prawa cyfrowe i przychody z pobrań.
1 października 2007 roku Jonny Greenwood ogłosił na blogu Dead Air Space, że „In Rainbows” jest gotowe. Do premiery pozostało tylko dziesięć dni, choć duże albumy promowano wtedy zwykle przez wiele tygodni. Album udostępniono na stronie inrainbows.com, z pominięciem iTunes i tradycyjnej sprzedaży w sklepach w dniu premiery cyfrowej.
Fani sami ustalali cenę, a obok plików cyfrowych był też Discbox
Na stronie zamówienia kupujący wpisywali własną cenę, a komunikat podkreślał, że decyzja należy do nich. Można było wpisać kilka funtów, większą kwotę albo pobrać pliki bez płacenia. Radiohead nie byli pierwszymi artystami stosującymi taki mechanizm, ponieważ wcześniej robiła to między innymi Jane Siberry. Wyjątkowa była skala tego przedsięwzięcia, ponieważ z takiego modelu skorzystał zespół znany na całym świecie i mający miliony słuchaczy.
Jonny Greenwood tłumaczył, że chciał skłonić odbiorców do zastanowienia się, ile warta jest dla nich muzyka. Pomysł nie miał być gotowym planem ratowania całej branży. Radiohead byli w wyjątkowej sytuacji, ponieważ mieli finansową niezależność, wierną publiczność i mogli kierować fanów bezpośrednio na własną stronę.
Równolegle grupa sprzedawała kolekcjonerski Discbox. Zestaw zawierał dwa winyle, płytę CD z głównym albumem, dodatkowy krążek z ośmioma utworami oraz książkę z oprawą graficzną. W październiku 2008 roku przedstawicielka wydawcy informowała o sprzedaży 100 tysięcy zestawów deluxe, kosztujących po 80 dolarów. Cyfrowa dostępność nie oznaczała więc rezygnacji z płatnych nośników, lecz rozdzielenie muzyki od kolekcjonerskiego przedmiotu.
Spór o wpływy odsunął w cień sukces „In Rainbows”
W listopadzie 2007 roku firma comScore oszacowała, że 62 procent osób pobierających album zapłaciło zero, a pozostałe 38 procent wpłaciło dowolną kwotę. Według tego badania średnia wpłata płacących wynosiła około 6 dolarów, lecz były to dane z panelu monitorującego aktywność internautów, a nie księgi sprzedaży Radiohead. Zespół uznał te wyliczenia za niedokładne i nigdy nie opublikował pełnych danych. Medialne liczby nie są więc ostatecznym bilansem całej akcji. Ważniejsze było to, że eksperyment wywołał debatę o kontroli nad dystrybucją, danych klientów i przychodach z katalogu. Duże wytwórnie widziały w tym zagrożenie dla dotychczasowego modelu.
Taki ruch był jednak trudny do powtórzenia dla artysty na początku kariery, bez kapitału i wiernej publiczności. Gdy „In Rainbows” trafiło później do fizycznej sprzedaży nakładem XL Recordings, album zadebiutował na pierwszym miejscu brytyjskiej listy w styczniu 2008 roku. Album zebrał znakomite recenzje, a „Nude”, „Reckoner” i „Videotape” przypomniały, że o zainteresowaniu płytą decydowała nie tylko nietypowa cena. Radiohead pozwolili fanom samodzielnie ustalić cenę „In Rainbows”, ale eksperyment przyciągnął uwagę także dlatego, że stał za nim świetnie przyjęty album i zespół o światowym zasięgu.