Powrót do formy po 20 latach? Muse - recenzja albumu "The Wow! Signal"

Muse nie mieli zamiaru czekać zbyt długo z wydaniem kolejnej po "Will of the People" płyty. Grupa zaczęła teasować nowy materiał już latem 2025, by oficjalnie zapowiedzieć całość wiosną tego roku. Już pierwsze single zwiastowały, że na swoim dziesiątym krążku trio może wrócić do tak lubianego space rocka - i metalu. Tak też właśnie się stało, a "The Wow! Signal" przedstawia Muse w najlepszej muzycznej formie od lat.

Zespół Muse, w skład którego wchodzą Dominic Howard, Matt Bellamy i Chris Wolstenholme, stoi na tle czerwonego światła. Mężczyźni ubrani są w ciemne stroje, z wyjątkiem Bellamy'ego, który ma białą koszulę pod czarną kamizelką. Artykuł o albumie The Wow! Signal dostępny na naszym portalu.
Autor: Materiały prasowe/ Materiały prasowe

Od wydania w 2003 roku albumu Absolution Muse byli na pozycji wznoszącej. Grupa z każdym kolejnym wydawnictwem: Black Holes and Revelations, The Resistance oraz w końcu The 2nd Law udowadniała, że to do niej należy tytuł tej, która pokazała, że da się połączyć współczesne podejście do muzyki elektronicznej i popowej z rockiem i metalem, nadającym tym gatunkom zupełnie nową, niezwykle świeżą i przyciągającą twarz, którą wielu i wiele określa mianem 'space rocka'.

Coś zaczęło się zmieniać w twórczości Muse w 2015 roku, gdy światło dzienne ujrzał krążek Drones, a jeszcze bardziej za sprawą niemal otwarcie popowego Simulation Theory z 2018 roku. Obe te projekty nie należą do grona ulubionych przez fanów i fanki zespołu. Samo Muse zaś postanowiło zrobić sobie aż sześcioletnią, najdłuższą w dotychczasowej karierze, przerwę wydawniczą. Takowa zakończona została dopiero w 2022 roku za sprawą Will of the People. 

Na swoim dziewiątym studyjnym albumie zespół zaliczył powrót do cięższych brzmień, co zapewniło mu nawet nominację do nagrody Grammy w kategorii 'Najlepszy występ metal'. Fani i krytycy byli zadowoleni, wciąż jednak czekali na coś jeszcze bardziej typowego dla Muse i ich podejścia do muzyki. Okazało się, że trzeba było na to poczekać do 2026 roku.

Muzyka rockowa lat 2000. - zagranica. Jakie albumy zdefiniowały ten okres?

Powrót w kosmos

Tak naprawdę już na mającej miejsce latem 2025 trasie koncertowej grupy, ta grała nowy utwór, Unravelling, który miał oficjalną premierę w czerwcu ubiegłego roku. Już wtedy było jednak wiadomo, że zapowiada się na nową płytę, na jej kolejny zwiastun i oficjalne ogłoszenie przyszło nam jednak czekać aż do marca. To wtedy światło dzienne ujrzał kawałek Be with You, którym ogłoszono zaplanowaną na końcówkę czerwca premierę dziesiątej płyty Muse.

Ta została zatytułowana The Wow! Signal, co ma konkretne odniesienie naukowo-kulturowe. Fraza ta odnosi się do tzw. "Sygnału Wow!", który został odebrany w 1977 roku przy pomocy radioteleskopu Big Ear przez dr Jerry’ego R. Ehmana. Szybko stał się on przedmiotem dużego zainteresowania, a to ze względu na możliwość, iż trwający 72 sekundy sygnał radiowy został wytworzony sztucznie i pochodził spoza Układu Słonecznego. Już wtedy stało się jasne, że po raz kolejny w swojej historii Muse sięgnie po nieco bardziej kosmiczne metafory, chcąc przedstawić swoje własne rozważania na temat współczesności. Co ciekawe, mimo tytułu odnoszącego się do tak znanego, nawet w popkulturze, zjawiska, sam Matt Bellamy przyznał, że The Wow! Signal nie ma z góry utartego konceptu.

Sam zainteresowany przyznał jednak, że dużo bardziej, niż na kondycji społeczeństwa ogółem, skupił się w nowych utworach na jednostce i jej własnych zmaganiach. Za inspirację posłużyły mu tu własne doświadczenia z ostatnich lat, czyli rozstanie, zmagania z samotnością i izolacją. Jak mówi lider Muse w rozmowie z "NME", powrót do tworzenia muzyki posłużył mu za ratunek w trudnych chwilach, a prace nad nowym materiałem przypomniały mu, jak wiele wszystko to dla niego znaczy.

Nie da się ukryć - mając z tyłu głowy całe te zaplecze, na The Wow! Signal wyczuwalna jest spora dawka emocjonalności. Zwiastował to już pierwszy singiel, czyli Unravelling, który został świetnie przyjęty ze względu na mocne, ciężkie gitary. Tych metalowych klimatów na nowym Muse jest na szczęście całkiem sporo. Wyjątkowo dobrze wypada tu szczególnie końcówka płyty, począwszy od The Sickness in You & I. Choć w tym kawałku zwrotki brzmią bardziej delikatnie, są mocno radiowe, to już refren to pokaz tych klasycznych metalowych inspiracji, o których Matt wspomina od lat. Trzyma się tego także kawałek Hush, czyli pierwsza w karierze Muse współpraca!

Gościnnie w tej kompozycji zaśpiewała brytyjska wokalistka Ellie Goulding. Jak zdradził sam Bellamy, do takiego kroku namówił go jego bliski przyjaciel, Chris Martin, który już od dawna nie boi się współprac ponad granicami muzycznych światów. Choć głos Goulding wyróżnia się wyjątkową delikatnością i dźwięcznością, wybrzmiewa on w jednym z mocniejszych momentów całej płyty: "Wiem, że to całkiem zabawne, gdy Ellie Goulding śpiewa do ośmiostrunowej metalowej gitary" - mówi sam muzyk. Ten metalowy kierunek, jak obrało sobie Muse, został nam zwiastowany już za sprawą Cryogen - te gitarowe intro! Dużą rolę odegrał w tym wszystkim Dan Lancaster w roli producenta - a w szczególności jego doświadczenie pracy z Bring Me the Horizon.

Na The Wow! Signal dzieje się naprawdę dużo ciekawego. Mamy przyciągający uwagę początek, w którym słyszymy partie symfoniczne i chór, a dokładniej to Crouch End Festival Chorus, a wszystko to doprawione brzmieniem gitary, natychmiast przywodzącym na myśl kultową Barracudę Heart. Nieco bardziej uroczyście robi się także w singlowym Be with You, w dużej mierze za sprawą otwierających utwór kościelnych organów. Pomimo tego utwór szybko zyskuję dość zaskakujący synth-popowy klimat, kojarzący się z klimatem Simulation Theory. Ciekawiej się robi, gdy wchodzi gitara i mocna perkusja, nadal nie jest to jednak mój faworyt z płyty. W chwili wydania go wraz z zapowiedzią całości, do Be with You więcej nie wróciłam, aż do teraz, do premiery płyty. Nie zmieniłam zdania - to numer, który może wypaść imponująco na koncertach, ba! - powinien je nawet otwierać, jednak w stosunku do pozostałych kompozycji z płyty szybko wypada z głowy.

Moimi osobistymi faworytami pozostają niezmiennie cudowne, beztroskie, niezwykle taneczne Nightshift Superstar. To z miejsca materiał na nowy klasyk zespołu. Pokaz idealnego połączenia gitarowych partii z synth popem, klimatem disco, elementami funku i house - perełka. Hexagons natomiast to rasowe Muse z tych najmocniejszych czasów, kojarzące się z klasykami z Absolution Black Holes and Revelations. To jak magia, rozpoczęta imponującym gitarowym solo, które trwa aż ponad minutę i samo w sobie mogłoby się stać jednym z utworów - co za moc! Nieco rozczarowująca jest za to końcóweczka, balladowa (oczywiście jak na warunki Muse) pod postacią Space Debris - taka w sumie przelatująca nawet nie wiadomo kiedy.

Powrót do najlepszej formy po 20 latach

Nie da się ukryć - pomimo pozbawienia konceptu, The Wow! Signal to najmocniejsza pozycja Muse od czasów Black Holes and Revelations. Grupa zamiast eksperymentować na skalę zdecydowanie przesadzoną, niż to potrzebne, zaufała swoim własnym podpowiedzią, skupiając się na tworzeniu z serca, z głębi siebie. Dziesiąta płyta Muse już teraz, w czerwcu 2026 roku, stanowi naprawdę mocny kandydat do albumu roku.

Ogólna ocena albumu: 9/10

Najbardziej godne utwory z płyty: The Dark Forest, Nightshift Superstar, Cryogen, Hexagons, Rush, Unravelling

Oto nasz ranking 5 najlepszych albumów Muse: