Nocne zniknięcie pod klubem "The Salvation"
We wrześniu 1969 roku Jimi Hendrix był u szczytu sławy, ale też w samym środku osobistego chaosu. Po legendarnym występie na Woodstocku artysta spędzał dużo czasu w nowojorskich lokalach, często w towarzystwie ludzi z marginesu społecznego. Pewnej nocy, po wyjściu z klubu "The Salvation" w Greenwich Village, muzyk zniknął bez śladu. Hendrix szukał narkotyków i dał się namówić dwóm drobnym rzezimieszkom na wspólną wyprawę po towar. Zamiast na imprezę, trafił jednak do kryjówki na obrzeżach miasta.
Porywacze wywieźli oszołomionego muzyka w nieznane miejsce, gdzie odebrali mu buty oraz gitarę, aby uniemożliwić mu jakąkolwiek próbę ucieczki. Przez dwa dni Hendrix był przetrzymywany jako zakładnik, podczas gdy sprawcy kontaktowali się z jego biurem, żądając okupu. Choć cała sytuacja brzmiała jak scenariusz filmu kryminalnego, dla otoczenia gwiazdora stała się początkiem jednego z najbardziej zagadkowych epizodów w historii rocka.
Czy mafijny boss Joe Gallo naprawdę uratował Jimiego Hendrixa?
Wśród fanów od lat krąży opowieść o tym, jak legendarny gangster Joe "Crazy Joe" Gallo osobiście interweniował w sprawie uwolnienia gitarzysty. Według tej wersji Gallo miał mieć tak wielki szacunek do talentu Hendrixa, że wysłał swoich ludzi, by namierzyli porywaczy i kazali im natychmiast wypuścić muzyka bez płacenia ani centa. Prawda historyczna jest jednak zupełnie inna i brutalnie weryfikuje ten mit. W 1969 roku Joe Gallo przebywał w więzieniu o zaostrzonym rygorze Attica i nie mógł brać udziału w żadnych akcjach na ulicach Nowego Jorku.
Cała historia o jego szlachetnym geście to jedynie miejska legenda, choć faktem jest, że w sprawę faktycznie zamieszani byli ludzie z nowojorskiego półświatka. Zamiast bezinteresownego gangstera, w sprawę zaangażowali się lokalni egzekutorzy pracujący na zlecenie ludzi blisko związanych z interesami Hendrixa. Akcja ratunkowa przebiegła bez oddania jednego strzału, ponieważ porywacze, widząc, z kim mają do czynienia, natychmiast oddali przestraszonego artystę.
Polecany artykuł:
Mroczna gra menedżera i sfingowane porwanie
Większość szanowanych biografów, w tym Charles R. Cross czy Philip Norman, skłania się ku teorii, że za uprowadzeniem Hendrixa stał jego własny menedżer, Michael Jeffery. Były agent wywiadu tracił realną kontrolę nad zbuntowanym artystą, który coraz częściej otaczał się aktywistami z Harlemu i dilerami. Sfingowanie porwania i późniejsza bohaterska akcja ratunkowa miały wywołać u muzyka tzw. syndrom sztokholmski oraz poczucie, że bez ochrony swojego menedżera jest na ulicy całkowicie bezbronny.
Jeffery chciał pokazać Jimiemu, że bez jego opieki zginie na ulicach Nowego Jorku – twierdzili biografowie w analizach zachowania menedżera
Podejrzenia o ustawkę wzmacnia fakt, że o incydencie nigdy nie poinformowano policji ani FBI. Porywacze, którzy rzekomo grozili Hendrixowi obcięciem palców, zniknęli bez śladu i nigdy nie ponieśli żadnych konsekwencji prawnych. Noel Redding, basista The Jimi Hendrix Experience, otwarcie przyznał w swojej autobiografii, że Jeffery sam chwalił mu się zaplanowaniem całego zajścia podczas prywatnej rozmowy.
Paranoja i tragiczny koniec współpracy
Nawet jeśli porwanie było jedynie wyreżyserowanym spektaklem, odcisnęło trwałe piętno na psychice Hendrixa. Po powrocie do swojego apartamentu muzyk stał się niezwykle paranoiczny i zaczął podejrzewać wszystkich dookoła o złe intencje. Znajomi artysty wspominali, że od tego momentu Jimi zaczął nosić broń w futerale na gitarę i rzadko kiedy wychodził gdziekolwiek samotnie. Menedżer osiągnął swój cel i ponownie zdominował życie muzyka, ale cena tego sukcesu była ogromna.
Relacja między nimi pozostała napięta aż do tragicznej śmierci Hendrixa we wrześniu 1970 roku. Sam Michael Jeffery nie cieszył się długo swoimi wpływami, ponieważ zginął trzy lata później w katastrofie lotniczej nad Francją. Do dziś niektórzy badacze uważają, że wypadek ten mógł mieć związek z jego mafijnymi długami, co tylko dodaje kolejną warstwę mroku do i tak tajemniczej historii o porwaniu największego gitarzysty wszech czasów.