Rockmani w drukarni Marvela. Jak narodził się pomysł na krew w komiksie?
W 1977 roku zespół KISS znajdował się na samym szczycie muzycznego świata. Po ogromnych sukcesach płyt "Alive!" oraz "Destroyer", grupa przestała być traktowana wyłącznie jako kapela rockowa, a stała się prawdziwym fenomenem popkulturowym. Menedżer zespołu, Bill Aucoin, doskonale rozumiał, że fani postrzegają muzyków jak postacie nie z tej ziemi. Aby jeszcze bardziej podbić ten wizerunek, postanowił nawiązać współpracę z wydawnictwem Marvel Comics i wprowadzić Gene’a Simmonsa oraz spółkę do świata superbohaterów, gdzie mogliby stanąć ramię w ramię ze Spider-Manem.
Zamiast jednak poprzestać na zwykłym wydawnictwie, Aucoin i muzycy wpadli na pomysł, który z dzisiejszej perspektywy wydaje się kompletnie szalony. Postanowili, że pierwszy nakład komiksu zostanie wydrukowany z użyciem ich własnej krwi. Miało to stworzyć niemal mistyczną więź między artystami a odbiorcami. Chodziło o to, by każdy fan kupujący egzemplarz, mógł dosłownie wejść w posiadanie cząstki swoich idoli. Był to ruch, który wyniósł marketing muzyczny na poziom, o jakim inne zespoły nie śmiały nawet marzyć.
Notariusz, pielęgniarka i 55 galonów czerwonej farby. Przebieg akcji w Depew
Cała procedura została zorganizowana z ogromną dbałością o szczegóły i wiarygodność, aby nikt nie zarzucił zespołowi oszustwa. 21 lutego 1977 roku członkowie KISS polecieli do miejscowości Depew w stanie Nowy Jork, gdzie znajdowała się drukarnia farb Borden Ink. Na miejscu, w obecności fotoreporterów i samego Stana Lee, dyplomowana pielęgniarka pobrała krew od całej czwórki: Gene’a Simmonsa, Paula Stanleya, Ace’a Frehleya i Petera Crissa. Fiolki z czerwoną cieczą zostały następnie uroczyście wlane do wielkiej, stalowej kadzi zawierającej farbę drukarską o pojemności około 208 litrów (55 galonów).
Użyliśmy własnej krwi, aby nasycić nią tusz drukarski, tworząc coś, co było dla nas bardzo osobistym symbolem oddania dla fanów – wspomniał po latach Gene Simmons w swojej autobiografii "Kiss and Make-Up"
Nad całym procesem czuwał notariusz publiczny, który wystawił oficjalny Certyfikat Autentyczności. Dokument ten potwierdzał, że krew faktycznie trafiła do farby, a jego kopię wydrukowano później wewnątrz każdego komiksu. Mimo trudnych warunków pogodowych i srogiej zimy, która niemal sparaliżowała stan Nowy Jork, wydarzenie udało się doprowadzić do końca, a obecność legendy Marvela dodatkowo uwiarygodniła całe przedsięwzięcie w oczach kolekcjonerów.
"Marvel Comics Super Special #1" jako sprzedażowy hit. KISS walczą z Doctorem Doomem
Komiks zatytułowany "Marvel Comics Super Special #1: A Kiss Book" trafił do sprzedaży we wrześniu 1977 roku. Wydano go w powiększonym formacie, co odróżniało go od standardowych zeszytów o superbohaterach i nadawało mu status produktu premium. Fani musieli zapłacić za niego 1,50 dolara, co na tamte czasy było dość wysoką kwotą, ale nie powstrzymało to lawiny zamówień. Fabuła opowiadała o tym, jak muzycy dzięki mistycznym talizmanom zyskują nadludzkie moce i walczą z takimi złoczyńcami jak Doctor Doom czy demoniczny Mephisto. Efekt był oszałamiający – sprzedano ponad 400 000 egzemplarzy, co sprawiło, że komiks stał się jednym z największych hitów w historii Marvela, zostawiając w tyle wiele regularnych serii.
Mity o pomylonych nakładach i dzisiejsze zasady BHP
Wokół tej historii narosło wiele miejskich legend, z których najsłynniejsza mówi o tym, że przez pomyłkę krew muzyków trafiła do drukarni magazynu "Sports Illustrated". Choć brzmi to zabawnie, jest to zwykły mit, który zespół chętnie podsycał przez lata, by utrzymać zainteresowanie mediów. Prawda jest taka, że cały proces był ściśle kontrolowany. Ciekawostką jest natomiast fakt, że w dzisiejszych czasach taka akcja byłaby niemal niemożliwa do powtórzenia. Ze względu na surowe przepisy sanitarne i zagrożenie biologiczne, żadna fabryka nie zgodziłaby się na wlanie ludzkiej krwi do kadzi produkcyjnej, z której powstaje masowy produkt trafiający do rąk dzieci i dorosłych.
Co zostało z tej historii po latach?
Działania podjęte przez KISS w latach 70. na zawsze zmieniły oblicze rocka. Pokazały, że zespół może być marką, którą da się sprzedać w formie figurek, automatów do gier, a nawet komiksów z wkładką DNA artystów. Choć w 1979 roku wydano drugą część przygód kapeli, nie zdecydowano się już na powtórkę z krwią – uznano, że taki chwyt działa tylko raz i musi pozostać unikalnym momentem w historii muzyki. Do dziś pierwsze wydanie "Marvel Comics Super Special #1" jest jednym z najbardziej pożądanych gadżetów przez kolekcjonerów na całym świecie.