Paul McCartney zginął w wypadku samochodowym. Kulisy największej teorii spiskowej w historii rocka

Historia „Paul is Dead” to jedna z najbardziej znanych teorii spiskowych w dziejach muzyki popularnej. Fani The Beatles przez lata analizowali okładki płyt i teksty piosenek, szukając dowodów na rzekome zastąpienie artysty sobowtórem. Całe zamieszanie zmusiło muzyka do publicznego zabrania głosu i udowodnienia, że wciąż żyje.

Paul McCartney
Autor: CC0 1.0
55 lat temu The Beatles przestali istnieć. Historia końca legendy światowej muzyki

Rzekoma śmierć Paula McCartneya i narodziny legendy o „Billym Shearsie”

Według zwolenników tej teorii, do tragicznego wypadku doszło wczesnym rankiem w środę, 9 listopada 1966 roku. Paul McCartney miał rzekomo pokłócić się w studiu Abbey Road z Johnem Lennonem, po czym wzburzony odjechał swoim Astonem Martinem. Po drodze miał zabrać autostopowiczkę, Ritę, a chwila nieuwagi na skrzyżowaniu doprowadziła do makabrycznej katastrofy, w której muzyk stracił życie. Ponieważ The Beatles byli wówczas u szczytu sławy, menedżer Brian Epstein oraz brytyjskie służby specjalne miały rzekomo zataić ten fakt przed światem, by nie doprowadzić do masowej histerii i strat finansowych.

Miejsce Paula miał zająć William Campbell, znany również jako Billy Shears, który rzekomo był sierotą z Edynburga. Campbell miał wcześniej wygrać konkurs na sobowtóra McCartneya, a po serii operacji plastycznych stał się niemal identyczny jak oryginał. Fani wierzący w tę opowieść twierdzą, że to właśnie o nim mowa w piosence otwierającej płytę „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band”. Choć historia brzmi jak scenariusz filmu, w 1969 roku stała się tematem numer jeden w amerykańskich mediach, a tysiące ludzi zaczęło szukać dowodów na to, że ich idol nie istnieje.

Tajemnicze wiadomości na płytach i audycja radiowa, która zablokowała Detroit

Masowa psychoza wybuchła na dobre w październiku 1969 roku, kiedy do DJ-a Russa Gibba w radiu WKNR-FM w Detroit zadzwonił słuchacz i zasugerował, by odtworzyć od tyłu utwór „Revolution 9”. Gdy Gibb zrobił to na antenie, z głośników popłynęły zniekształcone dźwięki, które wielu osobom przypominały zdanie „Turn me on, dead man”. Wywołało to natychmiastową reakcję i lawinę telefonów, która całkowicie zablokowała centralę telefoniczną stacji. Wkrótce potem studenckie gazety zaczęły publikować listy „dowodów”, które miały potwierdzać zgon basisty.

Analizie poddano niemal każdy utwór. W piosence „Strawberry Fields Forever” słuchacze dosłuchali się słów „I buried Paul” (Pochowałem Paula), choć John Lennon tłumaczył później, że mruczał pod nosem „Cranberry sauce” (sos żurawinowy). Podobnie było z końcówką utworu „I’m So Tired”, gdzie puszczone od tyłu mamrotanie Lennona brzmiało dla fanów jak wyznanie, że Paul jest martwy i bardzo mu go brakuje. Muzycy, chcąc zakpić z nadgorliwych poszukiwaczy teorii spiskowych, zaczęli celowo umieszczać w tekstach mylące tropy, jak choćby słynne zdanie z „Glass Onion”: „Morsem był Paul”.

Okładka „Abbey Road” jako symboliczny kondukt pogrzebowy

Najwięcej emocji wzbudziła jednak okładka albumu „Abbey Road”, na której czwórka muzyków przechodzi przez pasy. Fani uznali to zdjęcie za metaforę pogrzebu. John Lennon, ubrany na biało, miał symbolizować kapłana, Ringo Starr w garniturze przedsiębiorcę pogrzebowego, a George Harrison w dżinsach grabarza. Paul McCartney jako jedyny idzie boso, ma zamknięte oczy i trzyma papierosa w prawej ręce, mimo że zawsze był leworęczny. Dla wielu był to ostateczny dowód, że na zdjęciu widnieje sobowtór zastępujący zmarłego artystę.

Uwagę zwrócono także na detale w tle, szczególnie na białego Volkswagena Garbusa z rejestracją LMW 28IF. Litery odczytano jako skrót od „Linda McCartney Weeps” (Linda McCartney płacze), a cyfry jako informację, że Paul miałby 28 lat, gdyby żył. Faktem jest, że McCartney miał wtedy 27 lat, ale wyznawcy teorii spiskowej twierdzili, że wiek liczono według systemów wschodnich, gdzie dolicza się czas spędzony w łonie matki. Kolejne „znaki” znajdowano na płycie „Sgt. Pepper”, gdzie nad głową Paula widać otwartą dłoń, co w niektórych kulturach uznawane jest za symbol śmierci.

Paul McCartney przerywa milczenie w szkockiej głuszy

W czasie, gdy świat ogarnęło szaleństwo, Paul McCartney przebywał na swojej farmie w Szkocji. Odciął się od mediów z powodu kryzysu w zespole i odejścia Johna Lennona, co fani zinterpretowali jako próbę ukrycia faktu, że „prawdziwy Paul” nie żyje. Kiedy na jego prywatny teren wtargnęli reporterzy magazynu „Life”, muzyk wpadł w furię i oblał ich wodą z wiadra. Ostatecznie zgodził się jednak na wywiad i sesję zdjęciową, aby uciszyć narastające plotki i wyjaśnić sytuację.

Żyję i mam się dobrze. Jeśli byłbym martwy, przypuszczam, że byłbym ostatnim, który by się o tym dowiedzieli. Plotki o mojej śmierci zostały mocno przesadzone – stwierdził Paul McCartney w rozmowie z magazynem Life

Artysta podkreślił, że potrzebuje spokoju i chce odpocząć od wieloletniej Beatlemanii. Wywiad ten na chwilę uspokoił nastroje, choć wielu fanów do dziś uważa, że „prawdziwy” McCartney zniknął w XX wieku. Co ciekawe, na całym zamieszaniu najwięcej zarobiły wytwórnie płytowe, ponieważ ludzie masowo kupowali stare albumy zespołu, by na własne uszy i oczy szukać ukrytych wskazówek.

Muzyczny dystans i parodia słynnej teorii na albumie „Paul Is Live”

Paul McCartney po latach pokazał, że ma ogromny dystans do legendy o swojej śmierci. W 1993 roku wydał koncertowy album pod tytułem „Paul Is Live”, którego okładka jest bezpośrednim nawiązaniem do zdjęcia z „Abbey Road”. Muzyk ponownie pozuje na słynnym przejściu dla pieszych, ale tym razem idzie w butach, trzyma smycz psa lewą ręką i zaczyna krok od innej nogi niż na oryginalnej fotografii. Nawet numer rejestracyjny Volkswagena w tle został cyfrowo zmieniony na „51 IS”, co odnosiło się do faktu, że muzyk ma 51 lat i najwyraźniej wciąż żyje.