Osobisty dramat ukryty w wielkim hicie. Prawdziwa historia utworu Green Day

Większość fanów kojarzy utwór „Wake Me Up When September Ends” z antywojennym przesłaniem i teledyskiem o żołnierzach. W rzeczywistości Billie Joe Armstrong napisał te słowa, aby upamiętnić śmierć swojego ojca. Prawda o tym przeboju jest znacznie bardziej bolesna, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Trzej członkowie zespołu Green Day w ciemnych okularach na tle ściany. O historii ich utworów przeczytasz na EskaRock.
Autor: Green Day/ Materiały prasowe
Muzyka rockowa lat 2000. - zagranica. Jakie albumy zdefiniowały ten okres?

Śmierć ojca i słowa wypowiedziane przez dziesięciolatka. Prawdziwa historia utworu

Wielu fanów zespołu Green Day kojarzy „Wake Me Up When September Ends” wyłącznie z obrazami wojny w Iraku. W rzeczywistości korzenie tej piosenki sięgają 10 września 1982 roku, kiedy to zmarł ojciec wokalisty, Andrew Armstrong. Billie Joe miał wtedy zaledwie 10 lat i bardzo ciężko zniósł stratę taty, który był kierowcą ciężarówki i muzykiem jazzowym dorabiającym graniem na perkusji. To właśnie w tym tragicznym dniu narodził się tytuł, który po latach stał się jednym z największych hitów grupy.

Po pogrzebie straumatyzowany chłopiec uciekł do swojego pokoju i zamknął się od środka. Gdy jego mama, Ollie, zapukała do drzwi i prosiła, żeby wyszedł, Billie Joe odpowiedział jej krótko: „Obudź mnie, gdy wrzesień się skończy”. Te słowa utknęły w jego głowie na ponad 20 lat, zanim był w stanie przelać te emocje na papier i stworzyć z nich utwór, który poruszył miliony ludzi na całym świecie.

Piosenka zbyt bolesna, by nagrać ją wcześniej. Billie Joe Armstrong czekał dwie dekady

Chociaż album „American Idiot” z 2004 roku jest rock-operą z konkretną fabułą i wymyślonymi postaciami, „Wake Me Up When September Ends” to jedyny moment, w którym Armstrong całkowicie zdejmuje maskę. Autor nie napisał tego tekstu dla potrzeb historii o bohaterach płyty, ale jako osobisty hołd. Przez lata unikał tego tematu, bo ból był dla niego zbyt świeży. Pierwsze zręby muzyczne powstawały już około 2002 roku, ale wokalista nie był wtedy gotowy na taką konfrontację z własną przeszłością. Ostatecznie piosenka trafiła na płytę jako utwór numer 11 i stała się najbardziej intymnym punktem całego wydawnictwa.

W tekście piosenki pojawiają się konkretne nawiązania do upływającego czasu. Słowa o tym, że „siedem lat minęło tak szybko”, odnoszą się do okresu od założenia pierwszej wersji zespołu do momentu pisania utworu. Z kolei fraza „dwadzieścia lat minęło tak szybko” to bezpośrednie odwołanie do rocznicy śmierci ojca muzyka. Nagrywanie tej partii w studiu było dla artysty ogromnym wyzwaniem. Producent Rob Cavallo wspominał, że sesja wokalna trwała znacznie dłużej niż zwykle, bo Armstrong musiał robić częste przerwy, aby opanować emocje i przestać płakać przy mikrofonie.

Jak teledysk Samuela Bayera zmienił sens utworu w oczach fanów

To, że dzisiaj większość ludzi uważa tę piosenkę za hymn antywojenny, jest zasługą teledysku wyreżyserowanego przez Samuela Bayera. Reżyser, który wcześniej pracował z takimi legendami jak Nirvana, zaproponował stworzenie krótkiego filmu o parze rozdzielonej przez wojnę w Iraku. W głównych rolach wystąpili Jamie Bell oraz Evan Rachel Wood. Historia chłopaka, który zaciąga się do piechoty morskiej i zostawia ukochaną, idealnie wpisywała się w polityczny klimat albumu i nastroje społeczne w USA w 2005 roku. Choć Armstrong zaakceptował tę wizję, wiedział, że odsuwa ona uwagę od jego prywatnej tragedii na rzecz szerszego kontekstu.

Lider Green Day tłumaczył później swoją decyzję chęcią nadania stracie uniwersalnego wymiaru. Stwierdził, że ból rodzin tracących bliskich na froncie jest tak samo silny jak ten, który on czuł jako osierocony 10-latek. Niestety, popularność klipu w stacjach muzycznych była tak ogromna, że pierwotne znaczenie piosenki niemal całkowicie zniknęło w świadomości popkulturowej. Utwór stał się orężem w walce z administracją George’a W. Busha, a melancholijne dźwięki gitary akustycznej zaczęły dodatkowo towarzyszyć materiałom telewizyjnym o ofiarach huraganu Katrina, co jeszcze mocniej utrwaliło obraz piosenki jako społecznego manifestu.

Coroczne żarty o budzeniu wokalisty. Dlaczego lider Green Day nie lubi memów?

Od lat w internecie panuje tradycja, że na przełomie września i października media społecznościowe zalewają memy z żartami o „budzeniu” lidera Green Day. Choć dla wielu użytkowników to tylko niewinna zabawa, dla samego muzyka sytuacja jest irytująca. Armstrong wielokrotnie powtarzał w wywiadach, że te dowcipy są pozbawione empatii, ponieważ dotyczą utworu napisanego po śmierci bliskiej osoby. Z czasem zaczął podchodzić do tego z nieco większym dystansem, ale nadal podkreśla, że takie spłycanie jego osobistej żałoby nie jest dla niego zabawne.

To piosenka o moim ojcu. Pisanie o tym zajęło mi bardzo dużo czasu, bo to był najtrudniejszy temat w moim życiu. Ludzie czasem zapominają, że za muzyką kryją się prawdziwe emocje – stwierdził Billie Joe Armstrong w trakcie rozmowy o kulisach powstania przeboju

Podczas koncertów promujących album „American Idiot” często widać było, jak wiele kosztuje go śpiewanie tego numeru na żywo. Na nagraniach z tamtej trasy fani mogą dostrzec łzy w oczach wokalisty, zwłaszcza w kulminacyjnych momentach utworu. Dla stałych słuchaczy był to jasny sygnał, że pod warstwą politycznych haseł i filmowych teledysków kryje się człowiek, który wciąż tęskni za rodzicem i co roku wraca pamięcią do tragicznego września sprzed lat.

Galeria: Green Day - 5 ciekawostek o albumie “21st Century Breakdown”