Inspiracja disco i kłótnie w studio podczas nagrywania "Another One Bites the Dust"
Basista John Deacon stworzył tę piosenkę pod wpływem wizyt w nowojorskim klubie i sesji grupy Chic. To właśnie tam podpatrzył rytm, który później stał się podstawą słynnej linii basu. Choć piosenka wpadała w ucho, od początku budziła kontrowersje wewnątrz Queen. Realizator dźwięku, Reinhold Mack, kazał Rogerowi Taylorowi stłumić bębny kocami i taśmą, aby uzyskać suchy, funkowy dźwięk. Taylor nienawidził tej metody, bo uważał, że perkusja brzmi wtedy jak kartonowe pudła, co kompletnie nie pasowało do ówczesnego rockowego wizerunku kapeli.
Deacon nie ograniczył się tylko do napisania utworu. W studiu zagrał nie tylko na basie, ale również na gitarze rytmicznej i pianinie, budując szkielet kompozycji, który mocno odbiegał od tego, do czego przyzwyczajeni byli fani Queen. Brian May dołożył jedynie kilka efektów gitarowych i sprzężeń, co jeszcze bardziej podkreśliło minimalistyczny i nowoczesny charakter utworu. Zespół czuł, że eksperymentuje z czymś nowym, ale nie wszyscy byli przekonani, że to właściwy kierunek dla grupy kojarzonej z wielkimi stadionowymi hymnami.
Roger Taylor i Brian May nie chcieli wydawać tego utworu na singlu
Wbrew powszechnym legendom, Freddie Mercury od początku wierzył w ten numer, ale reszta zespołu miała spore obiekcje. Roger Taylor otwarcie przyznawał, że nienawidzi „Another One Bites the Dust” za zbyt dyskotekowy charakter, a Brian May bał się, że amerykańscy fani rocka po prostu ich wyśmieją. Zespół uznał piosenkę za zwykły zapychacz na albumie "The Game" i promował płytę innymi singlami, takimi jak „Save Me” czy „Play the Game”. Plan był jasny: utwór miał zostać ukryty na płycie jako piosenka albumowa i nigdy nie trafić do radia jako samodzielne nagranie.
Spotkanie za kulisami i stanowcza rada Michaela Jacksona
Wszystko zmieniło się w lipcu 1980 roku, gdy Queen grało serię koncertów w hali The Forum w Los Angeles. Na widowni pojawił się Michael Jackson, który był wtedy na szczycie po sukcesie płyty „Off the Wall”. Po występie Król Popu wszedł do garderoby muzyków i zaczął zachwycać się piosenką napisaną przez Deacona. Był zafascynowany basowym groovem i energią, jaką utwór wywołał wśród publiczności.
Chłopaki, jesteście szaleni, jeśli nie wypuścicie tego na singlu – stwierdził Michael Jackson w trakcie rozmowy.
Słowa te ucięły wszelkie dyskusje i wątpliwości. Brian May wspominał później, że po tej interwencji Freddie Mercury spojrzał na kolegów z triumfalną miną i oznajmił, że skoro największy autorytet od muzyki tanecznej tak twierdzi, to nie mają innego wyjścia. Autorytet Jacksona był tak duży, że nawet sceptyczny Taylor musiał ustąpić, co ostatecznie doprowadziło do wydania singla w sierpniu 1980 roku. Był to początek wielkiej, choć krótkiej przyjaźni między Mercurym a Jacksonem, która kilka lat później zaowocowała wspólnymi sesjami nagraniowymi w studiu w Encino.
Fenomenalny sukces i pomyłka amerykańskich słuchaczy
Decyzja o wydaniu singla okazała się strzałem w dziesiątkę, bo piosenka błyskawicznie trafiła na szczyt listy Billboard Hot 100, gdzie spędziła trzy tygodnie. Najciekawsze było jednak to, jak utwór odebrano w czarnych stacjach radiowych w USA. „Another One Bites the Dust” zaczęło być masowo puszczane w rozgłośniach grających R&B i soul, co było totalnym ewenementem dla białego zespołu rockowego z Wielkiej Brytanii. Wiele osób kupowało płytę w ciemno, będąc święcie przekonanych, że Queen to czarnoskóry zespół grający funky, co tylko pomogło piosence dotrzeć do drugiego miejsca na liście Hot Soul Singles.
Ukryte wiadomości i wielkie poświęcenie Freddiego Mercury'ego
Aby piosenka brzmiała odpowiednio agresywnie, Freddie Mercury włożył w jej nagranie całe swoje zdrowie. Brian May opowiadał w wywiadach, że wokalista śpiewał tak mocno i z taką ekspresją, że niemal pluł krwią w studio, byle tylko uzyskać ten charakterystyczny, surowy efekt w głosie, którego wymagał ten numer. Sukcesowi towarzyszyły też dziwne teorie spiskowe, typowe dla tamtych czasów. Niektóre grupy religijne w USA twierdziły, że refren puszczony od tyłu zawiera ukrytą wiadomość o treści „fajnie jest palić marihuanę”. Zespół uznał to za kompletny nonsens, ale całe to zamieszanie tylko nakręciło sprzedaż, która w samych Stanach Zjednoczonych przekroczyła 3 miliony egzemplarzy, czyniąc ten utwór najlepiej sprzedającym się singlem w całej historii Queen.