Zanim Behemoth stał się światową marką
Kiedy dziś myślimy o Behemoth, w głowie pojawiają się obrazy ogromnych festiwalowych scen, precyzyjnie przygotowanej oprawy, ognia, kostiumów i muzyki, która dawno przekroczyła granice prostego black czy death metalu. Ale na początku lat 90. tego wszystkiego jeszcze nie było. Był za to młody Nergal, ekstremalny metal odkrywany w warunkach zupełnie innych od współczesnych i scena, na której muzyka krążyła przede wszystkim na kasetach, demówkach i w podziemnym obiegu.
Pierwszy pełny album Behemotha – „Sventevith (Storming Near the Baltic)” – ukazał się 3 kwietnia 1995 roku. Materiał powstał jeszcze wcześniej. Nagrania zarejestrowano w grudniu 1994 roku. Od tamtej sesji minęły już ponad trzy dekady. „Sventevith” brzmi jak Behemoth z zupełnie innego świata Kto zna Behemoth głównie z „The Satanist”, „I Loved You at Your Darkest” czy późniejszych monumentalnych płyt, może się mocno zdziwić po włączeniu debiutu.
„Sventevith” jest... surowy
To materiał wyrastający z black metalu pierwszej połowy lat 90., ze zdecydowanie bardziej prymitywnym brzmieniem, atmosferycznymi partiami i fascynacją pogańską, słowiańską oraz północną symboliką. Na oryginalnych nagraniach Nergal odpowiadał za wokal, gitary i bas. Za perkusją siedział Baal Ravenlock, a w nagraniach pojawiły się także partie klawiszowe. Był to Behemoth przed wieloma stylistycznymi zmianami, które w kolejnych latach zaczęły prowadzić zespół w stronę coraz bardziej technicznego i deathmetalowego grania. Powrót do tej płyty po trzydziestu latach jest więc czymś więcej niż odegraniem starego albumu. To cofnięcie się do zupełnie innej wersji Behemotha.
„From the Pagan Vastlands” i początki historii
Na „Sventevith” znalazły się m.in. „Chant of the Eastern Lands”, „From the Pagan Vastlands”, „Hidden in a Fog”, „Entering the Faustian Soul” czy „Wolves Guard My Coffin”. Już same tytuły pokazują klimat tego etapu twórczości. Nie było jeszcze późniejszej, charakterystycznej dla Behemotha monumentalnej satanistycznej narracji. Znacznie mocniej obecne były natura, pogaństwo, mrok, lokalna mitologia i wyobrażenia związane ze wschodnioeuropejską tożsamością. To właśnie z takiego świata wyrastał młody zespół.A teraz Nergal zamierza do niego wrócić.
Nergal nie zagra tego materiału z Behemothem
W programie Summer Dying Loud nie znajdziemy Behemotha. Znajdziemy Sventevith. To specjalny projekt Nergala przygotowany właśnie po to, by wykonać materiał z debiutanckiego albumu. Do przedsięwzięcia zaprosił muzyków islandzkiej formacji Misþyrming. To wybór, który ma sporo sensu. Misþyrming wywodzi się z dużo młodszego pokolenia black metalu, ale jego muzycy doskonale odnajdują się w surowej, mrocznej stylistyce. Nie chodzi więc o próbę odtworzenia współczesnego Behemotha z innymi muzykami, a o powrót do ducha materiału, z którego wszystko się zaczęło.
Muzycy Misþyrming będą mieli pracowity wieczór
Co ciekawe, Islandczycy nie przyjadą na Summer Dying Loud wyłącznie jako zespół towarzyszący Nergalowi. Tego samego dnia wystąpi również Misþyrming. Sventevith pojawi się na Scenie Głównej w piątek od 20:00 do 21:00. Misþyrming zagra później w Krypcie – od 00:15 do 1:00. Fani będą więc mogli w ciągu jednego wieczoru zobaczyć muzyków w dwóch zupełnie różnych kontekstach. Najpierw jako część podróży Nergala do 1995 roku, kilka godzin później już we własnym, współczesnym blackmetalowym świecie.
Po Sventevith scenę przejmie Satyricon
Organizator ułożył piątkowy program tak, że historia black metalu będzie wręcz przesuwała się przez kolejne części wieczoru. O 20:00 Nergal wróci do swojego debiutu. O 21:30 na scenę wejdzie Satyricon, jedna z formacji najmocniej kojarzonych z rozwojem norweskiego black metalu lat 90. Dla fanów gatunku może to być najbardziej symboliczny fragment całego festiwalu. Polska historia black metalu spotka się tu z norweską – nie w muzealnej formie i nie na pokazie archiwalnych nagrań, tylko na żywo.
Dzisiaj Nergal gra przed tysiącami ludzi. Wtedy wszystko dopiero się zaczynało
Dzisiejszego Nergala znamy jako lidera zespołu o globalnej pozycji. Behemoth przez lata koncertował na całym świecie i stał się jednym z nielicznych polskich zespołów metalowych, które przebiły się do ścisłej międzynarodowej czołówki. „Sventevith” pochodzi natomiast z okresu, kiedy nic z tego nie było jeszcze pewne. Nie istniał dzisiejszy Behemoth. Nie było wielkich światowych tras, widowiskowej scenografii ani statusu metalowej marki eksportowej.
Był początek. I być może właśnie dlatego ten jeden koncert może się okazać dla długoletnich fanów znacznie bardziej emocjonujący niż kolejny regularny występ Behemotha. Bo 4 września w Aleksandrowie Łódzkim Nergal nie będzie próbował pokazać, dokąd dotarł. Przez godzinę spróbuje przypomnieć, skąd wyruszył.