Tragedia w klubie Alrosa Villa. Ostatnie chwile Dimebaga Darrella na scenie
Wieczór 8 grudnia 2004 roku miał być kolejnym przystankiem na trasie promocyjnej zespołu Damageplan, który Dimebag Darrell założył wraz ze swoim bratem, perkusistą Vinniem Paulem, po rozpadzie legendarnej Pantery. Koncert w klubie Alrosa Villa w Columbus zgromadził około 400 fanów. Nikt nie spodziewał się, że zaledwie 90 sekund po rozpoczęciu pierwszego utworu, na scenę wkroczy śmierć. 25-letni Nathan Gale, były żołnierz piechoty morskiej, przedostał się do obiektu nie przez główne wejście, lecz przeskakując przez wysoki płot i wchodząc bocznymi drzwiami. Dzięki temu uniknął jakiejkolwiek kontroli i wniósł ze sobą półautomatyczny pistolet.
Napastnik podbiegł bezpośrednio do gitarzysty i oddał kilka strzałów z bliskiej odległości, trafiając go między innymi w głowę. Dimebag Darrell zginął na miejscu w wieku 38 lat. W pierwszej chwili tłum nie zrozumiał powagi sytuacji, myśląc, że huk i zamieszanie na scenie to element zaplanowanego show. Dopiero widok krwi i uciekających technicznych uświadomił zebranym, że są świadkami prawdziwej masakry. Napastnik nie poprzestał na zabiciu Darrella i zaczął strzelać do innych osób, które próbowały go powstrzymać, wywołując w klubie potężną panikę.
Bohaterska postawa świadków i szybka interwencja policji
Choć głównym celem zamachowca był Darrell, tragiczny bilans wieczoru okazał się znacznie większy. W obronie muzyków zginęły jeszcze trzy inne osoby. Jeffrey "Mayhem" Thompson, szef ochrony zespołu, stracił życie, próbując obezwładnić Gale’a. Pracownik klubu, Erin Halk, będący byłym żołnierzem, rzucił się na sprawcę w momencie, gdy ten przeładowywał broń. Czwartą ofiarą był fan, Nathan Bray, który wskoczył na scenę, by udzielić pierwszej pomocy rannym. Kolejne trzy osoby z ekipy technicznej i menedżerskiej zostały ranne, a jedna z nich przez kilka chwil służyła mordercy jako żywa tarcza.
Masakra trwała około trzech minut i mogła skończyć się jeszcze gorzej, gdyby nie błyskawiczna reakcja funkcjonariusza Jamesa Niggemeyera. Policjant, który jako pierwszy dotarł na miejsce, wszedł do klubu od zaplecza i bez czekania na wsparcie pojawił się na scenie. Widząc, że napastnik trzyma zakładnika i wciąż ma przy sobie amunicję, Niggemeyer oddał jeden precyzyjny strzał ze strzelby, zabijając Gale’a na miejscu. Późniejsze śledztwo wykazało, że morderca miał przy sobie jeszcze 35 sztuk amunicji, co sugerowało, że planował znacznie dłuższą strzelaninę.
Urojenia zamiast zemsty za Panterę. Prawda o motywach sprawcy
Przez lata wokół śmierci Dimebaga narosło wiele mitów. Najpopularniejszy z nich głosił, że Nathan Gale wykrzykiwał do muzyka pretensje o rozbicie Pantery, zanim pociągnął za spust. Inne teorie sugerowały, że zainspirował go ostry wywiad wokalisty Phila Anselmo w prasie muzycznej. Policja jednak stanowczo zdementowała te pogłoski. Żaden ze świadków nie potwierdził, by morderca wykrzykiwał jakiekolwiek hasła o zespole. Prawda okazała się znacznie mroczniejsza i związana z chorobą psychiczną sprawcy, u którego zdiagnozowano schizofrenię paranoidalną.
Nathan Gale żył w świecie potężnych urojeń. Był przekonany, że członkowie Pantery potrafią czytać w jego myślach i regularnie kradną jego teksty piosenek, by wydawać je pod własnym nazwiskiem. Jego matka, która kupiła mu pistolet w nagrodę za służbę w wojsku (zanim dowiedziała się o skali jego problemów zdrowotnych), potwierdziła później, że syn tracił kontakt z rzeczywistością. To właśnie te urojone krzywdy, a nie realne konflikty wewnątrz zespołu, pchnęły go do dokonania zbrodni.
Ostatnie słowa i niezwykły dar od Eddiego Van Halena
Dla fanów rocka śmierć Darrella była ciosem porównywalnym do morderstwa Johna Lennona, które zresztą wydarzyło się dokładnie tego samego dnia, 8 grudnia, tylko 24 lata wcześniej. Brat gitarzysty, Vinnie Paul, wspominał po latach, że ich ostatnia rozmowa tuż przed wyjściem na scenę była radosna. Obaj mieli zwyczaj krzyczenia hasła "Van Halen!" jako sygnału do rozpoczęcia energetycznego występu. Były to ostatnie słowa, jakie Dimebag usłyszał od swojego brata, zanim rozległy się strzały. Sam Eddie Van Halen, który był dla Darrella największym idolem, zachował się po tragedii w sposób wyjątkowy. Na pogrzebie przekazał on rodzinie swoją słynną, żółto-czarną gitarę "Bumblebee", znaną z okładki płyty "Van Halen II"
Dime był oryginałem, a tylko oryginał zasługuje na oryginał – stwierdził Eddie Van Halen po przekazaniu swojej gitary do trumny zmarłego przyjaciela
Instrument został złożony do trumny i pochowany wraz z Dimebagiem. Gest ten stał się symbolem szacunku, jakim środowisko rockowe darzyło teksańskiego gitarzystę.
Era post-Dimebag. Jak morderstwo zmieniło bezpieczeństwo na koncertach
Tragedia w Columbus obnażyła ogromne dziury w systemie zabezpieczeń małych i średnich klubów. Przed grudniem 2004 roku bramki z wykrywaczami metalu czy dokładne przeszukiwanie fanów na koncertach rockowych nie były standardem. Po śmierci Darrella branża muzyczna musiała przejść błyskawiczną reformę. Eksperci ds. bezpieczeństwa wskazywali, że wystarczyło wydać kilkadziesiąt dolarów na ręczny skaner, by uniknąć wniesienia broni do budynku.
Wydarzenie to nauczyło organizatorów, że ochrona musi pilnować nie tylko drzwi wejściowych, ale całego perymetru obiektu, w tym bocznych wejść i ogrodzeń. Obecnie skrupulatne kontrole osobiste, sprawdzanie toreb i obecność licznej ochrony przed samą sceną to bezpośrednie następstwo tamtego mrocznego wieczoru. Śmierć Dimebaga Darrella sprawiła, że bezpieczeństwo artystów stało się priorytetem, a beztroska bliskość fanów z muzykami została zastąpiona surowymi procedurami.