Melodię podrzucił mu czterolatek, a tekst był bełkotem. Tak David Bowie stworzył swój legendarny utwór o Warszawie

2026-02-15 19:44

Największe inspiracje często czają się w najbardziej nieoczekiwanych, ponurych miejscach. To właśnie przypadkowy postój Davida Bowiego w Warszawie stał się iskrą dla jednego z jego najbardziej wpływowych utworów. Prawda o jego powstaniu jest jednak bardziej zaskakująca i łączy polską muzykę ludową z melodią wymyśloną przez czterolatka.

David Bowie

i

Autor: David Bowie/ Materiały prasowe

David Bowie w szarej Warszawie. Jak jeden postój zrodził rockowy hymn?

Czasem najpotężniejsze utwory rodzą się nie w blasku jupiterów, ale w cieniu historii. Krótki, nieplanowany postój na warszawskim Dworcu Gdańskim stał się nieprawdopodobnym katalizatorem dla jednej z najbardziej wpływowych kompozycji w karierze Davida Bowiego. To właśnie tutaj, w szarej rzeczywistości komunistycznej Polski, artysta znalazł natchnienie do stworzenia utworu „Warszawa”. Zafascynowany ponurą atmosferą miasta i nagraniem polskiego Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”, które przypadkowo wpadło mu w ręce, Bowie wraz z Brianem Eno odlał prawdziwy instrumentalny monolit. Kompozycja, która wylądowała na albumie „Low” z 1977 roku, nie tylko genialnie uchwyciła uczucie izolacji za Żelazną Kurtyną, ale także wyznaczyła zupełnie nowy kurs dla post-punka i elektroniki.

Cała ta podróż przez Związek Radziecki i Polskę była podyktowana siłą wyższą. Artysta, dręczony awiofobią po mrocznej przepowiedni o śmierci w katastrofie lotniczej, unikał samolotów jak ognia. Właśnie dlatego po zakończeniu trasy w Japonii w 1973 roku wybrał powrót do Europy legendarnym Ekspresem Transsyberyjskim. Choć źródła do dziś spierają się, czy kluczowa wizyta w Warszawie miała miejsce w 1973, czy może w 1976 roku, gdy podróżował z Iggym Popem, sama historia pozostaje elektryzująca. Podczas krótkiego spaceru po Żoliborzu Bowie trafił do sklepu muzycznego, gdzie jego uwagę przykuła płyta „Śląska” z utworem „Helokanie”, zasiewając ziarno przyszłego arcydzieła.

Brian May gorzko o współpracy z Davidem Bowie. "Under Pressure" mogło brzmieć zupełnie inaczej!

Ucieczka z kokainowego piekła. Co David Bowie robił w nawiedzonym zamku?

Żeby w pełni zrozumieć przełomowość „Low”, trzeba zajrzeć za kulisy. Ten album to nie był zwykły muzyczny eksperyment, to był akt desperackiej ucieczki Bowiego przed samym sobą. Słoneczne Los Angeles stało się dla niego kokainowym piekłem, które spychało go na krawędź paranoi i psychicznego upadku. Europa, a zwłaszcza podzielony murem Berlin, jawiła się jako jedyny ratunek, twórczy i osobisty azyl. Płyta „Low”, otwierająca słynną „Trylogię Berlińską”, stała się dźwiękowym zapisem tej przemiany, radykalnie zrywając z dotychczasowym wizerunkiem gwiazdora. Surowy, instrumentalny krajobraz drugiej strony albumu był odbiciem zarówno jego wewnętrznego chaosu, jak i zewnętrznego, chłodnego pejzażu miasta.

Twórczy azyl odnaleźli we francuskim studiu Château d'Hérouville, o którym szeptano, że jest nawiedzone. Być może właśnie te niesamowite wibracje pomogły Bowiemu, Brianowi Eno i producentowi Tonymu Viscontiemu zburzyć dotychczasowe mury w muzyce rockowej. Warto podkreślić, że wbrew powszechnemu przekonaniu, Eno nie pełnił roli producenta, lecz był raczej współtwórcą i dźwiękowym eksperymentatorem. Prawdziwym architektem brzmienia okazał się Visconti. To on, niczym alchemik, za pomocą nowatorskich zabawek pokroju Eventide H910 Harmonizer, wyczarował unikalne tekstury i charakterystyczny, potężny sound perkusji. To artystyczne trio zbudowało album na minimalistycznych strukturach, syntezatorowych dronach i studyjnych patentach, które wyprzedzały swoją epokę.

Melodia od czterolatka i sztuczny język. Jak powstał utwór „Warszawa”?

Sama geneza utworu „Warszawa” brzmi jak scenariusz filmowy, w którym główną rolę odgrywa przypadek. Główny, hipnotyczny motyw, oparty na prostych trzech nutach (A-B-C), podrzucił nieświadomie czteroletni syn Tony'ego Viscontiego, Morgan. Chłopiec po prostu bawił się przy fortepianie, a czujne ucho Briana Eno wychwyciło w tej dziecięcej melodii zalążek czegoś wielkiego i rozwinęło ją w główną linię kompozycji. Gdy Bowie wrócił ze spraw prawnych w Paryżu, dograł swoje partie wokalne do gotowego podkładu. Zamiast pisać tradycyjny tekst, stworzył własny, fonetyczny język, swoiste „słowiańskie esperanto” inspirowane brzmieniem zasłyszanego utworu „Helokanie”. Visconti dodatkowo podkręcił taśmę z wokalem, nadając głosowi Bowiego dziecięce, niemal chłopięce brzmienie, co doskonale podkreśliło atmosferę nostalgii i bezradności.

Jak to często bywa z dziełami wyprzedzającymi swoje czasy, „Low” początkowo wprawiło w osłupienie szefów wytwórni RCA, którzy uznali materiał za zbyt awangardowy i niekomercyjny. Mimo to płyta odniosła sukces, a jej wpływ na kolejne pokolenia muzyków okazał się gigantyczny. Najbardziej wymownym hołdem było powstanie w Manchesterze zespołu o nazwie Warsaw, który chwilę później przeistoczył się w legendarne Joy Division. Kilkadziesiąt lat później kompozytor Philip Glass dokonał orkiestrowej reinterpretacji utworu w ramach swojej „Low Symphony”. I tak oto dźwiękowa pocztówka z ponurej, komunistycznej Warszawy stała się nieśmiertelna i wpisała na stałe do kanonu muzyki. To ostateczny dowód, że największa inspiracja często czai się tuż za rogiem, uderzając znienacka, gdy tylko odważysz się wysiąść na nieznanej stacji.

Oto ciekawostki o ostatnim studyjnym albumie Davida Bowiego: